Setki lat temu ludzie opuścili Ziemię, ponieważ poziom zanieczyszczenia środowiska był tak wysoki, że planeta nie nadawała się do życia. Dodatkowo roślinność wymarła. Teraz ludzkość mieszka na specjalnej platformie, sterowanej przez mnóstwo robotów, które wykonują większość czynności za nich. Na Ziemi natomiast pozostawiono małe roboty, które miały usuwać i segregować śmieci. Bohaterem filmu jest ostatni z nich, Wall.E (Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący. E-klasa), który starannie wykonuje swoją rolę. Pewnego razu na Ziemię przybywa Ewa – robotka, wysłana przez ludzi, którzy chcą się dowiedzieć, czy na być może na zielonej planecie wyrosła jakaś roślina. Między Wall-E’m a Ewą rodzi się uczucie… do czasu.
Wall.E’ego pokochałem od pierwszego zdjęcia, na którym go ujrzałem. Potem były plakaty, zwiastuny i krótkie spoty reklamowe. Ten mały robocik urzekł mnie swoim wdziękiem oraz rozbrajającą słodkością. Oczekiwałem animacji wielkiej, ponadczasowej i fascynującej. Otrzymałem jeszcze więcej.
Film czaruje od samego początku aż do szczęśliwego zakończenia, które, owszem jest trochę moralizatorskie, jednak to nie przeszkadza i nie denerwuje. Wall.E jest najsympatyczniejszym bohaterem wszystkich animacji, jakie oglądałem w swoim życiu. Ale co jeszcze ciekawsze, nie tylko on jest tak niesamowicie genialny w tej bajce – również pozostałe roboty zachowywały się tak, jakby posiadały swoje własne dusze i osobowości. Najmniej ludzcy byli… ludzie. Reżyser i scenarzysta Andrew Stanton (scenarzysta „Toy Story”, „Toy Story 2”, „Potwory i spółka” oraz reżyser i scenarzysta „Gdzie jest Nemo”) odwrócił cały świat do góry nogami – maszynom nadał człowiecze cechy, których równocześnie pozbawił ludzi.
Nie boję się nazwać „Wall.E’ego” animacją wszech czasów. Nie mówię tu o sukcesie komercyjnym, bo rzeczywiście zarobił całkiem sporo (223,7 milionów dolarów w USA, a na całym świecie 507,2 mln $) oraz pokonał konkurencyjną animację DreamWorksu – „Kung Fu Pandę”, jednak sukces artystyczny jest dużo ważniejszy. Zarówno krytycy jak i publiczność są zachwyceni animacją Pixara, a już dziś mówi się o Oscarach, w tym otrzymaniu nominacji w kategorii Najlepszy Film, co w całej 80-letniej historii nagród Akademii Filmowej zdarzyło się tylko raz (1991, „Piękna i Bestia”). Co ciekawsze wtedy jeszcze nie istniała kategoria Najlepszy pełnometrażowy film animowany, która została utworzona w 2002 roku, kiedy to wygrał „Shrek”. Gdyby „Wall.E’emu” udało się dostać do piątki najważniejszych i najlepszych filmów roku 2008 sukces byłby jeszcze większy. Trzymam za to kciuki, bo o Oskara za Najlepszą animację jestem pewny.
Podsumowując, „Wall.E’ego” nie można przeoczyć czy po prostu nie obejrzeć. Jest to film obowiązkowy, najlepsza animacja, jaką kiedykolwiek widziałem – w moim prywatnym rankingu przebija nawet takie działa jak „Epoka lodowcowa” czy „Shrek”. Zdecydowanie musicie to obejrzeć, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!
Moja ocena: 10/10
Siedem najlepszych filmów roku 2008 wg mnie:
- Slumdog. Milioner z ulicy (2008) reż. Danny Boyle
- Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood
- Mroczny rycerz (2008) reż. Christopher Nolan
- Australia (2008) reż. Baz Luhrmann
- Droga do szczęścia (2008) reż. Sam Mendes
- Wall.E (2008) reż. Andrew Stanton
- Lektor (2008) reż. Stephen Daldry

„Eagle Eye” to film w reżyserii D. J. Caruso, w którym główną rolę gra młody, utalentowany aktor Shia LeBeouf. Duet ten sprawdził się już przy innym thrillerze – „
Z wielkim, zielonym Hulkiem już raz mieliśmy do czynienia. W 2003 roku wielki reżyser Ang Lee zwrócił uwagę na psychiczną stronę bohatera. Teraz, producenci niezadowoleni wynikami kasowymi tamtego filmu postanowili zrobić jeszcze jeden film o Hulku – bardziej wybuchowy, bardziej rozrywkowy, bardziej… Hollywoodzki.
Już na wstępie zaznaczę, że recenzja „Mamma Mia!” będzie pozytywna i pochlebna, bo tak dobrego obrazu nie widziałem od dawna. Przyznam, że moje wysokie oczekiwania zostały w pełni usatysfakcjonowane.
Miliarder i właściciel najbardziej znanej firmy produkującej broń dla amerykańskiej armii, Tony Spark (Robert Downey Jr.) zostaje porwany. Porywacze każą mu zbudować prototyp nowej broni, którą będą mogli użyć w złych celach. Na szczęście genialny twórca oswobadza się, jednak cała ta sytuacja daje mu wiele do myślenia. Jego broń nie służy tylko dobru, ale jest również rozpowszechniana na czarnym rynku. Tony Spark buduje sobie niesamowitą zbroję i postanawia bronić świata, jako niezwyciężony Iron Man.
Bohaterką filmu jest agentka specjalna, Jennifer Marsh (Diane Lane), która pracuje w FBI w wydziale zajmującym się przestępczością w Internecie. Właśnie odkryła stronę, na której jakiś psychopata zabija swoje ofiary w bardzo wysublimowany sposób. Szybkość śmierci zależy od ilości wizyt na owej stronie – im jest ich więcej, tym szybciej ktoś umrze. FBI apeluje do ludzi, aby nie wchodzili na tę stronę, bo niejako stają się współwinni torturom i śmierci ofiar. Jednak owy apel ma działanie zupełnie odwrotne niż oczekiwano – zainteresowanie stroną wzrasta. Jennifer i jej koledzy mają pełne ręce roboty.
Bohaterem filmu jest panda o imieniu Po. Od dawna interesuje się Kung Fu, jest fanem walecznej piątki: Tygrysicy, Żmii, Żurawia, Małpy i Modliszki. Życie Po zmienia się diametralnie, a to za sprawą pewnego wyboru. Stary Żółw przepowiada, że już czas wybrać legendarnego wojownika Kung fu, który obroni wioskę przez zbuntowanym lampartem Tai Lungiem. I jak się domyślacie, Żółw wybiera Po. Jednak przez pulchną pandą długa droga do perfekcji. Czeka go szkolenie pod okiem Mistrza Shifu, który od początku jest negatywnie nastawiony do Po.
Peter (Jason Segel), kompozytor telewizyjny od sześciu lat jest w związku z popularną aktorką, Sarą Marshall (Kristen Bell). Ona jest gwiazdą a on żyje w jej cieniu. Jego szczęście zostaje przerwane, gdy Sara mówi, że odchodzi. Teraz bohater całymi dniami przesiaduje w domu, nie dba o siebie, czyli wpadł w typową depresję. Jego kumpel namawia go, aby wyjechał na Hawaje na wakacje – odprężyć się, zapomnieć, zaszaleć. I rzeczywiście Peter wyjeżdża, jednak można tu mówić o niesamowitym pechu, gdyż na Hawajach wypoczywa również jego eksdziewczyna, Sara. Jeszcze gorzej, że nie jest sama…
Drugi film o Człowieku Nietoperzu w reżyserii Christophera Nolana już kilka dni po premierze uznano kultowym. Oczekiwania były ogromne. Najpierw dostaliśmy emocjonujący i świetny „
Nie można mówić o pełnym realizmie w filmie fantastycznym, będącym ekranizacją komiksu i opowiadającym o superbohaterze – jednak mimo, to „Mroczny rycerz” to film najbardziej rzeczywisty z tych nierzeczywistych. Całość jest niesamowicie epicka, ciężka i trudna. I mimo tego wszystkiego, nie zabrakło kilku akcentów humorystycznych, które oczywiście wprowadza postać Jokera. Postać przerażająca i nieobliczalna, ale mimo to czasami zabawna, a już na pewno intrygująca. Ciekawie również pokazana została dwoistość przedstawionego świata. Wszystko i wszyscy mają tu swoją dobrą i złą stronę. Nawet Batman – Mroczny rycerz czy Harvey Dent, zwany Białym rycerzem, który zmieni się w wiadomo, kogo. Jedyna postać, która od samego początku charakteryzuje się jednym i tym samym usposobieniem, jest Joker. Zawsze brutalny, nieobliczalny, psychiczny. Nie ma w nim cienia dobroci.
Celowo chwaląc twórców i aktorów nie wspominam o nim. Heath Ledger. Postać, jaką wykreował już na zawsze przejdzie do historii kina. I wcale nie, dlatego, że tragicznie zmarł, tylko, dlatego, że była tak genialna i cudowna. Heatha znałem z „Tajemnicy Brockeback Mountain” oraz „Nieustraszonych Braciach Grimm”, już tam widać było, że nie jest to zwykły aktor. To, co pokazał w „Mrocznym rycerzu” to czysta esencja talentu i kunsztu aktorskiego. Przed premierą wszyscy twierdzili, że Ledger nawet nie zbliży się do tego, co pokazał Jack Nicholson w „
Warto zauważyć, że większość scen wykonano bez użycia komputera i jego technik. Tu nawet wybuchający szpital rozwalono naprawdę, a nie za pomocą komputera. Nieziemski był również montaż. W końcu pościgi były widoczne i zapierające dech w piersiach – oszałamiająca prędkość nie powodowała zawrotów głowy, ponieważ reżyser nie bawił się kamerą, tak jak robiono to w wielu innych filmach. Koniec końców dochodzę do efektów specjalnych, a te, mimo, że w filmach akcji są ważne, nie były główną atrakcją. Sześć scen nakręcono przy użyciu technologii 





Młody Bruce Wayne jest świadkiem morderstwa dokonanego na jego rodzicach. Sierotą opiekuje się lokaj i przyjaciel całej rodziny Wayne’ów, Alfred (Michael Caine). Bohater od samego początku myśli tylko o zemście. Wyrusza na wschód. Będąc tam poznaje Henri Ducarda (Liam Neeson) wysłannika Ra's al Ghula (Ken Watanabe). Ducard uczy Bruce'a sztuk walki. Bruce (Christian Bale) wraca do Gotham City w dniu swoich 30 urodzin. Początkowo nie jest do końca pewien, po co wrócił, jednak, gdy odnajdzie w swojej piwnicy pewien kostium stanie przed wyzwaniem. Jako Batman – Człowiek Nietoperz będzie bronił mieszkańców miasta. Na jego drodze stanie szef mafii z Gotham (Tom Wilkinson), międzynarodowy terrorysta Ra’s Al. Ghul oraz podstępny psychiatra dr Jonathan Crane (Cillian Murphy).