Richard Kelly nakręcił w swojej karierze jeden z najlepszych filmów w moim prywatnym (nieistniejącym) ranking najlepszych filmów świata. Mowa o „Donnie Darko”. Później szło mu już gorzej. W 2006 zrobił coś o tytule „Koniec świata” (w oryginale „Southland Tales”), czego niestety nie dałem rady oglądnąć. Po połowie filmu wciąż nie wiedziałem, o co w nim chodzi, przestałem oglądać. Teraz Kelly zrobił „The Box. Pułapka” (pogratulować polskiego tytułu) film prostszy z Cameron Diaz i Jamesem Marsdenem w rolach głównych.
Norma i Arthur Lewis (Cameron Diaz & James Marsden) dostają bardzo dziwną propozycję. Oto w ich domu zjawia się tajemnicze pudełko. Po chwili zjawia się jeszcze bardziej dziwny i przerażający starszy pan, który oznajmia: jeśli wciśniecie przycisk znajdujący się w pudełku dostaniecie milion dolarów, ale jednocześnie ktoś, gdzieś na świecie zginie. Jeśli tego nie zrobicie, nic się nie stanie, taką możliwość otrzyma inne małżeństwo. Na decyzję Lewisowie mają 24 godziny. Co zrobią? Co wy byście zrobili?
„The Box” to takie trochę połączenie zwykłego filmu fabularnego i odjazdu, jaki mieliśmy przy okazji „Donniego Darko”. Niestety, nie jest to połączenie udane. Fabuła nie porywa, owszem jest zrozumiała i nie tak zagmatwana jak przy „Końcu świata”, ale jednak oczekuje się trochę więcej po kimś, kto zrobił kilkukrotnie już przeze mnie wspomniane dzieło. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że Richard Kelly strzelił sobie trochę samobója, bo nakręceniu „Donniego Darko”, który został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez widzów jak i krytykę, każdy jego następny film jest i będzie rozpatrywany przez pryzmat „Donniego Darko”. To trochę tak jak z M. Night Shyamalan i jego „Szóstym zmysłem”.

Aktorzy próbowali… naprawdę. Aczkolwiek zdeformowania ciała Cameron Diaz nie wybaczę. Diaz i Marsden próbowali zrobić coś z tym filmem, jednak niestety marny scenariusz na nic im nie pozwolił. Za to pochwalić muszę Franka Langellę, który świetnie wcielił się w przerażającego mężczyznę, który wytłumaczył małżeństwu Lewisów działanie tajemniczego pudełka. Być może dużo w jego roli pomogła przerażająca twarz (ucharakteryzowana odpowiednio).
„The Box” ma jednak jedną, całkiem interesującą zaletę. Cała przedstawiona nam historia daje do myślenia. Bo tak jak powyżej zdałem wam pytanie: co byście zrobili w takiej sytuacji? Z jednej strony ktoś zginie, z drugiej jednak nie znamy tej osoby i co nas to obchodzi… Oczywiście to jedno z wielu rozwiązań i możliwych scenariuszy. Jedni mają mniej empatii, inni więcej. Kolejne spojrzenie na tę historię: a jak gdzieś, ktoś dostałby taką możliwość, zdecydowałby się na nią, a ową „uśmierconą” osobą bylibyśmy my bądź ktoś nam bliski? Wiele rozważań i wiele możliwości…

Gdyby Richard Kelly poszedł bardziej w tym kierunku, może nie ku moralizatorstwu, ale na stawianiu pytań oraz nieobrazowym i niebezpośrednim dawaniu odpowiedzi na nie, mógłby powstać naprawdę świetny film. A tak mamy straszne poplątanie dramatu z kinem fantastycznym, gdzie niektóre sceny wydają się być wzięte z kosmosu. Stanowczo jednak zadowala mnie zakończenie – mocne, jasne i odpowiednie. Rekompensuje nam niejako nijaki środek. Czekam jednak na coś przynajmniej w połowie tak mocnego i intensywnego jak „Donnie Darko”, panie Kelly.

Bruce Willis ostatnimi czasy boryka się z pewnym problemem – nie wie, w czym ma grać. Albo sam wybiera tak źle filmy, albo ma bardzo niedobrego menadżera. „Surogaci” to kolejna pomyłka, w której aktora tej klasy nie powinno być. Ale jest…
Trzy lata temu premierę miał „
Oglądając ten film cały czas miałem deja vu. Cały czas nasuwało mi się na usta stwierdzenie – ej! Ja już gdzieś to widziałem. No oczywiście, że widziałem. „
„Zapowiedź” zapowiadała się dobrze. Odrobinę przerażało mnie, to, że główną rolę gra tam drewniany Nicolas Cage, jednak mimo wszystko nie byłem jakoś specjalnie uprzedzony do tego filmu i miałem dużą chęć go zobaczyć. Po seansie mój entuzjazm szybko opadł…
O „Zmierzchu” było bardzo głośno. Ekranizacja bestsellerowej książki Stephenie Meyer weszła do kin z podobnym szumem jak kilka lat temu pierwsza część Harrego Pottera. Podchodziłem do filmu bardzo sceptycznie – jak się okazało niesłuszne.

Różne aspekty decydują o tym, że obejrzę dany film. A to znana bądź ulubiona aktorka czy aktor, a to reżyser, zwiastun czy też opis fabuły. W przypadku „Ocalonych” zaciekawiła mnie fabuła oraz chwalona tam i tu Anne Hathaway.
Wszyscy doskonale wiedzą, że Amerykanie lubią mieć wszystko po swojemu. Niesamowicie popularne jest robienie japońskich horrorów po amerykańsku. W taki sposób powstała nowa wersja japońskiej „

„Eagle Eye” to film w reżyserii D. J. Caruso, w którym główną rolę gra młody, utalentowany aktor Shia LeBeouf. Duet ten sprawdził się już przy innym thrillerze – „
Bohaterką filmu jest agentka specjalna, Jennifer Marsh (Diane Lane), która pracuje w FBI w wydziale zajmującym się przestępczością w Internecie. Właśnie odkryła stronę, na której jakiś psychopata zabija swoje ofiary w bardzo wysublimowany sposób. Szybkość śmierci zależy od ilości wizyt na owej stronie – im jest ich więcej, tym szybciej ktoś umrze. FBI apeluje do ludzi, aby nie wchodzili na tę stronę, bo niejako stają się współwinni torturom i śmierci ofiar. Jednak owy apel ma działanie zupełnie odwrotne niż oczekiwano – zainteresowanie stroną wzrasta. Jennifer i jej koledzy mają pełne ręce roboty.