Serce nie sługa (2005)

Film jednego aktora… znowu.

Serce nie sługa / Prime Rafi Gardet (Uma Thurman), kobieta koło czterdziestki poznaje przystojnego Davida (Bryan Greenberg). Jednak bohaterka sama nie wie czy dobrze robi, bo chłopak jest 13 lat młodszy od niej. Konsultuje to, ze swoją terapeutką, Lisą Metzger (Meryl Streep). Nieoczekiwanie oczekuje się, że David jest synem Lisy. Jaka będzie reakcja całej trójki?

Jak już na wstępie napisałem, film ten całkowicie należał do jednego osoby. Była nią niesamowita i nieprzerwanie od kilkunastu lat zjawiskowa Meryl Streep. Rekordowo nominowana do Oscara aktorka (15-krotnie, dwa zdobyte) błyszczy w każdym filmie. Tym razem postanowiła sprawdzić się w komedii romantycznej. Wyszło to różnie. Sama aktorka była jak zwykle genialna, jednak całość nie wciąga, nie bawi i nie śmieszy. Na nasze nieszczęście scen najlepszych – tych z Meryl – nie jest za dużo.

Twórcy starali się być oryginalni, jednak nie do końca wyszło. Uma Thurman złą aktorką nie jest, jednak nie do końca sprawdziła się w tej konwencji. Pozostali aktorzy podobnie, całość podtrzymywała tylko i wyłącznie wspaniała Meryl.

Ja mimo wszystko nie żałuję seansu. Każdy film z Meryl jest godny obejrzenia, nawet jeśli zagrałaby w dziesiątej części „Strasznego filmu”.

Moja ocena: 4/10

To nie tak jak myślisz, kotku (2008)

To nie tak jak myślisz, kotkuSzczyt komedii romantycznej w Polsce – głupota, żenada i wszystko, co złe. Nie mam już siły, sam nie wiem, dlaczego wciąż to oglądam. Może łudzę się, że jednak będzie lepiej? Nie w tym przypadku, a „To nie tak jak myślisz, kotku” obejrzałem, bo chciałem zobaczyć, co do powiedzenia (pokazania?) ma jeszcze pani Katarzyna Figura.

Bohaterami filmu jest małżeństwo Morawskich (Jan Frycz i Katarzyna Figura). Pan Morawski chcąc spędzić trochę czasu ze swoją kochanką (Małgorzata Buczkowska-Szlenkier) postanawia okłamać żonę i wyrusza na zmyśloną delegację do Warszawy. W rzeczywistości jedzie nad morze. Pani Morawska korzystając z okazji również wyjeżdża ze swoim kochankiem (Tomasz Kot) … również nad morze. Pech sprawia, że obie pary trafiają do tego samego hotelu.

Im dalej, tym gorzej. Film Sławomira Kryńskiego miał być prawdopodobnie inteligentną komedią omyłek. Niestety, sam jest jedną wielką pomyłką. Każdy udaje, kogo innego, tak, że pod koniec trudno się połapać, kto jest, kim aktualnie. I żeby to jeszcze było zabawne, ale ten cały bałagan jest po prostu żałosny i nijaki. Śmiać się naprawdę nie ma, z czego, czasem niektóre rzeczy mogą być tak głupie, że aż śmieszne, ale nie w tym przypadku.

Figura była fajna, tylko jej postać mi się podobała, chociaż warto też wspomnieć o Jacku Borusińskim, znanym z kabaretu Mumio. Tylko ta dwójka nadawała się do oglądania. Zupełnie zawiódł Frycz (zresztą podobnie jak w „Jeszcze raz”) oraz Kot. W sumie jednak trudno tu mówić o czymkolwiek, ponieważ był to bardzo niedobry i nieudany film. Nie warto po niego sięgać tylko dla Figury i Borusińskiego. Tego drugiego możemy przecież oglądać w dużo lepszych kabaretach, a Figurę we wcześniejszych filmach. I to na tyle, nie oglądajcie tego.

Moja ocena: 2/10

Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi (2008)

Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludziKażdy film z Simonem Peggiem, który do tej pory oglądałem był świetny. Każdy z nich niesamowicie bawił, a wszystko głównie właśnie dzięki Peggowi. I widziałem, że kiedyś to nadejdzie, ale nie sądziłem, że tak szybko – koniec sielanki i w końcu aktorowi noga się powinęła.

Bohaterem filmu, o jakże długim tytule jest Sidney Young (Simon Pegg), który wraz ze znajomymi prowadzi podrzędną gazetkę w Londynie. Poprzez niemiłą sytuację podczas rozdania nagród Brytyjskiej Akademii Filmowej (BAFTA) zostaje zauważony przez Claytona Hardinga (Jeff Bridges), szefa prestiżowego, nowojorskiego tygodnika Sharps. Harding daje pracę Youngowi, a jego przełożoną zostaje Alison Olsen (Kristen Dunst), kobieta, z którą bohater miał niemiłe spotkanie za nim jeszcze dowiedział się, że będzie z nią pracował.

Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi” miało być dla mnie wspaniałą komedią, przy której będę się bawił równie dobrze jak na poprzednich komediach z Peggiem („Hot Fuzz” czy „Wysyp żywych trupów”) czy „Diabeł ubiera się u Prady”. O Pradzie wspominam, ponieważ film reklamowano (w Polsce) jako coś a la męska wersja tamtego filmu. Ale między jednym, a drugim filmem jest przepaść wielkości Wielkiego Kanionu, a może i większa.

Podstawowy zarzut, którym zaatakuję tę produkcję jest po prostu brak zainteresowania oraz niska jakość i ilość serwowanych żartów. Nie ma się, nad czym skupić, nie ma się, przy czym zaśmiać. Najciekawszym elementem jest wspomniany wyżej Pegg, który na pewno mógłby pokazać więcej, jednak prawdopodobnie scenariusz mu na to nie pozwolił. Tak, więc aktor stara się i stara wycisnąć coś z tego filmu, jednak na marne. Nie pomogła ani piękna Megan Fox, która prócz tego, że jest piękna to nic nie umie, ani Kristen Dunst, która, o zgrozo, ni piękna, ni utalentowana (chociaż w „Uśmiech Mony Lizy” zagrała dobrze). A rola Jeffa Bridgesa jest chyba najgorszym i najsłabszym elementem film, niestety.

Podsumowując, „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi” to komedia słaba, mało zabawna i nudna. Nie spodobała mi się i szczerze mówiąc, nie polecam Wam jej. Są naprawdę dużo lepsze, brytyjskie komedie, na które warto zwrócić uwagę, a jeśli już je widzieliście, to wspólnie ze mną możecie zaczekać na coś nowego, lepszego niż to.

Moja ocena: 3-/10

Zobacz również:

Zack i Miri kręcą porno (2008)

Zack i Miri kręcą porno / Zack and Miri Make a PornoZack (Seth Rogen) i Miri (Elizabeth Banks) znają się od dawna. Wynajmują razem mieszkanie, mimo, że łączy ich tylko przyjaźń. Mają jednak pewien problem – kończą im się pieniądze. Podczas spotkania byłej klasy dowiadują się, że jeden z ich szkolnych kolegów pracuje teraz w branży porno. Długo nie zastanawiając się, Zack wpada na pomysł, aby podreperować domowy budżet kręcąc ich własny film pornograficzny. Bohaterowie zbierają obsadę i zabierają się do pracy. Wszystko idzie dobrze, jednak do czasu…

Film Kevina Smitha (twórcy m.in. „Clerks – Sprzedawcy” czy „Strasznego Filmu 3”) od samego początku wywoływał kontrowersje. Bano się nawet, że poniesie klęskę finansową w kinach w związku zawyżoną kategorią wiekową. Fani jednak nie dali się i wybrali się do kin mimo wszystko. I wielu z nich nie żałowało seansu, bo nowy obraz Smitha, to zabawna i sympatyczna komedia, mimo, że tworzona na bardzo niestabilnym gruncie. Smith wiedział, że sięgając po temat porno wywoła skandal. A jak wiadomo, ludzi ciągnie do skandali.

Bałem się, że kolejny film z Sethem Rogenem będzie czymś pokroju „Supersamca”, jednak na szczęście myliłem się. „Zack i Miri kręcą porno” to świetna komedia w bardzo luźnym stylu, która niejednokrotnie bawi. Co prawda wątek porno jest tu bardzo wyraźnie nakreślony, ale w końcu nie jest to komedia dla dzieci. Jest trochę nagości, więc jeśli komuś to przeszkadza to od razu uprzedzam. Świetnie zaprezentowała się Elizabeth Banks, dla której jest to już czwarty film w tym roku („W.”, „Na pewno, być może” i „Mów mi Dave”), a Seth Rogen w końcu mnie nie denerwował. Mimo, że nie przepadam za nim, a można powiedzieć nawet, że go nie lubię, to tutaj był znośny.

Niestety, Smith nie uniknął wtórności. Do pewnego momentu film cieszy i bawi oryginalnością, jednak pod koniec przeradza się już w zwykłą i stereotypową komedią z wiadomo, jakim zakończeniem. Trochę mi to nie pasowało, oczekiwałem czegoś nowego i świeżego. Jednak mimo tego drobnego mankamentu, „Zack i Miri kręcą porno” to komedia, którą śmiało mogę polecić wszystkim starszym kinomaniakom. Ja bawiłem się doskonale.

Moja ocena: 7/10

Smart People (2008)

Smart PeopleMacie dość już hollywoodzkich blockbusterów? Najeżonych akcją i efektami banałów? A może wielkie, pompatyczne dramaty również was nudzą? Potrzebujecie czegoś spokojnego, prostego, ale miłego? Zatem „Smart People” może być tym, czego szukacie.

Bohaterem filmu jest profesor języka angielskiego, Lawrence Wetherhold (Dennis Quaid). Samotnie wychowuje już dwójkę dorosłych dzieci, Vanessę (Ellen Page) i Jamesa (Ashton Holmes). Studenci uważają go za trochę zdziwaczałego i nienormalnego. Jego życie komplikuje się, gdy spotyka swoją byłą studentkę (Sarah Jessica Parker), w której się zakochuje, oraz gdy do domu wprowadza się jego zdziecinniały i nieodpowiedzialny brat (Thomas Haden Church), który dodatkowo twierdzi, że musi tutaj zamieszkać. Cały – i tak dziwny świat – Lawrence’a staje do góry nogami.

Dziwnie cicho o tym filmie było zważywszy na to, że grają w nim takie postacie jak Dennis Quaid, Sarah Jessica Parker czy Ellen Page. Cała trójka wychodzi obronną ręką, chociaż Ellen Page podobała mi się najbardziej i widać, że jest naprawdę utalentowaną, młodą aktorką. Zaskoczył mnie również Dennis Quiad, który np. w „8 częściach prawdy” był nieznośny. Tutaj natomiast dało się go oglądać i bardzo dobrze ukazał tę dziwaczność swojego bohatera. Thomas Haden Church wcielający się w brata głównego bohatera poszedł na całość. Zagrał totalnego chama i prostaka, którego da się lubić! Sarah Jessica Parker, bez tych wszystkich dziwnych sukienek i butów, które ubiera na wszelakie gale, a których apogeum osiągnęła w „Seksie w wielkim mieście” w końcu wyglądała jak człowiek i normalna aktorka.

Jak już powiedziałem, „Smart People” jest filmem bardzo spokojnym, w którym brak jakiejkolwiek akcji, a całość wciąga ciekawym scenariuszem. Brak tu jakiegoś spektakularnego zakończenia, film po prostu sobie się kończy. Jednak ogląda się go bardzo dobrze, jest to rzadkie kino, które urzeka właśnie swoim opanowaniem i fabułą prowadzoną powoli, bez pośpiechu. Jeśli macie ochotę właśnie na coś takiego, to „Smart People” jest dla was.

Moja ocena: 5/10

Zobacz również:

Seks w wielkim mieście (2008)

Seks w wielkim mieście / Sex and the City: The MovieBohaterkami filmu są cztery wyzwolone kobiety. Carrie (Sarah Jessica Parker), Samanthę (Kim Cattrall), Charlotte (Kristin Davis) oraz Mirandę (Cynthia Nixon) spora część widzów zna z serialu o tym samym tytule, którego emisja zakończyła się cztery lata temu. Od tamtego czasu kobiety nadal trzymają się dzielnie, wspierają się w najtrudniejszych chwilach swojego życia i dzielą się tymi najlepszymi. Tym razem na ich drodze kolejne przygody. Najważniejszą z nich jest chyba związek Carrie z Mr. Bigiem (Chris Noth). Czy dojdzie do ślubu?

Nie oglądałem nigdy serialu, jednak po tym filmie czuję, że mógłby mi się on spodobać. Co prawda nie zamierzam teraz uporczywie go szukać i namiętnie oglądać, nie mniej jednak, gdyby gdzieś przypadkiem się znalazł to możliwe, że z czasem bym go obejrzał. Świat wykreowany przez reżysera serialu i filmu, Michaela Patricka Kinga znacznie rożni się od realizmu. Bohaterki są bogate, niezależne i pewne siebie. Czy takie są teraźniejsze kobiety? Nie twierdzę, że nie, jednak nie jest to często spotykany widok. Wszystko się im udaje, mają niesamowite szczęście i spotyka je mnóstwo szczęśliwych zbiegów okoliczności – nie zawsze, ale zdecydowanie jest ich za dużo.

Seks w wielkim mieście / Sex and the city: The movie

Nie podobało mi się także ubieranie podstarzałych kobiet w różne, czasem aż dziwaczne stroje. Szczególnie Sarah Jessica Parker w większości wypadków wyglądała śmiesznie (w negatywnym znaczeniu tego słowa) – nie bez przyczyny nazywana jest „kobietą-koniem”.

Seks w wielkim mieście” to film, który ogląda się jak dużo dłuższy odcinek serialu. Jest miło, ciekawie, ale rewelacji nie ma. Czasem nawet czuć dłużyzny i nudę. Jakoś nie zbyt chętnie sięgnąłbym po niego drugi raz. A wiadomość o planowanej kontynuacji wcale mnie nie zachwyciła – wręcz przeciwnie, zdenerwowała, gdyż znów producenci robią film tylko i wyłącznie dla zysku. No, ale cóż, takie prawa Hollywood. Tak czy owak, oglądało mi się znośnie, jednak hitem wielkim filmu tego bym nie nazwał. Decyzję odnośnie – obejrzeć czy nie – pozostawiam Wam, raczej jest to obraz dla fanów serialu i tego gatunku.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również:

Moja dziewczyna wychodzi za mąż (2008)

Moja dziewczyna wychodzi za mąż / Made of HonorTom (Patrick Dempsey) poznał Hannah (Michelle Monaghan) na studiach. Od tamtej pory łączy ich wielka przyjaźń, dzielą się ze sobą każdym sekretem, plotką i informacją. Niestety Tom nie widzi, że jego przyjaciółka strasznie go kocha. Gdy ta wyjdzie do Szkocji na sześć miesięcy, bohater zda sobie sprawę, że jego uczucia do Hannah to coś więcej niż przyjaźń. I jak się domyślacie – Hannah się odkocha, a w podczas wyjazdu pozna przystojnego Szkota, z którym od razu planuje ślub. Można mówić, że Tom ma pecha, albo, że jest po prostu ślepy.

Całkiem przyzwoita komedia romantyczna. W rolach głównych Patrick Dempsey – znany z „Chirurgów” – oraz Michelle Monaghan, która w tym roku może pochwalić się aż trzema filmami (ten, „Trucker” oraz „Eagle Eye”). Nie od dziś wiadomo, że role w komediach romantycznych nie wymagają wielkiego talentu – dlatego takie popularne są w Polsce, gdzie utalentowanych aktorów można policzyć na palcach u rąk – wystarczy powiedzieć kilka kwestii, uśmiechnąć się, zapłakać i już mamy film.

Historia była ciekawa, ale nie nowa. Nie pierwszy raz przecież oglądamy opowieść, w której bohater nie zdaje sobie sprawy, że miłość ma tak blisko. Wtórność, wtórnością, ale ja lubię czasem obejrzeć filmy tego typu. Nie nudziłem się i nie narzekałem, bo to właśnie chciałem obejrzeć. Obraz ten polecić mogę tylko i wyłącznie ludziom, które chcą go właśnie obejrzeć – jeśli ktoś się nudzi i chce obejrzeć cokolwiek niech nie sięga po „Moja dziewczyna wychodzi za mąż”.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również:

Mamma Mia! (2008)

Mamma Mia!Już na wstępie zaznaczę, że recenzja „Mamma Mia!” będzie pozytywna i pochlebna, bo tak dobrego obrazu nie widziałem od dawna. Przyznam, że moje wysokie oczekiwania zostały w pełni usatysfakcjonowane.

Bohaterką filmu jest Sophie (Amanda Seyfried). Obecnie trwają przygotowania do jej ślubu. Wychowała się i wciąż mieszka na pięknej, greckiej wyspie z matką, Donną (Meryl Streep). Od zawsze marzyła o poznaniu swojego ojca, jednak nigdy nie poruszała tego tematu ze swoją matką. Teraz odnalazła jej stary pamiętnik, w którym Donna opisuje swoje miłosne ekscesy z trojgiem mężczyzn. Sophie rozsyła zaproszenia na swój ślub do każdego z nich, wierząc, że gdy ich zobaczy od razu będzie wiedziała, który jest jej ojcem a wtedy on będzie mógł poprowadzić ją do ołtarza. Wkrótce na wyspę przybywają panowie…

Na szczególną uwagę zasługuje scenariusz. Znałem wcześniej sporo piosenek ABBY, ale nigdy w życiu bym nie pomyślał, że można z nich stworzyć tak ciekawy i inteligentny skrypt. Do tej pory w musicalach spotykałem się z tym, że to piosenki były pisane do scenariusza, tutaj natomiast było odwrotnie. Olbrzymie brawa i pokłony dla Catherine Johnson, która to popełniła ten profesjonalny, wciągający skrypt. Osobiście życzę kobiecie przynajmniej nominacji do Oscara (i innych nagród), prawdopodobnie statuetki nie uda się zdobyć, ale nadzieję na nominację mam, bo naprawdę się należy.

Kolejnym, godnym uwagi punktem byli aktorzy, a głównie Meryl Streep. Dwukrotna laureatka Oscara (za „Wybór Zofii” z 1982 oraz „Sprawę Kramerów” z 1980) z czternastoma nominacjami na koncie (ostatnia z 2006 roku za „Diabeł ubiera się u Prady”) po raz kolejny udowadnia swój niesamowity talent. Przenigdy nie pomyślałbym, że Meryl posiada tak piękny i mocny głos. Każda piosenka w jej wykonaniu to istny majstersztyk, a szczególnie „The Winner Takes It All” podczas której przeszły mnie dreszcze. To było przepiękne.

Oczywiście jak to w przypadku musicali, ważnym elementem powinna być (i jest) muzyka. Piosenki ABBY są znane i lubiane, to też nie mogło być źle. Świetnie dobrane, fantastycznie wykonane idealnie zbudowały i trzymały film. To dzięki nim „Mamma Mia!” była pełna optymizmu i dostarczała wyśmienitej rozrywki. Moimi ulubionymi utworami były oczywiście wcześniej wymienione „The Winner Takes It All” (Meryl Streep), a także „Gimme, Gimme, Gimme” (Amanda Seyfried, Ashley Lilley i Rachel McDowall), „Voulez-Vous” (cała obsada) oraz „Lay All Your Love On Me” (Dominic Cooper i Amanda Seyfried). Dodatkowo, podczas napisów końcowych, kiedy już wszyscy wychodzą, bardziej wytrwali widzowie mogą usłyszeć przepiękne wykonane przez Amandę Seyfried „Thank You For The Music”. Niestety niedocenione, bo umieszczone na szarym końcu, gdy w kinie praktycznie już nikt nie zostaje. A to błąd, bo dla wspomnianego „Thank You For The Music” Amandy Seyfried, zdecydowanie warto poczekać.

Podsumowując, jednym z największych kinowych hitów tego roku, obok „Mrocznego Rycerza", „Iron Mana" i „Indiany Jonesa IV" jest właśnie „Mamma Mia!". Przebojowy musical podbił kina na całym świecie – w tym Polskę. W samych Stanach Zjednoczonych na jego koncie znajduje się w chwili obecnej 143, 7 miliona dolarów, a poza granicami USA prawie trzykrotnie więcej – 427, 9 mln $, co łącznie daje olbrzymią sumę 571, 6 miliona dolarów. Daje to 12. miejsce wśród największych hitów w Stanach oraz 6. na całym świecie. Co prawda do końca roku jeszcze trochę czasu, jednak nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała ulec zmianie. Również w moim prywatnym rankingu film zajmie wysokie miejsce. Krótko mówiąc – ten film zobaczyć trzeba, obowiązkowo i najlepiej jeszcze w kinach.

Moja ocena: 9/10

Chłopaki też płaczą (2008)

Chłopaki też płaczą / Forgetting Sarah MarshallPeter (Jason Segel), kompozytor telewizyjny od sześciu lat jest w związku z popularną aktorką, Sarą Marshall (Kristen Bell). Ona jest gwiazdą a on żyje w jej cieniu. Jego szczęście zostaje przerwane, gdy Sara mówi, że odchodzi. Teraz bohater całymi dniami przesiaduje w domu, nie dba o siebie, czyli wpadł w typową depresję. Jego kumpel namawia go, aby wyjechał na Hawaje na wakacje – odprężyć się, zapomnieć, zaszaleć. I rzeczywiście Peter wyjeżdża, jednak można tu mówić o niesamowitym pechu, gdyż na Hawajach wypoczywa również jego eksdziewczyna, Sara. Jeszcze gorzej, że nie jest sama…

Kolejna komedia, w której palce maczał Judd Apatow. A że jest on teraz bardzo na topie, to film odniósł spory sukces w Stanach Zjednoczonych. Jednak udział Apatowa jest bardzo widoczny w tej produkcji, to też tak samo jak jego poprzednie stworki – „Wpadka” czy „Supersamiec” – nie do końca przypadło mi to do gustu.

Główny bohater, zagrany przez Jasona Segela może wzbudzać nasze zaufanie. Kristen Bell, jako Sara również stara się, jednak wychodzi jej to nie do końca dobrze. Mogła to być rola zimnej suki, a mamy coś a la zagubiona nastolatka, która sama nie wie, czego do końca chce. Dużo lepiej i ciekawiej wypadała Mila Kunis, w roli uroczej recepcjonistki. Zdecydowanie najjaśniejsza atrakcja tego filmu. I w końcu dochodzimy do najgorszego, najbardziej denerwującego i najbardziej żenującego punktu filmu. Russell Brand. Gra nowego chłopaka Sary, a jednocześnie jakąś gwiazdę muzyki. Denerwowało mnie w nim wszystko. A już chyba najbardziej akcent i taka dziwna, nieznośna maniera z jaką grał. Myślałem, że to tylko na potrzeby filmu, jednak niedawno widziałem również rozdanie nagród MTV Video Music Awards, na których aktor był prowadzącym. Tam również był tak nieznośny, zmanierowany i dziwny. Zdecydowanie nie dało się tego oglądać.

Idąc dalej, film „Chłopaki też płaczą” (nie, nie będę komentował polskiego tytułu) czasem jest zabawny, czasem tylko próbuje taki być. Nie wyróżnia się niczym ciekawym i właściwie jest taki, jakie poprzednie produkcje z udziałem Apatowa. No może jedynie „Wpadka” wybijała się ponad poziom, reszta to tylko nic nieznaczące, trochę śmieszne komedie. A w dodatku „Chłopaki też płaczą” jest trochę sprośne, żenujące. No i na dokładkę mamy penisa, przestrzegam jak ktoś nie lubi takich widoków na wielkim ekranie. Generalnie nie polecam.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również:

Na pewno, być może (2008)

Na pewno, być może / Definitely, MaybeBohaterem filmu jest Will (Ryan Reynolds), młody ojciec, który opowiada na noc córce (Abigail Breslin) skomplikowaną opowieść. Właściwie jest to krótki zarys jego życia od czasów ukończenia studiów do dnia obecnego. Will przeniósł się do Nowego Jorku w celu pomocy w kampanii Bila Clintona. Głównym tematem jego historii i życia są trzy kobiety. Każda z nich odegrała znaczącą rolę w życiu bohatera, a jedna jest matką dziewczynki. Maya ma za zadanie odgadnąć, która to. Czy pierwsza miłość Willa, Emily (Elizabeth Banks)? A może koleżanka z pracy, która pomagała mu przy kampanii, April (Isla Fisher)? Czy w końcu Summer (Rachel Weisz), niezależna i ambitna dziennikarka?

I tak wraz Mayą widz przenosi się w zwariowany świat ubiegłego wieku i poznaje wszystkie trzy panie. Ale za to, jakie! Trzy piękne i zdolne aktorki! Elizabeth Banks grająca Emily świetnie pokazała zagubioną studentkę, a po kilkunastu latach dojrzałą kobietę i matkę. Rachel Weisz, jako dziennikarka Summer również znakomicie. Jednak obie panie bledną przy blasku i kolorycie Isli Fisher, czyli filmowej April. To właśnie jej w udziale przypadły najciekawsze i najzabawniejsze dialogi i teksty. I to właśnie ta postać podobała mi się najbardziej od samego początku i trzymałem kciuki, aby to ona okazała się matką Mayi.

Skoro jestem przy aktorach, trzeba jeszcze wspomnieć o głównym bohaterze. Ryan Reynolds zagrał dobrze i wydaje mi się, że dobrze czuje się w komediach romantycznych. Natomiast dobrego słowa nie mogę powiedzieć o Abigail Breslin. W 2006 roku nominowana do Oscara za rolę w „Małej Miss” teraz była zupełnie denerwująca i nijaka. Na szczęście mało jej było w filmie, ale mimo to nie podobała mi się jej rola.

Zaskakujące jest natomiast zakończenie. Wiadomo, że poznamy koniec historii ale po tym mamy jeszcze coś. ;D No, bo przecież komedia romantyczna nie może zakończyć się bez happy endu. I tak jak bardzo często narzekam na to, że wszystkie filmy kończą się pomyślnie dla bohaterów – tutaj nie będę. Tutaj tak wczułem się w całą historię, że chciałem szczęśliwego zakończenia.

Co do wczuwania. Za reżyserię i scenariusz odpowiada pan, który ma doświadczenie w robieniu ciekawych i dobrych komedii romantycznych. Adam Brooks uraczył już nas takimi filmami jak „Totalna magia” czy „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”. Tym razem jednak wspiął się na wyżyny swojej inteligencji i stworzył naprawdę świetną historię. Dodatkowo muzykę stworzył sam Clint Mansell. „Na pewno, być może” to film, który polecam wszystkim, bo niesamowicie wciąga, bawi i cieszy!

Moja ocena: 8/10

Zobacz również: