Przeżyjmy to po raz czwarty. Na „Oszukać przeznaczenie 4” czekałem z utęsknieniem, bo mimo niskiego poziomu i wszelakich głupot, to serię tę lubię bardzo. Jakież wielkie rozczarowanie mnie spotkało, gdy pojawiły się napisy końcowe.
Tym razem akcja filmu dzieje się podczas wyścigów samochodowych. Rozpędzone samochody wpadają na publiczność, latają części aut i ludzi, a na sam koniec cały stadion wali się. Po chwili bohater, Nick (Bobby Campo) dochodzi do wniosku, że to wszystko była zaledwie wizja, która za chwilę ma się spełnić. Pospiesznie ucieka z miejsca przyszłej katastrofy z przyjaciółmi i grupką innych ludzi. I rzeczywiście, po chwili mamy wielkie boom.
Jakiś czas temu pisałem, jak bardzo nie lubię tego marnego efektu 3D, którego doświadczamy teraz… (wciąż wierzę, że wszystko zmieni Cameron). W tym przypadku nie było lepiej, owa trójwymiarowość znacząco wpłynęła na moją ocenę filmu. Całość była stanowczo zbyt ciemna, a 3D zdemaskowało całą sztuczność efektów specjalnych. Były one płaski i niejakie.
„Oszukać przeznaczenie 4” nie wywołało we mnie strachu, nie bawiłem się dobrze. Przez cały seans bardziej towarzyszył mi znikomy uśmieszek politowania i zażenowania tym, co widzę. Było znacznie gorzej niż w części trzeciej, która już nie do końca przypadła mi do gustu. Miernie, pusto, nijak.
Jedyną ciekawostką, zbiegiem okoliczności, który szczerze mnie rozbawił, to fakt, że w filmie mamy scenę, gdzie w kinie ludzie oglądają film w 3D, a za ścianą jest remont, po czym jest wybuch i masakra. Podobnie było w Olsztyńskim Heliosie – oglądaliśmy film w 3D, a za ścianą trwało rozbudowywanie kina. Na szczęście nic nie wybuchło. Żyję.
Tym razem śmierć nie miała zbyt oryginalnych pomysłów na uśmiercenie swoich wybrańców. Nie miał ich także scenarzysta, reżyser się nie postarał. Bardzo marny film, który najlepiej żeby nie powstał. Nie oglądajcie go. Lepiej po raz kolejny obejrzeć drugą część, najlepszą. I nie kręćcie piątki!

Rok 2012 dla Polaków oznacza jedno – Euro. To czy będzie to katastrofa czy nie, to dopiero się okażę, a każdy ma swoje zdanie na ten temat. W USA rok ten kojarzony jest głównie z przepowiednią Majów, jako iż 21 grudnia 2012 nastąpi koniec świata. Temat podchwycił Roland Emmerich – Master of Disaster.

W czasie, kiedy wszystko jest remake’owane, sequel’owane, reebotowane czy ostatnio przerabiane na 3D trudno jest znaleźć film, który jest jedynym z powyższych, zachowuje poziom i ogląda się go miło. „

„Transformers 2: Zemsta Upadłych” to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku – również przeze mnie. Wielki hit z 2007 roku, „

Trzy lata temu premierę miał „
Gdy słyszę stwierdzenie „czwarta część filmu” mam złe skojarzenia. Wtórność, nijakość, schematy, odcinanie kuponów… Mało jest filmów, których czwarte części były dobre. O dziwo, śmiało mogę do nich zaliczyć „Szybko i wściekle” – film dobre, aczkolwiek bez rewelacji.
Takiego ślubu na pewno nie chcielibyście mieć. Susan Murphy podczas najważniejszego dnia w swoim życiu zostaje trafiona przez meteoryt. Przeżywa, jednak zostaje powiększona do gigantycznych rozmiarów. Chwilę po tym pojawia się amerykańskie wojsko, a Susan zostaje uśpiona i przetransportowana do tajemniczej jednostki. Okazuje się, że rząd USA ma w swoich zakamarkach również inne dziwolągi np. niebieskiego gluta bez mózgu, olbrzymiego insekta czy karalucha o inteligencji człowieka. Wkrótce razem będą musieli stworzyć drużynę, która ochroni świat przed najazdem obcych.
Becky (Isla Fisher) chciałaby pracować w znanym piśmie o modzie. Na jej nieszczęście dostaje prace w piśmie o finansach. I co teraz? Becky jest specjalistką w robienie zakupów. Jak się okazuje, robienie zakupów można łatwo przełożyć na wszystkie słupki i wykresy związane z finansami. Czy dzięki nowej pracy bohaterka będzie w końcu mogła sobie pozwolić na wszystko, co chciałaby kupić?
Lucy Hill (Renée Zellweger) to piękna, ambitna, odnosząca sukcesy pracownica firmy w Miami. Pewnego razu przyjmuje zadanie od razu, nie dowiadując się, o co chodzi. Będzie tego żałowała. Lucy zostaje wysłana do małego miasteczka w Minnesocie, gdzie ma przeprowadzić reorganizację pewnej firmy. I oczywiście wszystko będzie dla niej niesamowicie trudne. Po pierwsze zamieni gorącą, tętniącą życiem Florydę, na zimną, małą Minnesotę. W dodatku wszyscy ludzie, którzy stają się teraz jej podwładnymi są od razu do niej uprzedzeni i rzucają jej kłody pod nogi. Jednak na rogu pojawi się miłość…
„Dragonball” to obok Pokemonów i Rycerzy Zodiaku jedna z bajek z mojego dzieciństwa. Siedziałem, oglądałem, chłonąłem. Jak na małego dzieciaka to byłem pod wrażeniem. Teraz w sumie, gdybym miał okazję obejrzeć owe kilkaset odcinków to prawdopodobnie nadal by mi się podobało. Gdy jakiś rok czy dwa temu wyszła pierwsza informacja, że planowana jest filmowa wersja serialu podszedłem do tego z rezerwą. Jednak, gdy po jakimś czasie podano nazwiska twórców – zamarłem.

