Każda recenzja tego filmu zaczyna się tak samo, mówi, że bohater urodził się w niezwykłych okolicznościach. To chyba pierwsze i nie jedyne zakłamanie „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”. Tytułowy bohater (Brad Pitt) urodził się normalnie tj. wyciągnięto go z brzucha kobiety, która wcześniej nosiła tę ciążę dziewięć miesięcy. Jedyna anomalia, to taka, iż Benjamin Button był bardzo brzydki i bardzo stary. Rodzice go porzucili, a pod swoje skrzydła przygarnęła go Queenie (Taraji P. Henson), opiekunka w Domu Starców. Benjamin z dnia na dzień, zamiast się dorastać, a potem się starzeć – młodnieje. Wygląda coraz młodziej, i młodziej… najpierw przeżywa starość, dorosłość, młodość aż w końcu dzieciństwo… Poznaje piękną Daisy (Cate Blanchett), która niestety jest już normalna.
Obiecywałem sobie po tym filmie bardzo wiele. Fabuła zapowiadała się znakomicie. Niestety, zawiodłem się i to bardzo. Właściwie jest to jedyne rozczarowanie wśród Oscarowej piątki Najlepszych filmów, które ogłosiła Amerykańska Akademia Filmowa. Spodziewałem się, że skoro Benjamin ‘idzie w dół’ to będzie to miało duży wpływ nie tylko na jego życie, ale także innych ludzi. Nic bardziej mylnego. Jedyne, w czym mu przeszkodził ten odwrotny proces to miłość. No może aż miłość, nie jest to byle co, jednak równie dobrze bohater mógłby dorastać normalnie i film wyglądałby tak samo. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – chodzi mi o to, że nikt, nawet sam Button nie zainteresował się tym, dlaczego jest tak, a nie inaczej, dlaczego młodnieje, a nie starzeje się, dlaczego to właśnie on, a nie ktoś inny. Nic, zupełnie nic, i on i ludzie mieli to w nosie. A przecież to chyba miała być główna oś zawieszenia dla tego filmu.

„Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” ma bardzo dużo plusów. Przepiękna oprawa wizualna począwszy od świetnie odwzorowanej scenografii lat dwudziestych i trzydziestych, poprzez charakteryzację, kostiumy czy spokojną i nastrojową muzykę Alexandre Desplata. Zachwycają również zdjęcia. Bardzo dobrze zagrał również Brad Pitt, chociaż większe oklaski należą się Taraji. P. Henson. Obydwie role nominowane do Oscara, chociaż Pitt niekoniecznie zasłużenie, w końcu dużo za niego wykonały komputery i charakteryzacja, a nie on sam. Skoro jestem już przy Oscarach – 13 nominacji (najwięcej podczas tego rozdania) zamieniło się tylko w 3 statuetki: za charakteryzację, scenografię i… Efekty specjalne. Wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem, że Akademia woli dać Oscara dla pięknie animującej się twarzy Pitta niż dla niesamowitych efektów w „Mrocznym rycerzu”. No, ale cóż, jej członkowie chyba nie mają pojęcia odnośnie tych technologii, skoro rok temu woleli dać Oscara za ładnie wykreowane zwierzątka w „Złotym kompasie” niż dla zjawiskowych robotów w „Transformers”. Cóż, ale to temat na inne opowiadanie.

Ktoś mógłby stwierdzić, że skoro taki film, takie nazwiska, tyle plusów – to musi być rewelacja. Nie dla mnie. To, co napisałem w drugim akapicie (minus) przewyższa to, co napisałem w trzecim (plusy), co w ogólny rozrachunku kwalifikuje się, jako film nieudany i wielkie rozczarowanie. Można jeszcze dorzucić długość filmu – dłużył się niemiłosiernie – oraz to, że po takim reżyserze jak Fincher naprawdę spodziewałem się więcej. Podsumowując, nie podobało mi się, mimo kilku wartości i pięknej oprawy wizualnej, jest to film słaby i po prostu nudny.
Moja ocena: 4/10
| Pięć filmów nominowanych do Oscara w kategorii 'Najlepszy film' roku 2008 |
||||
![]() Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (2008) |
![]() Obywatel Milk (2008) |
![]() Lektor (2008) |
![]() Slumdog. Milioner z ulicy (2008) |
![]() Frost/Nixon (2008) |





Woody Allen to reżyser nad wyraz płodny. Począwszy od lat 70. rok w rok robi kolejny film. I co ciekawe – każdy z nich trzyma poziom. Owszem, zdarzają się te lepsze i te gorsze, jednak zawsze jest w nich coś takiego specjalnego, coś allenowskiego. Na koncie mam już obejrzane jego cztery filmy, a teraz piszę recenzję piątego, póki, co najlepszego. Oto „Vicky Cristina Barcelona”.


Stephane wraca do domu, gdyż jego mama znalazła mu pracę, która miałaby polegać na projektowaniu kalendarzy. Jednak na miejscu okazuje się, że wcale tak nie jest – Stephane musi jedynie przyklejać odpowiednie naklejki w odpowiednie miejsca na kalendarzach. Mężczyzna jest trochę zawiedziony. Poznaje jednak swoją sąsiadkę, która ma na imię Stephanie. Zbieg okoliczności? Nasz bohater ma także bardzo dziwną przypadłość, nie potrafi do końca znaleźć granicy między jawą a snem. Podczas snu potrafi interaktywnie na niego wpływać, a często na jawie nie do końca wie, co się dzieje. I właśnie w jego życiu pojawia się Stephanie, która jest za równo w snach i na jawie, która potrafi go zrozumieć, jak nikt inny. Która w końcu, może potrafi go pokochać?

Tyler Gage mieszka na przedmieściach Baltimore. Jest zwykłym, buntowniczym nastolatkiem. Jego przyjaciółmi są bracie, dwaj murzyni. Razem spędzają czas.
Ich romans rozwija się stopniowo, ona poznaje go, on ją. Wszystko dzieje się przez Internet. Postanawiają się spotkać…
Ona – lekarz. On – architekt. Ona w 2006. On w 2004. Połączy ich tytułowy dom nad jeziorem i stojąca przed nim skrzynka na pocztę. On mieszka w tym domu, ona właśnie się z niego wyprowadziła. List włożony do skrzynki przemierza 2 lata do przodu lub do tyłu, dzięki czemu oboje mogą się komunikować ze sobą. Początkowo postanawiają się poznać, potem chodzą na wspólne spacery – te same miejsca, jednak dwa lata różnicy.
Strasznie zakręcony film, ale strasznie życiowy. Historia burzliwych związków 4 osób – Anny, Dana, Alice i Larry’ego. Alice jest z Danem, jednak ten potem jest z Anną, jednak ta potem z Larry’m, a na końcu Alice z Larry’m – można tu powiedzieć, że bohaterowie wykazują zasadę ‘każdy z każdym’ – do pełni ‘szczęścia’ brakowałoby tylko związku Anny z Alice i Dana z Larry’m – wtedy byłby hardkor. Jakby tego zaplątania było mało, to jeszcze film nakręcony jest w specyficzny sposób. Nie tak jak to zwykle mamy, normalna fabuła, dzień po dniu – tutaj mamy tak zwane powroty to przeszłości – raz widziane oczami jednego bohatera, innym razem kogoś innego. W ten sposób wszystko jest jeszcze bardziej zakręcone.