4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007)

Rumunia, ostatnie lata panowania komunistów. Bohaterkami filmu są dwie młode kobiety, Gabita i Otilla. Ta pierwsza zaszła w niechcianą ciążę, którą postanawia usunąć. Pomaga jej w tym Otilla. Dziewczyny wynajmują pokój w hotelu, gdzie pojawia się facet, który ma pomóc im w ‘usunięciu problemu’. Jednak prawdziwe problemy zaczynają się, gdy okazuję się, że bohaterki mają za mało pieniędzy, a owy mężczyzna chce czegoś więcej niż tylko zapłaty pieniężnej.

Właściwie więcej o filmie napisać nie mogę, aby za dużo nie zdradzać. Bo w filmie dzieje się mało, ale za to długo. Obraz ma chyba tyle samo wielbicieli, co przeciwników. Mnóstwo zdobytych nagród i wszechobecny zachwyt krytyków na przeróżnych festiwalach, aczkolwiek porażka na polu Oscarowym. Ja osobiście tego wszystkie nie rozumiem. Dla mnie film był po prostu nudny. Owszem, temat ważny, trochę szokujący, aktorki grały naturalnie… No, ale co w związku z tym? Wiało nudą. Długie ujęcia, które rzekomo miały nadać realizmu jeszcze bardziej zepsuły wrażenie. Ktoś po prostu postawił kamerę, wcisnął nagrywanie i poszło.

Jak już powiedziałem, jest sporo osób, którym film się podobał. Jest i sporo, którym nie. Ja należę do tych drugich. Nie polecam filmu, dosyć specyficzne kino… Mnie nie przypadło do gustu. I zgadzam się z tym, że nie dostał on nominacji do Oscara. Już „Katyń” bardziej mi się podobał.

Moja ocena: 4/10

Pana Magorium cudowne emporium (2007)

Pan Magorium (Dustin Hoffman) posiada magiczny i niesamowity sklep z zabawkami. Staruszek twierdzi, ze ma ponad 200 lat i już czas przejść na emeryturę. W jego sklepie pracuje młodziutka Molly Mahoney (Natalie Portman) i jego zdaniem o ona powinna przejąć sklep. Pan Magorium wynajmuje urzędnika, który ma sprawdzić wszystkie kwestie finansowe i prawne sklepu. A sam sklep się buntuje. Powoli uciekają wszystkie kolory, a zabawki się psują. I co dalej?

Nudny film. Spodziewałem się dużo, dużo więcej. Wiedziałem, ze nie będzie to cos na miarę „Charliego i Fabryki Czekolady”, ale mogłoby być, chociaż podobnie. Niestety. Dustin Hoffman w swojej roli był nijaki, obojętny i mało autentyczny. Natalie Portman urocza, ale trochę jak taka słodka idiotka, bez wyrazu. Oglądało się sobie bez jakiegokolwiek przejęcia, obejrzeć i zapomnieć. A jeszcze lepiej w ogóle nie oglądać, bo nic ciekawego tu nie znajdziecie.

Z samego pomysłu można było wiele zrobić. Wykrzesać więcej kolorów, dodać kilka żartów, popracować nad oprawą graficzną, naprawdę dużo można było zrobić, film ma potencjał – może kwestia reżysera? Z takiej zwykłej Fabryki Czekolady Burton wyczarował dzieło. Ciekawo, co by zrobił ze sklepem. A może więcej krwi jak u Tarantino? Cokolwiek, aby było ciekawiej, bo było bardzo źle.

Moja ocena: 3/10

Najlepsze i najgorsze filmy roku 2007 - poznaj wyniki!

A więc czas poznać wyniki. Kliknij w logo Nicole, aby przejść na stronę głowną tegorocznych wyników, przeczytać krótki opis, a następnie poznać wygranych i przegranych. Pozdrawiam :)

December Boys (2007)

Film opowiada o czwórce sierot, które mieszkają w tym samym sierocińcu, wszyscy oni są z grudnia, dlatego też razem wyjeżdżają na wakacje nad morze. Tam mieszkają u miłej rodziny, jednak to nie ona będzie dla nich najważniejsza. Chłopcy dowiedzą się, że sąsiedzi owej rodziny nie mogą mieć dzieci i chcieliby zaadoptować kogoś. Od tej pory pomiędzy czwórką przyjaciół zacznie się rywalizacja, każdy z nich chciałbym wyrwać się z sierocińca i mieć prawdziwy dom. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na ciężką próbę. Do tego dojdzie jeszcze dorastanie i dojrzewanie najstarszego z nich, Mapsa (Daniel Radcliffe).

Film zwrócił moją uwagę nie tematem, ale obsadą – często tak bywa. Mowa tu oczywiście o Danielu Radcliffe’ie, którego do tej pory mogłem oglądać tylko, jako Harrego Pottera we wszystkich pięciu częściach. Tam grał dobrze, ale cały czas byłem ciekaw jak sprawdziłby się w innych rolach. I tu właśnie pojawił się film „December Boys”.

Opowiedziana nam historia jest ciekawa, ale nie wciąga. Nie przywiązujemy się do bohaterów, po prostu to oglądamy. Radcliffe gra poprawnie, ale nie ma jakichś zbytnich zachwytów i tym podobnych. Tak jak w Harrym. Kilka fajnych ujęć, fajna scenografia, ogólnie pozytywnie, ale jak już wspomniałem – szału nie ma. Obejrzeć można, choćby właśnie z tego samego powodu, co ja – zobaczyć Pottera w innej roli.

Moja ocena: 5/10

Dziewczyna moich koszmarów (2007)

Eddie (Ben Stiller) długo był kawalerem. Pewnego razu, przypadkiem, spotyka Lilę (Malin Akerman). Oboje przypadają sobie do gustu i po jakimś czasie Eddie oświadcza się Lili, potem jest huczne wesele i para wylatuje na miesiąc miodowy. I tu zaczynają się schody. Nieskazitelna i wręcz wydawałoby się idealna Lila pokazuje w końcu, że wcale taka święta nie jest. Na domiar złego, Eddie poznaje piękną Mirandę (Michelle Monaghan), z którą spędza więcej czasu niż z własną żoną. Co zrobi bohater, gdy odkryje, że wcale nie kocha Lili, a prawdziwa miłość jest dopiero przed nim?

Kolejna komedia z Benem Stillerem w roli głównej. Dochodzę do wniosku, że wszelakie komedie z nim są prawie zawsze takie same. Jest trochę śmiesznie, ale nigdy rewelacyjnie. Po prostu komedia na jeden wieczór, obejrzeć i zapomnieć. Nie inaczej jest w przypadku „Dziewczyny moich koszmarów”. Podczas seansu nie nudzimy się, jest sporo zabawy, trochę sprośności, trochę dziwne i przewrotne zakończenie no i Ben Stiller. I jak zwykle, w jego otoczeniu piękne kobiety, tutaj Malin Akerman i Michelle Monaghan.

Film nakręcili bracia Farrelly – Peter i Bobby. Patrząc na ich wcześniejsze dokonania, można stwierdzić, że raz mają coś ciekawego do powiedzenia, innym razem błądzą. Stworzyli świetną komedię „Głupi i głupszy”, po czym zrobili „Ja, Irena i ja”, jeden z głupszych filmów, jakie widziałem. Potem byli „Skazani na siebie”, „Miłosna rozgrywka” i dochodzimy do omawianego tutaj filmu. Plasuje się on mniej więcej po środku – jak już wspomniałem, fajny, ale nie rewelacyjny. Obejrzeć można.

Moja ocena: 5/10

Nicole 2007 & DontLikeIt 2007 - najlepsze i najgorsze filmy wg mnie - nominacje

Czas podsumować ubiegły sezon filmowy - rok 2007. Dziś w nocy zostaną rozdane Oscary, natomiast ja dziś prezentuję Wam nominacje do moich nagród - Nicole 2007 i DontLikeIt 2007, już drugi raz. Wyniki poznacie dokładnie za tydzień, 2 marca. :)

(kliknij w logo, aby przejść na stronę główną moich nagród)

Ukryta strategia (2007)

Trzy historie. Wszystkie trzy ze sobą powiązane. Znana dziennikarka (Meryl Streep) przeprowadza wywiad z kongresmanem (Tom Cruise), który opowiada jej o nowej taktyce wprowadzanej przez amerykańskich żołnierzy w Iraku. Druga historia opowiada właśnie o owych żołnierzach i ich próbie wdrożenia owej taktyki. Trzecia historia, również tyczy się owych żołnierzy – opowiada ją ich dawny nauczyciel (Robert Redford) próbujący w ten sposób wywrzeć jakiś wpływ na swoim obecnym uczniu, który ma potencjał, jednak nie chce się uczyć.

Nie udało się. Robert Redford reżyserując owy film prawdopodobnie chciał stworzyć coś ciekawego, niebanalnego, trzy ciekawe historie, które by się we wspaniały sposób łączyły. Niestety, daleko mu do np. świetnego „Babelu”, w którym mamy podobny zabieg. „Ukryta Strategia” to nic innego jak przegadany film, ok. 90 gadania o niczym, o tym, że student ma potencjał, a USA są wspaniałe. Nie tędy droga. Nie pomogła nawet gwiazdorska obsada, Meryl oczywiście jak zwykle genialna, Cruise sobie coś tam pogadał, pouśmiechał się, zresztą podobnie Redford.

Oj, zawiodłem się na tym filmie. Czytając zapowiedzi i oglądając trailery miałem chrapką na naprawdę dobry thriller, atmosferę podnosiły jeszcze te nazwiska. I na nic się to zdało. Nie warto oglądać tego filmu, nothing special.

Moja ocena: 3+/10

P.S.: A ta strategia, to wcale taka ukryta nie była.

Inwazja (2007)

Na Ziemi zostaje znaleziony statek kosmiczny. Pierwsze osoby, które miały z nim kontakt staja się inne. Później kolejni zmieniają się. Nikt nie wie, co im jest i dlaczego tak się dzieje. Są nieczuli, nieludzcy. Wkrótce waszyngtońska pani psychiatra Carol Bannell (Nicole Kidman) odkryje, że wszyscy oni zostali zakażeni wirusem. Atakuje on podczas snu, dlatego jedyną ochroną przed nim jest nie zasypiać. Carol będzie musiała odnaleźć i uratować swojego syna, a pomoże jej w tym przyjaciel Ben Driscoll (Craig David). Czy uda się jej nie zasnąć? A jeśli nie, to czy jest to jedyna droga na obronę przed wirusem?

Pierwsze wrażenie: spodziewałem się czegoś lepszego. Inwazja kosmitów, czy też ich odłamków, wirusów itp. to motyw znany, ten tutaj pochodzi z książki „Inwazja porywczy ciał” Jacka Finneya, która zresztą kilka razy była już ekranizowana. Teraz do udziału w filmie zaproszono moją ukochaną, ubóstwianą, cenioną i faworyzowaną aktorkę Nicole Kidman i, ostatnio na topie, Craiga Davida. I o ile do ich kreacji aktorskich nie mam żadnych zarzutów, to już do samej akcji filmu i scenariusza można by się przyczepiać. Bo momentami jest nudno… bo rewelacji nie ma… bo takie to wszystko oklepane itd. Oglądało się miło, zwłaszcza wszystkie sceny, gdzie była Nicole, ale tak szybko jak się to oglądało, tak szybko się o tym filmie zapomni. Po prostu taki typowy jednorazowiec, a szkoda… Nicole raz trafia na dobre role, a raz na gorsze…

Moja ocena: 5/10

Państwo młodzi - Chuck i Larry (2007)

Larry (Kevin James) jest wdowcem i samotnie wychowuje dzieci. Jego przyjaciel, Chuck (Adam Sandler) jest kawalerem i wcale mu nie przeszkadza ten stan rzeczy. Oboje są strażakami i całe miasto jest z nich dumne. Kiedyś Larry uratował życie Chuckowi, więc jakby nie patrzeć, a teraz ma okazję się odwdzięczyć kumplowi. Larry chce otrzymać pomoc socjalną na dzieci, jednak aby tak się stało jego rodzina musi być kompletna. Namawia on Chucka, aby wzięli fikcyjny ślub, dzięki czemu rodzina będzie pełna i Larry otrzyma pieniądze. Niestety, oboje nie widzą, że rząd USA jest bardzo wyczulony na takie sytuacje i pilnie przyjrzy się związkowi bohaterów. Ci wynajmą do pomocy piękną panią adwokat, Alex McDonough (Jessica Biel).

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że wszystkie komedie z Adamem Sandlerem są takie same, a co najmniej podobne? W powyższym przypadku mamy taki… standard. Czasem bywało śmiesznie, ogólne wrażenie raczej nijakie. Po prostu kolejna komedia z Adamem Sandlerem, plus Kevin James i Jessica Biel. „Państwo młodzi” to oczywiście komedia bardzo poprawna, mało tutaj zbereźnych żarcików, a homoseksualizm potraktowano tak, aby nikogo nie obrazić, co wychodzi trochę sztucznie. W ogóle nie podobała mi się postać Dana Aykroyda, była zbyt pompatyczna i powiało taką nudną i umoralnianiem, że ja już miałem dość.

Koniec końców, film trochę bezbarwny, obejrzeć i zapomnieć. Albo nie obejrzeć i nie się nie przejmować. Jak wolicie.

Moja ocena: 4+/10

Lakier do włosów (2007)

Zaczyna się pięknym i radosnym „Good Morning, Baltimore”. Potem jest już tylko lepiej. Mamy lata 60. Tracy Turnblad (Nikki Blonsky) to pulchna nastolatka, która spędza czas głownie na oglądaniu jednego z najpopularniejszych programów w TV, „Corny Collins Show”. Jego formuła opiera się na barwnych strojach, przebojowych piosenkach, a jego aktorzy i piosenkarze znacznie różną się od Tracy. Raz w miesiącu organizowany jest również Dzień Murzyna, wtedy to wszystkie piosenki śpiewają murzyni. Tracy zupełnie przypadkiem pokazuje, co potrafi, swój fantastyczny taniec. I tak następuje rewolucja – pierwszy raz w Corny Collins Show zostaje przyjęta pulchna nastolatka. Ale to dopiero początek wielkich zmian.

Barwna, energiczna i przebojowa ekranizacja broadwayowskiego musicalu. To, co głównie tutaj króluje i co powinno królować to niesamowita muzyka! Świetne piosenki wplecione i budujące film oraz aktorzy, którzy mają doskonałe warunki, by to piosenki wykonywać to główne walory tego filmu. Oczywiście dobry scenariusz, lekkość i świeżość fabuły oraz scenografia i kostiumy to kolejne plusy. W rolach głównych mamy debiutującą Nikki Blonsky, a u jej boku m.in. Zac Efron, Michelle Pfeiffer, John Travolta czy Christopher Walken. Całość oglądało się z przyjemnością, mogę nawet rzec, że nominacje do Oscarów za rok 2007 posypią się, a może i nawet będzie statuetka za muzykę, tego bym temu filmowi życzył. :) Niestety, zero nominacji.

Podsumowując, „Lakier do włosów” należy do mojej czołówki najlepszych filmów roku 2007 oraz do plejady moich ulubionych filmów, bo co, jak co, ale musicale uwielbiam. Naprawdę polecam, świetna rozrywka.

Moja ocena: 9/10