Po odgrzaniu “Piątku 13-tego”, “Piranii” i wielu innych horrorów sprzed iluś tam lat, przyszła kolej na “Koszmar z ulicy wiązów”. Do dnia dzisiejszego, seria ta liczy siedem filmów z Freddym, jeden crossover “Freddy kontra Jason”, gdzie Freddy spotyka Jasona z “Piątku 13-tego”, oraz oglądniety właśnie przeze mnie reebot całej serii z bieżącego roku.
Film od razu zaczyna się jazdą bez trzymanki. Nieznany nam mężczyzna podżyna sobie sam gardło, bo twierdzi, że ktoś mu kazał. Niedługo po tym już wiemy, że Freddy Krueger pojawia się w snach, a jak umrzesz w snach, to i umrzesz w rzeczywistości. Nasi bohaterowie będą próbowali nie spać, chociaż będzie to bardzo trudne.
Podobała mi się teoria (albo i prawda, nie wiem jak jest do końca), że po trzech dniach nasz mózg ucina sobie drobne drzemki i nie wiemy do końca, czy śnimy czy jesteśmy na jawie. Ciekawe i bardzo dobrze wykorzystane. Ogólnie rzecz biorąc, film mi się podobał. Nie był nachalnie tryskający krwią, były momenty grozy, były przestoje (ale to już standard...). Odczucia mam podobne jak przy oglądaniu wspomnianego już tutaj “Piątku 13-tego”. Ogląda się dobrze, ale po co? Oryginału nie widziałem, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że pewnie jest lepszy.
Po filmie nie miałem żadnych lęków czy obaw przed pójściem spać czy tym podobne - a były już takie horrory, które skutecznie na mnie (i nie tylko) oddziaływały. Chociażby “Klątwa” (amerykańska) czy “Egzorcyzmy Emilii Roose”. Ten ostatni to ostro mną zachwiał i przez około tydzień nie wiedziałem, co mam z sobą zrobić. Jak nie widzieliście to polecam, ale nie o tym filmie już piszę, znów mam problemy z trzymaniem się jednego wątku.
Gdyby kilka scen wyciąć, takich zwalniaczy to pewnie byłoby jeszcze bardziej dynamicznie, ale i tak nie jest źle. Twórcy nie bali się pojechać po bandzie i pod koniec jest już jazda bez trzymanki. Bardzo podobało mi się zakończenie - ale nie już ostatnia scena (która oczywiście musiała być taka, a nie inne, aby była możliwość nakręcenia kolejnej części - bardziej mi chodzi o roztrzygnięcie i finał całej intrygi. Było ciekawie, intensywnie i z pomysłem - tak jak lubię.
Podsumowując, jeśli chodzi o kategorię horrorów, ten remake plasuje się tak po środku, jest lepszy niż “Piątek 13-tego”, ale takiej wspomnianej już “Klątwie” czy chociażby “Ringowi” nie dorasta do pięt. Dobrze ogląda się ze znajomymi.
Moja ocena: 6/10
* * *
Niesamowitą jakość obrazu i wspaniały dźwięk zapewnił mi telewizor Philips 46PFL9705H. Najnowsza notka o obrazie i dźwięku na moim prywatnym blogu.

Wskrzeszania dawnych filmów ciąg dalszy. Pierwsza „Pirania” miała swoją premierę w 1978 roku. Sequel trzy lata później („Pirania II: Latający mordercy”). Żadnego nie oglądałem. Nie zamierzam. Obejrzenia nowej wersji również żałuję. Oto „Pirania 3D”, prawdopodobnie najgorszy film tego roku.
Przy okazji recenzji „
Przeżyjmy to po raz czwarty. Na „Oszukać przeznaczenie 4” czekałem z utęsknieniem, bo mimo niskiego poziomu i wszelakich głupot, to serię tę lubię bardzo. Jakież wielkie rozczarowanie mnie spotkało, gdy pojawiły się napisy końcowe.
Jedyną ciekawostką, zbiegiem okoliczności, który szczerze mnie rozbawił, to fakt, że w filmie mamy scenę, gdzie w kinie ludzie oglądają film w 3D, a za ścianą jest remont, po czym jest wybuch i masakra. Podobnie było w Olsztyńskim Heliosie – oglądaliśmy film w 3D, a za ścianą trwało rozbudowywanie kina. Na szczęście nic nie wybuchło. Żyję.
Rozpoczynając tę recenzję muszę zaznaczyć dwie rzeczy: a) oglądam bardzo mało
Wszyscy doskonale wiedzą, że Amerykanie lubią mieć wszystko po swojemu. Niesamowicie popularne jest robienie japońskich horrorów po amerykańsku. W taki sposób powstała nowa wersja japońskiej „

Film „Sierociniec” obejrzałem przy okazji
Zombie nadchodzą. Shaun (Simon Pegg) i Ed (Nick Frost) żyją sobie w Londynie jak normalnie ludzie, leniwi i niczym się nieprzejmujący. Jednak pewnego dnia w ich otoczeniu zaczyna dziać się cos dziwnego. Ludzie staja się krwiożerczymi, ale niezdarnymi zombie. Poruszają się bardzo wolno i nie grzeszą inteligencja. Shaun i Ed zabierają przyjaciół i chcą skryć się w ich ulubionej restauracji. Problem w tym, że jeden zombie nie jest groźny, gorzej, gdy są ich dziesiątki… setki… tysiące… Wtedy zaczyna się prawdziwa jazda.
Bal maturalny to dzień, który każdy chce zapamiętać do końca życia. Bohaterka filmu, Donna (Brittany Snow) na pewno nigdy go nie zapomni. A to za sprawą psychopatycznego mordercy, który kilka lat temu na jej oczach zabił jej rodziców, a teraz wrócił po nią. Najpierw ofiarą padną jej przyjaciele, a potem… Zaczyna się, zatem najstraszniejszy bal maturalny blondwłosej piękności i jej znajomych.