W dobie filmów, które są puste i nijakie, ale za to efektowne, „Super 8” to powiew świeżości, a może inaczej mówiąc – powrót do korzeni. Tak pisali krytycy, fani trochę psioczyli, że to narzekanie starych zgredów. Potem obejrzeli i sami zaczęli doceniać względy filmu J. J. Adramsa. Potem ja obejrzałem i cóż… wszyscy oni mieli rację. Bo „Super 8” rzeczywiście lepszy jest od tych nowych Transformersów czy innych Latarni czy Kaców, nie mniej jednak niczym nowym nie zaskakuje. To wspomniany już powrót do korzeni i ukłon w stronę takich arcydzieł jak „E.T.” czy „Pogromcy duchów”.
Bohaterami filmu są dzieci, które kręcą swój własny film na konkurs dla młodych talentów. Na ich szczęście/nieszczęście prawie giną w tajemniczym wypadku pociągu na stacji, na której kręcili właśnie scenę. Sam wypadek jak i zawartość wagonów jest owiana tajemnicą. Jakby tego było mało, na następny dzień miasto odwiedza armia amerykańska, która zaczyna przeczesywać miasteczko.
J. J. Adrams rośnie nam na wspaniałego i godnego reżysera, którego możemy postawić na półce obok chociażby Stevena Spielberga. Wszystkiego jego dotychczasowego projekty nie zawiodły, a wręcz przeciwnie – zachwycały. Najpierw jeden z największych fenomenów telewizji – serial „Zagubieni”, potem produkcja świetnego „Projekt: Monster” czy w końcu reset „Star Treka”.
„Super 8” zachwyca swoją zwyczajnością i klimatem dawnych lat. Owszem, mamy tutaj efekty specjalne i inne tego typu sprawy, ale są one tak fajnie pokazane, że nie rażą w oczy, a jedynie urozmaicają film. Historia jest interesująca, prosta i dobrze poprowadzona – nie jakoś strasznie wydumana z milionem miniwątków i niepotrzebnych spraw. Film Adramsa to prosty i urzekający obraz dla wszystkich. Oglądałem go z wielkim zainteresowaniem od początku do końca. Nie rozczarowała mnie ani historia, ani wątki, ani zakończenie.
Wielu młodych kinomanów zapewne wszystko to, co napisałem uzna za wady. Po prostu trzeba docenić tę zwyczajność i prostotę (nie prostactwo). Są ludzie, którzy wolą przeładowane i przerysowane „Transformers 2” (pierwsza część mi się podobała, była w miarę wyważona), są też tacy, co znajdą coś dla siebie i tutaj, i tutaj. Przede wszystkim nigdy nie zgodzę się z tym, że to nudny i nijaki film, że wtórny i niczego nowego nie wnosi. Jeśli pod takim kontem mamy oceniać filmy to 99% obecnego repertuaru kinowego nic nie wnosi. A „Super 8” przywołuje (dla mnie) dzieciństwo, wspomnienia dawnych filmów, starego kina. Naprawdę mi się podobało i polecam całym rodzinom.

Duncan James zadebiutował w 2009 niesamowicie interesującym filmem pt. „
Ja zdecydowanie i to już na samym początku muszę to napisać (chociaż to dla nikogo nowość nie będzie): filmowcom kończą się pomysły na filmy! I to nic, że niżej tutaj recenzowany film jest na podstawie prozy Philipa Dicka. Już samo to, że po raz kolejny i kolejny ekranizują coś wcale nie napawa optymizmem. No, ale dobra, nie będę już narzekać.
Do kina polskiego ma uraz. Po obejrzeniu kilku bzdurnych komedii romantycznych oraz ciągłym męczeniu zapowiedziami kolejnych po prostu odpuściłem sobie wszystko, co polskie. Ostatnimi czasy nadeszły zmiany. Obejrzałem „Jak się pozbyć cellulitu” oraz recenzowaną tutaj „Salę samobójców”. O dziwo, obydwa mi się podobały.
Film ten miał prawdopodobnie najbardziej klimatyczny trailer tego roku, a może i dekady (tak moi kochani, dekada kończy się dopiero teraz, jest to przedział czasu 2001-2010, a nie jak rok temu wszyscy stwierdzili 2000-2009). Właściwie to za dużo na nim widać nie było, więcej słuchać.

Richard Kelly nakręcił w swojej karierze jeden z najlepszych filmów w moim prywatnym (nieistniejącym) ranking najlepszych filmów świata. Mowa o „

Bruce Willis ostatnimi czasy boryka się z pewnym problemem – nie wie, w czym ma grać. Albo sam wybiera tak źle filmy, albo ma bardzo niedobrego menadżera. „Surogaci” to kolejna pomyłka, w której aktora tej klasy nie powinno być. Ale jest…
Trzy lata temu premierę miał „
Oglądając ten film cały czas miałem deja vu. Cały czas nasuwało mi się na usta stwierdzenie – ej! Ja już gdzieś to widziałem. No oczywiście, że widziałem. „
