Postapokaliptyczny świat, ludzie jak zwierzęta, zniszczona natura, zdemolowane domy i całe miasta… czyli co by było, gdyby… lubię takie filmy. Oto „księga ocalonych”, gdzie cała akcja kręci się wokół jednej książki.
Bohaterem jest Eli (Denzel Washington) który (na początku nie wiadomo dlaczego) ale idzie na zachód. Podróżuje przez wyżej przeze mnie opisany świat – zniszczony, brudny, zdegradowany. I oczywiście na początku nie wiemy nic, lecz z czasem wyjaśnia się, co nie co – aczkolwiek nadal są to informacje szczątkowe. Eli niesie książkę, która jest bardzo ważna dla ludzkości. Niestety, trafia na prowizoryczne miasto, gdzie jego boss (Gary Oldman) stwierdził, że chce tę książkę.
Zdjęcia powalają. Wszystko jest naprawdę mocno zniszczone i za każdym razem robi wielkie wrażenie. Szczególnie nad niebem musieli dużo napracować się w komputerze, bo jest bardzo realistyczny, przerażające i żywe. Przez większość filmu Eli podróżuje przez pustynię, ale gdy już trafia do miasta… Cóż, mogło być odrobinę lepiej, bo czasami praca komputera za bardzo rzuca się w oczy.
Przyczepiłbym się do fabuły – jest bardzo naiwna i rozdmuchana. Szczególnie, gdy już dowiadujemy się, o jaką książkę chodzi. Eli jest niezniszczalny, dużo pić nie musi, o jedzeniu nie wspominając. Już nie powiem nic na temat, że całe Stany przemierza na piechotę, a bandę uzbrojonych złoczyńców pokona jednym paluszkiem. Być może to taka konwencja, a pomaga mu książka, ale ja tego nie łykam. Śmieszyło mnie to, film mnie nie wciągnął. Nie oczekiwałem niczego, zachęciły mnie zdjęcia i zapowiedź, która była bardzo klimatyczny. Ale nic bardziej mylącego, klimatu nie było, a zamiast tego momentami była nuda.
Denzel Washington zagrał bardzo fajnie, może dzięki niemu te patetyczne i nadmuchane teksty nie były aż tak śmieszne, nie mniej jednak to nie dla niego film… Miło też patrzyło się na Milę Kunis. W sumie stracone prawie dwie godziny, nie polecam – mogło być lepiej.

Richard Kelly nakręcił w swojej karierze jeden z najlepszych filmów w moim prywatnym (nieistniejącym) ranking najlepszych filmów świata. Mowa o „

Przy okazji recenzji „
Bruce Willis ostatnimi czasy boryka się z pewnym problemem – nie wie, w czym ma grać. Albo sam wybiera tak źle filmy, albo ma bardzo niedobrego menadżera. „Surogaci” to kolejna pomyłka, w której aktora tej klasy nie powinno być. Ale jest…
Filmów i bajek o kosmitach było sporo. „Planeta 51” to odwrócenie wszystkiego tego, co dobrze znamy i niejednokrotnie widzieliśmy. Bo oto mamy Planetę 51, gdzie żyją zielone ludziki. Mają swoje domy, rodziny, prace. W tym idealnym świecie ląduje statek kosmiczny z USA, z którego wychodzić człowiek. I to on traktowany jest jak ufoludek i obcy.
który maczał palce we wszystkich trzech skryptach do filmów o Shreku – tak, więc tym razem formułka „Film twórców Shreka!”, którą straszą plakaty nie są bezpodstawne.
Nie da się ukryć, że rok 2009 był bardzo udany dla kina Science Fiction. Nie tylko mieliśmy świetnego „
Nie powiem, że nie oczekiwałem tego filmu. Gdy tylko się o nim dowiedziałem, zaciekawił mnie. Zapowiedź obiecywała coś skromnego, ale ciekawego i pasjonującego. Czy to dostałem? Pośrednio, ponieważ jest to na pewno film godny uwagi. Wciąga i ogląda się go bardzo szybko. Satysfakcjonuje też zakończenie. Jak więc są moje zarzuty? Właściwie jasnych i klarownych minusów przedstawić nie mogę, jednak czegoś mi brakowało.
Wszystko tutaj jest inaczej, niż mogłoby się wydawać. Oto 28 lat temu na Ziemię przylecieli kosmici. Jednak nie do Stanów Zjednoczonych, a do Johannesburga w Republice Południowej Afryki. Nie są mądrzejsi od ludzi, a wyglądem przypominają krewetki (tak też są nazywani). Zostali wrzuceni do oddzielonej części miasta nazwanej Dystryktem 9, która przypomina getto. Przez te kilkanaście lat krewetki i ludzie nie żyli w zgodzie, handel bronią kosmitów w zamian za jedzenie dla kotów, ‘mafia’ na terenie getta a nawet międzygatunkowa prostytucja to tylko niektóre z problemów. Korporacja zajmująca się Dystryktem 9 postanawia przetransportować wszystkich obcych z dala od ludzi. Jednak, aby wszystko wyglądało dobrze, trzeba zdobyć podpisy wszystkich Krewetek, co by wiedziały o przenosinach. W tym celu Wikus van de Merwe (Sharlto Copley) odwiedza dom po domu i zdobywa podpisy. Niestety, zostaje zarażony jakimś wirusem, który modyfikuje jego DNA…
Rok 2012 dla Polaków oznacza jedno – Euro. To czy będzie to katastrofa czy nie, to dopiero się okażę, a każdy ma swoje zdanie na ten temat. W USA rok ten kojarzony jest głównie z przepowiednią Majów, jako iż 21 grudnia 2012 nastąpi koniec świata. Temat podchwycił Roland Emmerich – Master of Disaster.

W czasie, kiedy wszystko jest remake’owane, sequel’owane, reebotowane czy ostatnio przerabiane na 3D trudno jest znaleźć film, który jest jedynym z powyższych, zachowuje poziom i ogląda się go miło. „

„Transformers 2: Zemsta Upadłych” to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku – również przeze mnie. Wielki hit z 2007 roku, „

