Rodzinny dom wariatów (2005)

Kolejne święta Bożego Narodzenia w na pozór normalnej rodzinie. Do dużego domu zjeżdżają się kolejni jego członkowie – jednak nie widać w nich pokrewieństwa – każdy z osobna to inna indywidualność. Jak bywa przy takich zjazdach wybuchają różne kłótnie, które godzi głowa domu – matka. Jednak najważniejszym wydarzeniem tych świąt jest to, iż starszy syn, Everett, zaprosił swoją narzeczoną, Merdith. Kobieta jednak nie przypada do gustu familii. Nieskazitelnie ułożony kostium, idealny makijaż, starannie upięte włosy nie zrobiły na nich wrażenia. Merdith nie wytrzymuje presji rodziny – wyprowadza się do hotelu i sprowadza swoją siostrę, Julię. O dziwo, Julia zyskuje od razu sympatię wszystkich domowników. Jak się potem okaże Julia nieźle namiesza w życiu swojej siostry jak i Everetta.

Film, taki sobie familijny. Można czasem się zaśmiać, czasem się wzruszyć. Pojawiają się też problemy trudne, takie jak choroba matki czy homoseksualizm jednego z synów, który jest powszechnie akceptowany przez… prawie wszystkich. Polecam obejrzeć, najlepiej w gronie rodziny i w święta.

Moja ocena: 6/10

Dziennik Bridget Jones (2001)

Kolejna opowieść o podstarzałej pannie pragnącej miłości. To w dużym skrócie. A tak więcej, to mamy tu opowieść o Bridget Jones, która nie wie, co ma zrobić ze sobą i swoim życiem. Flirtuje ze swoim szefem, potem ma z nim namiętny romans, po czym on ją zostawia. Jednak na horyzoncie pojawia się inny mężczyzna. Obaj panowie będą starać się o względy Bridget, a ona sama nie wie, którego i czy w ogóle wybrać.

Ekranizacja bestsellerowej powieści wyszła… kiepsko. Jeśli taka jest ta powieść to też jest kiepska. Nie czytałem książki, ale jakoś ten film mnie nie zachwycił. Po prostu kolejna opowieść, taki ‘kolejny odcinek Mody na sukces’ … tylko trochę dłuższy. No i Renée Zellweger była doskonała. Musze dodać ze moja ulubiona scena to pod koniec filmy, gdy Bridget krzyczy ‘No! No!’ gdy ojciec Marca mówi, że ten wylatuje do Nowego Jorku. No i chyba prócz kreacji Renee to nic więcej mi się tu nie podobało. Bo scenariusz oklepany jak nic. Z nudów obejrzeć można.

Moja ocena: 6/10

Sztuka zrywania (2006)

Gary i Brooke (Jennifer Aniston) są, jak im się wydaje, szczęśliwą parą. Jednak któregoś razu, po wspólnej kolacji z rodzicami obojga, Brooke wybucha i wyrzuca z siebie wszystko, co jej ‘leży na żołądku’, po czym zrywa z Gary’m. Zrywa, żeby on docenił ją, przeprosił i wrócili do siebie. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że Gary wcale nie ma zamiaru jej przepraszać. Nie ma także zamiaru wyprowadzać się z ich wspólnego mieszkania. I tak Brooke okupuje sypialnie, Gary salon.

Śmieszna komedia, w której większość scen to kłótnie Brooke i Gary’ego, a także ich szalone pomysły typu ‘jak uprzykrzyć życie drugiej stronie’. Rewelacyjna rola, Jennifer Aniston, film oglądać się da, jednak bez rewelacji – jedyną jest tu wspomniana Jennifer. Nie idźcie do kina, czekajcie na DVD.

Moja ocena: 7/10 (za Jennifer)

Ciasteczko (2005)

Pippa Mcgee jest zwariowana 29-latką która w pełni korzysta z życia. W pełni, czyli poczynając od skoków na bangee kończąc na sypianiu, z kim popadnie. Teraz jest druhną, po raz kolejny, na kolejnym ślubie. I nie myśli wcale o własnym. Jej życie stanie do góry nogami, gdy jej ojciec będzie miał zawał. Powierzy jej pracę redaktor naczelnej pisma… dla młodych małżeństw. Początkowo wszyscy są na nie, łącznie z Pippą – jak ktoś, kto absolutnie jest przeciw małżeństwu ma pisać takie pismo? Pierwszy numer pod kierownictwem dziewczyny jest kompletną porażką. Następne…

Całkiem zabawna, na poziomie, komedyjka. Nie obejdzie bez minusów, ale SA i plusy. Przede wszystkim do kina na to, to lepiej się nie wybierać – w sensie, że szkoda pieniędzy. Lepiej wypożyczyć DVD i obejrzeć z przyjaciółmi w domu. Bo to film ‘akurat’ na takie ‘imprezy’.

Moja ocena: 7/10

Dom nad jeziorem (2006)

lake house Ona – lekarz. On – architekt. Ona w 2006. On w 2004. Połączy ich tytułowy dom nad jeziorem i stojąca przed nim skrzynka na pocztę. On mieszka w tym domu, ona właśnie się z niego wyprowadziła. List włożony do skrzynki przemierza 2 lata do przodu lub do tyłu, dzięki czemu oboje mogą się komunikować ze sobą. Początkowo postanawiają się poznać, potem chodzą na wspólne spacery – te same miejsca, jednak dwa lata różnicy.

Film magiczny. Inaczej go określić nie umiem. Miłość obojga ludzi, która potrafi przetrwać różnicę czasu. Całość wydaję się nieprawdopodobna, jednak pokazuje, że miłość może przejść wszystko. Zakochani dążą do spotkania się, jednak wbrew pozorom nie jest tak łatwo, bo miłość nie jest łatwa. Każda miłość ma swoje problemy – problemem tej miłość są dwa lata. Dwa lata, która jak okaże się są drobnostką, którą da się pokonać. Pokona ja miłość. Miłość pokona wszystko, ale tylko prawdziwa, taka właśnie została ukazana w tym filmie.

Rewelacyjne kreacje Sandry Bullock i Keanu Reeves’a, piękne krajobrazy Chicago i przede wszystkim niesamowity klimat. Zdarzają się sceny niepotrzebne, nużące, jednak zakończenie dopełnia tylko niesamowitości filmu i buduje go w jedną, spójną całość. Warto obejrzeć dla wspomnianego klimatu i przede wszystkim dla pięknego przesłania, jakim jest miłość.

Moja ocena: 10/10

Dodane 18 grudnia 2006: Po kolejnym obejrzeniu stwierdzam, że 9 to za niska ocena. Zmieniam ocenę na 10, bo film jest genialny.

Dżungla (2006)

dzungla Od pamiętnego sukcesu Shreka zasypywani jesteśmy produkcjami ‘podobnymi’. I jak jednym wychodzi to na dobre, innym już niekoniecznie. „Dżungla” to opowieść o zwierzątkach. Lew Sebastian wraz ze swoimi przyjaciółmi musi ‘odwiedzić’ tytułową dżunglę, aby uratować swego syna, Franka. Franek uciekł z zoo do dżungli, po to, aby nauczyć się ryczeć, jak przystało na prawdziwego lwa. Sęk w tym, ze Gd tylko wsiądzie do ‘dużej, zielonej skrzyni’ już żałuje tego. Ale odwrotu nie ma. Sebastian, żyrafa Bożenka, wąż Ksysiek, koala Bazyl i wiewiórka Benek przemierzają Manhattan, następnie ocean, aby odnaleźć Franka.

Opowieść… no można powiedzieć, że ‘to już było’. Oczywiście od razu przychodzi na myśl ‘ „Madagaskar”, – co lepsze? Myślę, że obie produkcje bardzo podobne, obie mają sporo ciekawych tekstów, obie także do ideałów nie należą. Obejrzeć, choćby dla zabicia nudy, czy aby się odrobię oderwać od szarej rzeczywistości, można.

Moja ocena: 7+/10

Jesteśmy jedna rodzina... oprócz tego włochatego, jakiś mutant, czy jak :|
E, ptaki, jakie to uczucie jak sie komus kolana zginają w drugą stronę?
- Ja dalej nie biegnę!
- Dobra, ale jakby co to mogę cie poturlać
- Jesteś lew jak ta lala! Nie ważne skąd pochodzisz, z zoo, z dżungli... czy z akwarium.
- Co to było?
- Bożena, twoja dzienna dawka witaminy B, bejbe

Superman: Powrót (2006)

supermanTragedia. Zastanawia mnie, dlaczego twórcy filmów zamiast stawiać na nowe, świeże pomysły odgrzebują „stare pierniki” … jednym wychodzi to na lepsze, innym na gorsze. Jednak zawsze pozostaje niesmak typu, „…ale to już było…”

Ale do rzeczy. Przede mną „Superman: Powrót”. Najpierw po włączeniu filmu doznałem pierwszego szoku – ponad 2 godziny! I niestety dla tego filmu – to był pierwszy i ostatni szok tego filmu. Od ostatniej części filmu minęło 6 lat. Superman powraca z pseudowycieczki, którą odbył w celu poznania swojej planty, Krypton. Na Ziemi, jak to na Ziemi różnie rzeczy się dzieją. A to Lex Luthor wychodzi z więzienia – przez Supermana, gdyż ten nie stawił się jako świadek na sprawie sądowej – Lois Lane zaręczyła się i ma dziecko, dostała także nagrodę Pulicera za artykuł „Dlaczego świat nie potrzebuje Supermana?” I na co tutaj nam Superman? Oczywiście, jak to w tego typu filmach bywa, jak go nie było to wszystko było ok., ale jak przybył to od razu zaczęło się coś dziać, aby ten mógł działać. Banał.

Jeśli chodzi o grę aktorów i tym podobne, to raczej czepiać się nie ma, czego. Jedyne, czego się przyczepię i będę się nad tym pastwić to scenariusz. Bo jak tu się nie użalać jak z filmu o superbohaterze, gdzie idąc do kina oczekuję jakiś efektów specjalnych itp. dostaję dwugodzinne romansidło? Inaczej nie da się tego określić. Przez cały ten czas widzimy sercowe rozterki Supermana/Clarka wciąż kochającego (wciąż) piękną Lois, a także Jej „wahania uczuć”… Po prostu – powiem tak, jeśli jesteś fanem Supermana i oczekujesz jakiejś dobrej kontynuacji – zawiedziesz się. Jeśli jesteś fanem ‘Mody na sukces’ – wal śmiało.

Moja ocena: 4/10

Lot 93 (2006)

‘Lot 93’ to tragiczna opowieść o jednym z porwanych samolotów podczas ataku terrorystycznego na USA, 11 września 2001 roku. Wydarzeń z tamtego dnia chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. W filmie mamy ukazane, co działo się w samolocie przed katastrofą, telefony do rodzin, pożegnania, w końcu próba odbicia samolotu i na końcu tragedia. Lot 93 to ten, który prawdopodobnie miał uderzyć w Biały Dom lub Kapitol – jednak prawdopodobnie dzięki pasażerom, terroryści rozbili go na jakimś polu w Kalifornii – po prostu bali się uczestników lotu.

Film prócz całego tragizmu i dramatyzmu jest bardzo poruszający – głownie za sprawą telefonów pasażerów do rodzin i pożegnań… Równie przykrą i powodującą płacz sceną jest finał i końcowe sceny. Każdy, chociaż odrobinę wrażliwy widz uroni nie raz łzę na tymże filmie. Prócz tego łatwo też dojrzeć bohaterstwo ludzi na pokładzie samolotu a także brak profesjonalizmu amerykańskich władz i instytucji zajmujących się obsługą lotów. Myślę, że po 11 września dużo zaszło zmian, ale nie tylko tam – zmienił się cały świat. Polecam ten film każdemu, bo warto.

Moja ocena: 9+/10

11 września 2001 United Airlines Lot 93 był jednym z czterech porwanych w powietrzu samolotów. Trzy z nich dosięgły celu. Z Wielką odwagą i determinacją, pasażerowie i załoga lotu 93... Zapobiegłaby ich samolot dosięgną swojego przypuszczalnego celu, jakim był... Biały Dom lub Budynek Kapitolu. Ten Film jest dedykowany Pasażerom i załodze lotu 93 oraz ich rodzinom.

Honey (2003)

Czytając recenzje tego filmu przed jego obejrzeniem myślałem ze dostane kolejna ckliwą historię miłości bohaterki opatrzoną jakimś tanecznym show obok. Jednak myliłem się. ‘Honey’ to rzeczywiście opowieść o dziewczynie, Honey Daniels, która w dzień pracuje w sklepie muzycznym, po południu uczy w szkole tańca a nocą pracuje jako barmanka. Jednak film skupia się na tym, że Honey chce pomóc dzieciom z jej dzielnicy. A dzielnica do najlepszych nie należy, dziewczyna chce ich nauczyć tańca. Któregoś razu poznaje w dyskotece reżysera teledysków i dzięki niemu występuję i reżyseruje kilka z nich. Jednak nie wszystko złoto, co się świeci. Reżyser na jednym z przyjęć próbuje pocałować Honey jednak ta odrzuca zaloty. Na następny dzień zostaje wyrzucona z pracy, a gdy potem szuka sobie innej nigdzie nie może jej znaleźć. Jednak wraz ze swoją grupą taneczną postawia zorganizować przedstawienie, w którym pokaże, co ona i jej tancerze umieją, a przy okazji chce zarobić na wykupienie lokalu gdzie założy profesjonalną szkołę tańca.

W filmie przede wszystkim króluje taniec. Taniec i Jessica Alba. Jak już wcześniej zwróciłem uwagę całości nie przesłoniła ckliwa historia miłosna, dzięki czemu film jest dobry. Owszem, nie zabraknie tam chłopaka dla Honey, ale nie jest to główny wątek filmu. Warto obejrzeć choćby dla muzyki, tańca… i dla Jessicy.

Moja ocena: 8+/10

Kiedy dzwoni nieznajomy (2006)

Nastoletnia Jill Johnson zamiast na imprezę, za karę musi spędzić noc jako opiekunka do dziecka. Jedzie do ogromnego, luksusowego domu na odludziu, gdzie ma pilnować dwójkę dzieci. Ich rodzice zostawiają wszystkie potrzebne numery, pełną lodówkę i wyjeżdżają. Dzieci śpią a Jill ma cały dom dla siebie. I mogłoby się zdawać ze wszystko pięknie ślicznie, ale nie do końca. Jill nękana jest telefonami nieznajomego. I właściwie tutaj kończy się to, co mogę napisać, żeby nie zdradzać reszty filmu. Przez ponad godzinę filmu mamy zastraszoną nastolatkę, która odbiera, co chwila telefony, chodzi jak obłąkana po domu. W sumie nie można się jej dziwić – dom jest ogromny i sam w sobie wygląda strasznie.

Jeśli chodzi o fabułę filmu, to momentami przychodzi na myśl ‘gdzieś już to było’…, ale tylko momentami. Generalnie dobry thriller, genialna gra Camilli Belle (Jill), no i przede wszystkim klimat filmu, który mnie porwał i przez cały seans siedziałem wgapiony w ekran nie zważając na to, co dzieje się dookoła – a to raczej trudna sztuka i nie każdemu filmowi się to udaje.

Moja ocena: 9/10