Kolejne święta Bożego Narodzenia w na pozór normalnej rodzinie. Do dużego domu zjeżdżają się kolejni jego członkowie – jednak nie widać w nich pokrewieństwa – każdy z osobna to inna indywidualność. Jak bywa przy takich zjazdach wybuchają różne kłótnie, które godzi głowa domu – matka. Jednak najważniejszym wydarzeniem tych świąt jest to, iż starszy syn, Everett, zaprosił swoją narzeczoną, Merdith. Kobieta jednak nie przypada do gustu familii. Nieskazitelnie ułożony kostium, idealny makijaż, starannie upięte włosy nie zrobiły na nich wrażenia. Merdith nie wytrzymuje presji rodziny – wyprowadza się do hotelu i sprowadza swoją siostrę, Julię. O dziwo, Julia zyskuje od razu sympatię wszystkich domowników. Jak się potem okaże Julia nieźle namiesza w życiu swojej siostry jak i Everetta.
Film, taki sobie familijny. Można czasem się zaśmiać, czasem się wzruszyć. Pojawiają się też problemy trudne, takie jak choroba matki czy homoseksualizm jednego z synów, który jest powszechnie akceptowany przez… prawie wszystkich. Polecam obejrzeć, najlepiej w gronie rodziny i w święta.

Kolejna opowieść o podstarzałej pannie pragnącej miłości. To w dużym skrócie. A tak więcej, to mamy tu opowieść o Bridget Jones, która nie wie, co ma zrobić ze sobą i swoim życiem. Flirtuje ze swoim szefem, potem ma z nim namiętny romans, po czym on ją zostawia. Jednak na horyzoncie pojawia się inny mężczyzna. Obaj panowie będą starać się o względy Bridget, a ona sama nie wie, którego i czy w ogóle wybrać.
Gary i Brooke (Jennifer Aniston) są, jak im się wydaje, szczęśliwą parą. Jednak któregoś razu, po wspólnej kolacji z rodzicami obojga, Brooke wybucha i wyrzuca z siebie wszystko, co jej ‘leży na żołądku’, po czym zrywa z Gary’m. Zrywa, żeby on docenił ją, przeprosił i wrócili do siebie. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że Gary wcale nie ma zamiaru jej przepraszać. Nie ma także zamiaru wyprowadzać się z ich wspólnego mieszkania. I tak Brooke okupuje sypialnie, Gary salon.
Pippa Mcgee jest zwariowana 29-latką która w pełni korzysta z życia. W pełni, czyli poczynając od skoków na bangee kończąc na sypianiu, z kim popadnie. Teraz jest druhną, po raz kolejny, na kolejnym ślubie. I nie myśli wcale o własnym. Jej życie stanie do góry nogami, gdy jej ojciec będzie miał zawał. Powierzy jej pracę redaktor naczelnej pisma… dla młodych małżeństw. Początkowo wszyscy są na nie, łącznie z Pippą – jak ktoś, kto absolutnie jest przeciw małżeństwu ma pisać takie pismo? Pierwszy numer pod kierownictwem dziewczyny jest kompletną porażką. Następne…
Ona – lekarz. On – architekt. Ona w 2006. On w 2004. Połączy ich tytułowy dom nad jeziorem i stojąca przed nim skrzynka na pocztę. On mieszka w tym domu, ona właśnie się z niego wyprowadziła. List włożony do skrzynki przemierza 2 lata do przodu lub do tyłu, dzięki czemu oboje mogą się komunikować ze sobą. Początkowo postanawiają się poznać, potem chodzą na wspólne spacery – te same miejsca, jednak dwa lata różnicy.
Od pamiętnego sukcesu Shreka zasypywani jesteśmy produkcjami ‘podobnymi’. I jak jednym wychodzi to na dobre, innym już niekoniecznie. „Dżungla” to opowieść o zwierzątkach. Lew Sebastian wraz ze swoimi przyjaciółmi musi ‘odwiedzić’ tytułową dżunglę, aby uratować swego syna, Franka. Franek uciekł z zoo do dżungli, po to, aby nauczyć się ryczeć, jak przystało na prawdziwego lwa. Sęk w tym, ze Gd tylko wsiądzie do ‘dużej, zielonej skrzyni’ już żałuje tego. Ale odwrotu nie ma. Sebastian, żyrafa Bożenka, wąż Ksysiek, koala Bazyl i wiewiórka Benek przemierzają Manhattan, następnie ocean, aby odnaleźć Franka.
Tragedia. Zastanawia mnie, dlaczego twórcy filmów zamiast stawiać na nowe, świeże pomysły odgrzebują „stare pierniki” … jednym wychodzi to na lepsze, innym na gorsze. Jednak zawsze pozostaje niesmak typu, „…ale to już było…”
‘Lot 93’ to tragiczna opowieść o jednym z porwanych samolotów podczas ataku terrorystycznego na USA, 11 września 2001 roku. Wydarzeń z tamtego dnia chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. W filmie mamy ukazane, co działo się w samolocie przed katastrofą, telefony do rodzin, pożegnania, w końcu próba odbicia samolotu i na końcu tragedia. Lot 93 to ten, który prawdopodobnie miał uderzyć w Biały Dom lub Kapitol – jednak prawdopodobnie dzięki pasażerom, terroryści rozbili go na jakimś polu w Kalifornii – po prostu bali się uczestników lotu.
Czytając recenzje tego filmu przed jego obejrzeniem myślałem ze dostane kolejna ckliwą historię miłości bohaterki opatrzoną jakimś tanecznym show obok. Jednak myliłem się. ‘Honey’ to rzeczywiście opowieść o dziewczynie, Honey Daniels, która w dzień pracuje w sklepie muzycznym, po południu uczy w szkole tańca a nocą pracuje jako barmanka. Jednak film skupia się na tym, że Honey chce pomóc dzieciom z jej dzielnicy. A dzielnica do najlepszych nie należy, dziewczyna chce ich nauczyć tańca. Któregoś razu poznaje w dyskotece reżysera teledysków i dzięki niemu występuję i reżyseruje kilka z nich. Jednak nie wszystko złoto, co się świeci. Reżyser na jednym z przyjęć próbuje pocałować Honey jednak ta odrzuca zaloty. Na następny dzień zostaje wyrzucona z pracy, a gdy potem szuka sobie innej nigdzie nie może jej znaleźć. Jednak wraz ze swoją grupą taneczną postawia zorganizować przedstawienie, w którym pokaże, co ona i jej tancerze umieją, a przy okazji chce zarobić na wykupienie lokalu gdzie założy profesjonalną szkołę tańca.
Nastoletnia Jill Johnson zamiast na imprezę, za karę musi spędzić noc jako opiekunka do dziecka. Jedzie do ogromnego, luksusowego domu na odludziu, gdzie ma pilnować dwójkę dzieci. Ich rodzice zostawiają wszystkie potrzebne numery, pełną lodówkę i wyjeżdżają. Dzieci śpią a Jill ma cały dom dla siebie. I mogłoby się zdawać ze wszystko pięknie ślicznie, ale nie do końca. Jill nękana jest telefonami nieznajomego. I właściwie tutaj kończy się to, co mogę napisać, żeby nie zdradzać reszty filmu. Przez ponad godzinę filmu mamy zastraszoną nastolatkę, która odbiera, co chwila telefony, chodzi jak obłąkana po domu. W sumie nie można się jej dziwić – dom jest ogromny i sam w sobie wygląda strasznie.