Spirit - Duch Miasta (2008)

The Spirit / Spirit - Duch miastaDuch Miasta, a dawniej Denny Colt (Gabriel Macht) przeżył własną śmierć i teraz pod osłoną nocy strzeże Central City. Złoczyńców jest wielu, jednak największe problemy sprawia Octopus (Samuel L. Jackson). Na drodze Ducha i Octopusa staje piękna Sand Saref (Eva Mendes), która przypadkiem kradnie to, co chciał Octopus. Natomiast jego wspólniczka, Silken Floss (Scarlett Johansson) zabiera to, na czym zależało Sand. W dodatku Duch odkrywa, że Sand Saref, to jego miłość z dzieciństwa. Octopus chce polubownie dojść do porozumienia z Sand, jednak wszystko może popsuć Duch, który chce schwytać złoczyńcę i pomóc ukochanej, która… jego pomocy wcale nie potrzebuje.

Spirit – Duch Miasta” (jakże cudowny, polski tytuł amerykańskiego „The Spirit”) dawał nadzieję, na dziełko przynajmniej ułamkiem zbliżone do przegenialnego „Sin City”. I mówię tu nie tylko o oprawie wizualnej, ale także o tym, że Frank Miller, reżyser tego filmu jest twórcą komiksów, na podstawie, których powstało „Sin City” (ale także „300”). Teraz wziął się on za komiks Willa Eisnera, zaangażował kilka gwiazd m.in. Samuela L. Jacksona, Evę Mendes oraz Scarlett Johansson. Rolę główną powierzył niezbyt popularnemu – ale także niezbyt utalentowanemu – aktorowi, Gabrielowi Macht. Powstał film, co najmniej dziwny, ale i niezachwycający. Oczekiwania były większe, pozostał niedosyt.

The Spirit / Spirit - Duch miasta

Przede wszystkim film Millera nie ma jakiejś twardej, zrozumiałej konwencji. Nie wiadomo, co to miało być – pastisz, komedia, thriller, czy jeszcze coś innego? Nawet, jeśli to miała być mieszkanka tego wszystkiego, to i tak wyszło źle. Dominują dłużyzny, a także fakt, że wciąż przed oczami mamy „Sin City” a wszystko tutaj, co w zapewnieniach reżysera miało nie przypominać filmu z 2005 roku, jednak przypomina. Ale nie w pozytywnym sensie – bo przecież gdyby Miller zrobił film podobny, to mimo wtórności mogłoby być ciekawie – jednak nie jest. Zabrakło dynamizmu, wciągającej fabuły, odrobiny akcji i szczypty humoru. Najbardziej denerwował mnie Samuel L. Jackson, chociaż Gabriel Macht również był bardzo nijaki i drętwy.

Sytuację w całości uratowały dwie panie – Eva Mendes oraz Scarlett Johansson. Szczególnie postać tej drugiej była cudowna, zabawna i niesamowita. Naprawdę duży plus filmu. Chyba tylko dla owych pań warto sięgnąć po ten film, chociaż ja i tak odradzam. Lepiej obejrzeć po raz kolejny genialne „Sin City”.

Moja ocena: 2/10

Australia (2008)

AustraliaAustralia, ze stolicą w Canberrze (a nie Sydney, jak wszyscy mylą, tak dla przypomnienia), to kraj trudny, ale i piękny. Baz Luhrmann, reżyser rewelacyjnego „Moulin Rouge!” postanowił zrealizować wielką epopeję na miarę „Przeminęło z wiatrem”. Czy mu się udało?

Historia opowiada o angielskiej arystokratce Sary Ashley (Nicole Kidman), która dziedziczy farmę po swoim mężu. Sama nie jest w stanie nad nią zapanować to też z pomocą przychodzi jej doświadczony Poganiacz (Hugh Jackman). Okazuje się, że jej mąż został zabity, a miejscowy potentat bydła chce przejąć atrakcyjną farmę wraz z całym bydłem, które się na niej znajduje. Sara postanawia za wszelką cenę uratować to, czym zajmował się jej mąż.

Film Luhrmanna podobał mi się bardzo, mimo iż nie ustrzegł się od kilku bledów, ale o tym potem. Przede wszystkim zachwyca strona wizualna „Australii”. Przepiękne krajobrazy tego malowniczego państwa/kontynentu, piękne zdjęcia, scenografia i kostiumy. Dodatkowo czar tworzy cudowna muzyka.

Australia” to również wciągająca fabuła. Owszem, trwało to prawie trzy godziny i kończyło się kilka razy, to jednak nie nudziłem się, a wręcz przeciwnie – oglądałem z wielkim zainteresowaniem. Wielu zarzucało reżyserowi i scenarzyście, że nie potrzebnie przeciągnęli film w nieskończoność. Nie zgadzam się z tym poglądem, rzeczywiście, kilka razy myślałem, że ‘tak to właśnie teraz się skończy’, ale gdy się tak nie działo to pojawiał się uśmiech na twarzy i oglądałem dalej. A gdy już padło właściwe zakończenie i pojawiły się napisy byłem w pełni usatysfakcjonowany.

Australia

Role główne powierzono Hugh Jackmanowi oraz muzie reżysera, Nicole Kidman (podobno zgodziła się na udział w filmie w ogóle nie czytając scenariusza!). Oboje spisali się doskonale. Oczywiście mnie dużo bardziej zachwyciła Nicole, nie od dziś wiadomo, że jest to moja ulubiona aktorka. Świetnie pokazała zderzenie damy z Londynu z brutalnym i ciężkim światem Australii. Warto też nadmienić, że zarówno Hugh jak i Nicole są rodowitymi Australijczykami.

Podsumowując, „Australia” to film wielki i ważny. Mimo, że wywołał mieszane uczucia wśród krytyki i publiczności to wg mnie jest wśród moich siedmiu najważniejszych filmów roku 2008. Polecam go wszystko, bo warto obejrzeć, ja nie żałuję seansu (w kinie!)i jestem bardzo zadowolony. Z niecierpliwością czekam na kolejny film Luhrmanna.

Moja ocena: 9/10

Siedem najlepszych filmów roku 2008 wg mnie:

Walkiria (2008)

Valkyrie / Walkiria Bardzo często bywa tak, ze wielka gwiazda grająca w danym filmie – poprzez swoje występki w życiu publicznym opisywane przez tabloidy – może zaszkodzić. Takie obawy pojawiły się przed seansem „Oszukanej”. Jednak Angelina Jolie dała radę. W przypadku „Walkirii” Tom Cruise poległ na całej linii.

Walkiria” opowiada o zamachu na Hitlera. Pułkownik Klaus von Stauffenberg (Tom Cruise) wraca z pola walki i przystępuje do tajnej organizacji, która owy zamach przygotowuje. Do zdarzenia ma dojść w bunkrze w Wilczym Szańcu, nie opodal Kętrzyna…

Jeszcze kilka lat temu Cruise był aktorem, który pomagał filmom. Nie sposób tu nie wspomnieć o takich wspaniałych obrazach jak „Vanilla Sky”, ocenione przeze mnie na 10, czy „Raport mniejszości” z dziewiątką. Później Cruise’a widywaliśmy jedynie na okładkach gazet i w kolejnych wywiadach. Jego małżeństwo z Katie Holmes oraz ekscesy scjentologiczne znacząco wpłynęły na opinię o nim samym. „Walkiria” miała być wielkim powrotem do łask. Film skrojony idealnie pod Oscary – mamy dopracowaną scenografię, ładne zdjęcia czy patetyczną muzykę. Główna rola również mogłaby ubiegać się o nominację. Nie tym razem.

Valkyrie / Walkiria

Niestety dla Cruise’a – nie wyszło. Mimo ładnej oprawy technicznej – byli lepsi. Scenariusz kuleje od samego początku, a wszystko momentami ciągnie się i jest nudne. Jednak największym mankamentem jest sam Tom Cruise. Wszystkie miny i starania aktora w autentycznym ukazaniu swojej roli są patetyczne i niejakie. Momentami naprawdę mogą wywołać śmiech. Szczególnie motyw ze sztucznym okiem. Przykro mi to mówić, ale Cruise przez to całe zamieszanie ze scejontologią przestał być wiarygodnym aktorem, a bardziej karykaturą samego siebie. Jego rola była sztuczna i nijaka. A już na pewno nieprzekonywująca. Tom liczył na nominację do Oscara (ma już 3), ale nic z tego. Jeśli nic się nie zmieni, to kolejne role aktora będą coraz gorsze, równie komiczne i karykaturalne.

Podsumowując, „Walkiria” to film słaby z okropną rolą Toma Cruise’a. Obejrzałem, ale polecać nie będę. Oczekiwałem dużo więcej, ale się przeliczyłem. Mocno się zastanówcie, zanim sięgniecie po tę produkcję Bryana Singera – reżysera dobrego („X-Men”, „X-Men 2”) ale ostatnio trochę błądzącego („Superman – Powrót”, „Walkiria”).

Moja ocena: 3-/10

Oszukana (2008)

Changeling / OszukanaOszukana” od samego początku wzbudziła moje zainteresowanie. Oczywiście głównie przez Angelinę Jolie, jednak sam temat, fakt, że jest to historia oparta na autentycznych wydarzeniach oraz Clint Eastwood na stanowisku reżysera były kolejnymi plusami, które zachęcały do obejrzenia. I nie zawiodłem się, ani trochę.

Bohaterką filmu jest Christine Collins (Angelina Jolie), której zaginęło dziecko. Syna Waltera (Gattlin Griffith) zostawiła samego w domu, gdyż pilnie musiała pojawić się w pracy. Po powrocie, ukochanego dziecka już nie zobaczyła. Policja zobowiązuje się odnaleźć chłopca i rzeczywiście – po pięciu miesiąca hucznie zostaje ogłoszone, że Walter Collins został odnaleziony. Niestety, Christine twierdzi, że to nie jej syna odnaleziono. Kobieta stara się nagłośnić błąd policji oraz odnaleźć syna – tym samym wypowiada wojnę korupcji i zakłamaniu ówczesnej władzy.

Eastwood stworzył film długi, emocjonujący i wciągający. Podobnie jak w „Australii” Luhrmanna mamy tu kilka momentów, które śmiało mogłyby pretendować do bycia właściwym zakończeniem. W ogóle (po raz kolejny) nie przeszkadzał mi ten zabieg. Dobry film powinien trwać długo, a jednocześnie owa długość – poprzez ciekawą i dobrą fabułę - nie powinna przeszkadzać. I rzeczywiście tak było, a po właściwym zakończeniu czułem się w pełni usatysfakcjonowany, ale jednocześnie lekko smutny i przygnębiony.

Changeling / Oszukana

Oszukana” to film dołujący, który może wywoływać krótkotrwałe stany depresyjne tj. może powodować, że momentami zachce nam się po prostu rozpłakać. Nie będę ukrywał, że niejednokrotnie uroniłem łzę. Ból matki po stracie syna jest wyczuwalny oraz wpływa na nas w znacznym stopniu. Krzyk, lament i łzy Angeliny Jolie naprawdę poruszają, wydają się autentyczne i prawdziwe. Równie szalenie ważna i szokująca jest historia opowiedziana przez małego chłopca mniej więcej w połowie filmu. Nie zdradzę, o czym mowa, gdyż owy moment w filmie ma znaczący wpływ na dalsze sceny oraz zakończenie. To właśnie wtedy „Oszukana” staje się nie tylko filmem o matce, która szuka syna, ale wielowymiarową i wielowątkową historią, której odbiór wcale nie będzie tak łatwy i prosty.

Angelina Jolie jednocześnie zaszkodziła i pomogła temu filmowi. Z jednej strony aktorka, która nie schodzi z okładek tabloidów i ust całego świata mogła wydać się nierealna i mało autentyczna w tej roli. Widzowie mogliby mieć trudność w zapomnieniu o tym wszystkim, czego naczytali się w gazetach i uwierzeniu w wiarygodność Jolie. Z drugiej strony swoją popularnością na pewno przyciągnęła trochę widzów do kin. Ja nie miałem żadnego problemu w zapomnieniu o całym świecie i zatraceniu się w ukazanym mi filmowym świecie. Dla mnie Angelina była prawdziwa i autentyczna – szczególnie zważywszy na fakt, że sama jest matką – ma szóstkę dzieci (troje swoich, trochę adaptowanych). Cały czas też mam w pamięci jej genialną rolę w „Przerwanej lekcji muzyki”, za którą dostała Oscara. Tym razem była tylko nominowana, w pełni zasłużenie. Już rok temu niesprawiedliwie pominięto ją przy rozdawaniu nominacji – rola w „Cenie odwagi” to kolejny, jasny punkt w jej karierze. Wierzę, że teraz będzie brała jak najwięcej podobnych roli i w końcu odbierze drugiego Oscara w swojej karierze. W chwili obecnej aktorka przygotowuje się do zdjęć w filmie „Salt”, gdzie u jej boku zagra polak, Daniel Olbrychski. Jolie wcieli się w agentkę CIA.

Changeling / Oszukana

Wracając do „Oszukanej” – widzę same plusy. Porywający scenariusz, świetna reżyseria, realistyczne kostiumy, scenografia i charakteryzacja oraz przepiękne zdjęcia i poruszająca muzyka. Clint Eastwood po raz kolejny pokazuje, że zna się na rzeczy i jest reżyserem wybitnym. Szkoda tylko, że Amerykańska Akademia Filmowa w tym roku kompletnie pominęła jego dwa, ważne filmy – „Oszukaną” (3 nominacje) oraz „Gran Torino” (zero nominacji, Eastwood stwierdził, że to ostatni film, w którym zagrał, a teraz zajmie się tylko reżyserią). Uważam jednak, że jego stanowisko w historii filmu zostanie zweryfikowane przez czas, a Eastwood będzie ceniony jeszcze przez dziesiątki lat, podobnie jak Stanley Kubrick (12 nominacji) czy Alfred Hitchcock (5 nominacji), którzy tak naprawdę docenieni zostali dopiero długo po swojej śmierci.

Podsumowując, „Oszukana” Clinta Eastwooda to jeden z najważniejszych i najlepszych filmów roku 2008, piękny, poruszający dramat z bardzo ważną i dobrą rolą Angeliny Jolie. Bardzo, bardzo polecam każdemu, bo to naprawdę niesamowity film!

Moja ocena: 10/10

Siedem najlepszych filmów roku 2008 wg mnie:

W. (2008)

Oliver Stone's W. / W.Filmów politycznych staram się unikać. Zawsze istnieje ryzyko, że owy film nie będzie w pełni obiektywny, a między wierszami (kadrami) zostanie pokazany nam nad wyraz dobry i przesłodzony obraz jakiegoś polityka. Co prawda zdarzają się filmy wybitne, które są genialne same w sobie – nawet, jeśli ukazują kogoś ze złej czy dobrej strony – nie mniej jednak „W.” Olivera Stone’a do takich nie należy.

Film opowiada o obecnie już byłym, 43. Prezydencie Stanów Zjednoczonych, George’u W. Bushu (Josh Brolin). Jest to opowieść, która ukazuje nam, w jaki sposób Bush objął stanowisko prezydenta, jakie uczucia towarzyszyły mu podczas najważniejszych decyzji takich jak wojna w Afganistanie, kryzys po atakach z 11 września 2001 czy kampania wyborcza przed objęciem drugiej kadencji. Znajdziemy tutaj także mnóstwo retrospekcji – począwszy od życia studenckiego, poprzez objęcie stanowiska gubernatora stanu Teksas, aż do pierwszej, prezydenckiej kampanii wyborczej. W filmie pojawiają się takie postacie jak ojciec Busha – George H. W. Bush (James Cromwell), matka Barbara Bush (Ellen Burstyn), żona Laura Bush (Elizabeth Banks), oraz gabinet prezydenta – m.in. Colin Powell (Jeffrey Wright), Condoleezza Rice (Thandie Newton), Donald Rumsfeld (Scott Glenn) czy wiceprezydent Richard B. Cheney (Richard Dreyfuss).

Obraz Stone’a nie przypadł mi do gustu. Ukazał Busha ze zbyt pozytywnej i optymistycznej strony. Osobiście za bardzo nie mieszam i nie interesuję się polityką, ale nie wydaje mi się, żeby Bush był aż tak święty, jak ukazuje go ten film. Podobała mi się za to strona realizacyjna – aktorzy świetnie wcielili się w swoje role, a szczególne brawa należą się dla charakteryzatorów, bo większość z nich wyglądała jak swoje prawdziwe odpowiedniki. Najbardziej do gustu przypadły mi dwie panie – Thandie Newton wcielająca się w Condoleezzę Rice oraz Ellen Burstyn, która zagrała matkę głównego bohatera. Z drugiej strony Elizabeth Banks, jako pierwsza dama wypadła bardzo blado. Równie dobrze mogłoby jej w tym filmie nie być i nikt by tego nie zauważył.

Oliver Stone's W. / W.

Osobny akapit należy się Joshowi Brolinowi, który zagrał główną rolę. To dzięki niemu ten film w ogóle dało się oglądać. Można spekulować, że gdyby aktor trafił na trochę słabszy rok pod względem filmów, to może i zawalczyłby o nominacje do Oscara, bo była to naprawdę świetna rola. Nie mniej jednak i tak w tym roku ją otrzymał za inną, równie dobrą rolę – w „Obywatelu Milku”. Można, więc powiedzieć, że Brolin przeżywa prawdziwy rozkwit swojej kariery (w 2007 świetne role w „To nie jest kraj dla starych ludzi” i „Planet Terror”).

Poważnym błędem reżysera również było to, że tak naprawdę sam do końca nie widział, co chce pokazać. Z jednej strony mamy groteskę ukazującą niemoc i zagubienie prezydenta i całego jego gabinetu podczas podejmowania ważnych decyzji. W tych momentach Stone pokazuje pazura i ujawnia swoje stanowisko. Niestety, takich scen jest za mało, bo przez większość filmu Bush to taka mała, skromna ciotka, która przypadkiem zrobiła coś źle, przypadkiem została prezydentem i w ogóle wszystko przypadkiem. A na koniec jeszcze dorzucono wątek złego ojca, pod którego władzy nasz bohater chce się wyrwać i zrobić mu na złość – całość, zmiksowana i przetasowana nie filmem nijakim, bardzo często nudny i nic niewnoszącym. Nie, nie podobało mi się i nie polecam.

Moja ocena: 3-/10

Wątpliwość (2008)

Doubt / WątpliwośćSkromny dramat w gwiazdorskiej obsadzie musiał odnieść sukces. Skoro scenariusz powstał na podstawie książki nagrodzonej Pulitzerem to raczej coś w nim jest. Jednak…

Rzecz dzieje się w katolickiej szkole na Bronxie w 1964 roku. Co prawda rządzi nią siostra Alojzyna (Meryl Streep) jednak mimo wszystko czuje, że duży wpływ na jej władzę ma Ojciec Flynn (Philip Seymour Hoffman). Młoda zakonnica, Siostra James (Amy Adams) zauważa coś niepokojącego między Doubt / Wątpliwość Ojcem Flynnem oraz jednym z uczniów. O wszystkim mówi swojej zwierzchniczce, Alojzynie. Ta nie ma żadnych wątpliwości, że doszło do molestowania małoletniego, a winny ksiądz musi ponieść konsekwencje swoich czynów. Wybucha walka dwóch, silnych osobowości.

Zacznę trochę od końca – znakomite zakończenie! Poruszające oraz lekko szokujące. Dzięki niemu tytuł filmu nabiera zupełnie nowego wydźwięku, a całość punktuje o jedno oczko wyżej. Ale po kolei. „Wątpliwość” to obraz bardzo dobry, chociaż czuć, że czegoś tu brak. Może takiego drobnego klimatu tajemniczości. Podobało mi się bardzo, jednak główny wpływ na moją ocenę miała absolutnie rewelacyjna obsada.

Po pierwsze zjawiskowa (jak zawsze!) Meryl Streep. Aktorka otrzymała za tę rolę piętnastą nominację do Oscara oraz zdobyła kilka prestiżowych nagród i nominacji. Mówiło się, że finałowa walka o statuetkę Amerykańskiej Akademii Filmowej rozegra się między Meryl a Kate Winslet (za rolę w „Lektorze”). I mimo, że Oscara dostała Kate, to jednak obie role są niesamowite i zostaną zapamiętane. Meryl Streep zagrała wspaniale – pokazała bohaterkę pewną, twardą i konsekwentną. Siostra Alojzyna budziła strach i respekt. To już kolejna rola Streep, gdzie wciela się w czarny charakter. Co prawda czarny charakter tylko z wierzchu, ponieważ zarówno ta postać, jak i zła szefowa z „Diabeł ubiera się u Prady” posiadają pewną głębię, o której jednak pisał nie będę, gdyż zdradziłoby to za dużo odnośnie tych dwóch filmów.

Doubt / Wątpliwość

Po drugie Philip Seymour Hoffman. Aktor również zasłużony i przeżywający prawdziwy przełom w swojej karierze (Oscar w 2005 za „Capote”, nominacje w 2007 za „Wojnę Charliego Wilsona” orz w 2008 właśnie za „Wątpliwość”). Również tutaj pokazał klasę. Ojciec Flynn to człowiek, który stara się bronić, mimo, iż wydaje się, że z góry został przekreślony. Jest to postać tajemnicza i tak naprawdę do końca taka pozostaje.

Podziw wzbudzają również role drugoplanowe. Mowa tutaj oczywiście o Amy Adams – zagrała dobrze, chociaż dużo lepsza i bardziej przekonywująca była jej czarująca rola w „Zaczarowanej” z 2007 roku. W „Wątpliwości” grana przez nią postać jest dosyć zagubiona, sama nie wie, czy dobrze postąpiła mówiąc Alojzynie o tym, co widziała. Ma wątpliwości, czy postąpiła słusznie i czy jej oskarżenia nie są przypadkiem bezpodstawne. Czuje się winna, ponieważ to przez nią Ojciec Flynn zostaje oskarżony. Kolejna, ważna rola to Viola Davis i jej około 10 minutowa scena, w które ponoć przyćmiła samą Meryl Streep. Nie zgadzam się z tym osądem, ponieważ Streep nie da się przytłumić, jednak mimo to jest to kreacja godna uwagi.

W filmie Johna Patricka Shanleya ważny jest tytuł. Każda z postaci ma wątpliwości. Czy tego czy chce, ale w coś wątpi. Na pierwszy rzut oka zdaje się, że jedynie Siostra James może mieć podstawy do tego, aby wątpić, jednak patrząc głębiej, to każdy nie czuje się tak do końca pewny. To właśnie wątpliwość odgrywa kluczowe role w ich życiu.

Doubt / Wątpliwość

Podsumowując, „Wątpliwość” to film godny uwagi, który zachwyca obsadą, ale posiada również pewną głębię i pozwala nam się chwilę zastanowić po genialnym zakończeniu. Jest to historia poruszająca, i mimo iż w pewnym momencie reżyser odrobinę się zagubił, a widz czuje się odrobinę znużony, to jednak szybko wraca na właściwy tor, aby w końcu w finale grzmotnąć w nas z całej siły. Podobało mi się i dlatego polecam Wam bardzo.

Moja ocena: 8++/10

P.S.: Swoją drogą jak zwykle wyszło, że najdłuższy akapit poświęciłem Meryl Streep -_-'

Rachel wychodzi za mąż (2008)

Racgel Getting Married / Rachel wychodzi za mążKym (Anne Hathaway) opuszcza klinikę odwykową, aby móc wziąć udział w weselu swojej siostry, Rachel (Rosemarie Dewitt). W domu zmieniło się wiele, a odwyk bohaterki to temat tabu. Wszyscy udają, że jest dobrze, jednak tak naprawdę każdy boi się o to, do czego może być zdolna Kym. W końcu jednak przyjdzie moment, że granica zostanie przekroczona, a pozory przestaną być pozorami. Wszystko zmierza do jednej wielkiej kłótni. Bo jakby się zdawało, to wcale nie Kym jest tą nienormalną i nieprzewidywalną – wręcz przeciwnie – w całej tej rodzinie, to ona jest najbardziej zwyczajna.

Obraz dysfunkcjonalnej rodziny, jaki pokazuje nam reżyser Jonathan Demme (twórca "Filadelfii" i "Milczenia owiec") jest dobijający. Kolejni członkowie rodziny Kym jasno pokazują nam, że osoba po odwyku jest już na starcie przekreślona. Powinna siedzieć jak najdalej od ludzi, w jakimś kącie, a najlepiej w oddzielnym pokoju. Szeptanie, plotki i rozmowy za plecami to standard, do którego powinna się przyzwyczaić. Ból i cierpienie – również, bo nawet najbliższe ci osoby są wstanie traktować cię jak odrzutka. To nieistotne, że teraz wszystko jest już z tobą dobrze, ważne jest to, że wcześniej nie było. Oni i tak będą brać cię za kogoś innego, za kogoś kto znów może zacząć brać narkotyki, czy wróć do innego uzależnienia, z którego właśnie się wyleczyłeś.

Rachel getting married / Rachel wychodzi za mąż

Dodatkowym powodem do nienawiści Kym jest wątek tragicznie zmarłego brata bohaterki. Bo oczywiście to wina Kym, że jej siostra Rachel zostawiła dziecko z naćpaną kobietą i kazała jej gdzieś jechać. I kogo nazwać tutaj nieodpowiedzialną? Nie bronię Kym, nie mniej jednak co sobie w ogóle wyobrażała Rachel że zostawiła dziecko pod opieką narkomanki? To już się nie liczy, wina i tak leży po stronie Kym. Tak sądzą wszyscy, ale czy niewystarczającą karą dla samej zainteresowanej jest jej własne sumienie? Przecież ona zabiła człowieka i w dodatku to był jej brat. Ale nie, rodzina i tak już ją przekreśliła.

Aktorstwo w tym filmie jest powalające. Prawdopodobnie gdyby w Oscarach było więcej miejsc dla dobrych ról to nie tylko Anne Hathway, która otrzymała nominację byłaby wyróżniona. Bo i Rosemarie Dewitt wcielająca się w Rachel, a także Bill Irwin wcielający się w ojca sióstr zostaliby nominowani. Jest także Debra Winger, wcielająca się w matkę, która zostawiła męża i odeszła do innego faceta. Cała czwórka tak przekonywująco wcieliła się w swoje postacie, że ich gra aktorska po prostu wylewała się z ekranu. Każda kłótnia czy rozmowa w ich wykonaniu to perełka tego filmu, którą oglądało się z zapartym tchem i jednocześnie przerażeniem.

Odnośnie samego filmu, to jednak mogę trochę mu zarzucić. Przede wszystkim za dużo samego wesela w weselu. Tzn. fajnie, że pokazali to całe wesele i tak dalej, jednak było tego więcej niż samej, właściwej akcji. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, oczekiwałem po filmie naprawdę mocnych scen, ukazania strony psychologicznej tej dysfunkcjonalnej rodziny. I rzeczywiście to dostałem, jednak scen samego wesela było po prostu więcej. Być może miał być to krótki odpoczynek między jedną mocną sceną, a drugą, jednak momentami te przerwy były za długie. Zakończenie było poprawne, proste i klarowne.

Rachel getting married / Rachel wychodzi za mąż

Rachel wychodzi za mąż” to film dobry, głównie ze względu na dobrą grę aktorów. I mimo, że czasem fabuła gdzieś się gubi, to mimo wszystko warto obejrzeć dla kilku mocnych scen słownej walki między kolejnymi członkami rodziny. Polecam, warto obejrzeć niesamowicie świetną Anne Hathaway, która prawdopodobnie w końcu dostanie swojego wymarzonego Oscara, gdyż jest przecież jeszcze młoda i na pewno ma przed sobą dużo, świetnych ról. Oby tylko jednak uniknęła takich potworków jak „Ocaleni”. Powodzenia Anne.

Moja ocena: 7++/10

Siedem dusz (2008)

Siedem dusz / Seven poundsWill Smith określanych w dzisiejszych czasach, jako gwarancja sukcesu komercyjnego danego filmu rzadko pojawia się w rolach dramatycznych i bardziej kameralnych. W jego filmografii znajdziemy głównie wielkie przeboje kinowe, który zarobiły olbrzymie pieniądze, np. „Dzień niepodległości” (817,4 mln $ na całym świecie), „Ja, Robot” (347,2 mln $), „Jestem legendą” (585,3 mln $) czy ubiegłoroczny „Hancock” (624,3 mln $). Jednak w 2006 Smith zagrał w filmie „W pogoni za szczęściem”. Spokojny dramat zrealizowany za małe pieniądze przyniósł mu nominację do Oscara, ale mimo wszystko zarobił dużo więcej niż się spodziewano (307,0 mln $). Potwierdziło to tylko stanowisko aktora w Hollywood. Wraz z reżyserem „W pogoni za szczęściem”, Gabrielem Muccino, Smith postanowił znów sprawdzić się w dramacie.

Początek filmu jest niezrozumiały i chaotyczny. Widzimy jak główny bohater, Ben Thomas (Will Smith) próbuje popełnić samobójstwo. Wkrótce dowiadujemy się, kim jest Ben – mężczyzna, który nie może się pogodzić ze śmiercią ukochanej oraz sześciu innych osób w wypadku samochodowym, który on sam przeżył. Dlaczego się tak stało? Ben obarcza się winą za wypadek i śmierć siedmiu osób, postanawia, więc zadośćuczynić siedmiu innym osobom. Jednak największą rolę w jego dotychczasowym życiu odegra kobieta chora na wadę serca, Emily Posa (Rosario Dawson).

Siedem dusz” zrobiło nam mnie piorunujące wrażenie. Po finale nie mogłem dojść do siebie. Film budowany jest wg prostego schematu: powoli, wolno, szybko, szybciej i z rozpędu w ścianę. Mniej więcej tak można podsumować zakończenie, które wbija w fotel. Co jednak mogę zarzucić obrazowi Muccino to to, że kilka godzin po seansie, po ochłonięciu zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę to było to bardzo dobry, solidny film, ale nie żadne arcydzieło.

Siedem dusz / Seven Pounds / Rosario Dawson / Will Smith

Rola Willa Smitha bardzo dobra, jednak nie lepsza od tej w „W pogoni za szczęściem”. Również odnośnie wyników finansowych to producenci nie do końca byli zadowoleni, gdyż film nie zarobił jakichś spektakularnych sum. Nie mniej jednak warto zaznaczyć, że jest to już dwunasty film Smitha (pod rząd!) którego wpływy w Stanach Zjednoczonych przekroczyły pułap 100 milionów dolarów. Natomiast Rosario Dawson, którą ja kojarzę głównie z ról demonicznych kobiet („Sin City”, „Death Proof”) wyglądała w tym filmie bardzo źle – ale nie jest to wada, w końcu grała chorą kobietę i wyszło jej to bardzo dobrze.

Jak już stwierdziłem, film toczy się powoli, jednak zakończenie w pełni mnie usatysfakcjonowało i zrehabilitowało nudny początek. Nie żałuję tych ponad dwóch godzin, polecam film każdemu, dobry na każdą okazję (no może oprócz zakrapianej imprezy ze znajomymi).

Moja ocena: 7+/10

Serce nie sługa (2005)

Film jednego aktora… znowu.

Serce nie sługa / Prime Rafi Gardet (Uma Thurman), kobieta koło czterdziestki poznaje przystojnego Davida (Bryan Greenberg). Jednak bohaterka sama nie wie czy dobrze robi, bo chłopak jest 13 lat młodszy od niej. Konsultuje to, ze swoją terapeutką, Lisą Metzger (Meryl Streep). Nieoczekiwanie oczekuje się, że David jest synem Lisy. Jaka będzie reakcja całej trójki?

Jak już na wstępie napisałem, film ten całkowicie należał do jednego osoby. Była nią niesamowita i nieprzerwanie od kilkunastu lat zjawiskowa Meryl Streep. Rekordowo nominowana do Oscara aktorka (15-krotnie, dwa zdobyte) błyszczy w każdym filmie. Tym razem postanowiła sprawdzić się w komedii romantycznej. Wyszło to różnie. Sama aktorka była jak zwykle genialna, jednak całość nie wciąga, nie bawi i nie śmieszy. Na nasze nieszczęście scen najlepszych – tych z Meryl – nie jest za dużo.

Twórcy starali się być oryginalni, jednak nie do końca wyszło. Uma Thurman złą aktorką nie jest, jednak nie do końca sprawdziła się w tej konwencji. Pozostali aktorzy podobnie, całość podtrzymywała tylko i wyłącznie wspaniała Meryl.

Ja mimo wszystko nie żałuję seansu. Każdy film z Meryl jest godny obejrzenia, nawet jeśli zagrałaby w dziesiątej części „Strasznego filmu”.

Moja ocena: 4/10

Ocaleni (2008)

Passangers / OcaleniRóżne aspekty decydują o tym, że obejrzę dany film. A to znana bądź ulubiona aktorka czy aktor, a to reżyser, zwiastun czy też opis fabuły. W przypadku „Ocalonych” zaciekawiła mnie fabuła oraz chwalona tam i tu Anne Hathaway.

Claire (Anne Hathaway) jest psychologiem. Zostaje przydzielona do grupy ludzi, którzy przeżyli katastrofę samolotu. Większość z nich przychodzi na umówiona spotkania, jednak tajemniczy Erik (Patrick Wilson) wydaje się być oderwany od rzeczywistości. Okazuje się, że katastrofa zmieniła go na lepsze – jest teraz pogodnym i szczęśliwym człowiekiem. Bohaterka stara się dowiedzieć, dlaczego.

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że jakiekolwiek opisy fabuły tego potworka (czy to Filmweb czy Stopklatka) nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. W ogóle ten pierwszy to kompletnie zaszalał, gdyż użyto tam stwierdzenia ‘emocjonujący thriller psychologiczny’. Emocji nie było, koło thrillera to nawet nie leżało, a z psychologią miało to tyle wspólnego, że był to zawód głównej bohaterki. I tyle. Naprawdę miałem dobre intencje, bo i plakat ciekawie się zapowiadał, i fabuła zabrzmiała ciekawie, a na deser Anne. Tym razem nie wyszło.

Ocaleni” to film koszmarny – w bardzo złym znaczeniu tego słowa. Rozkręca się jakieś 80% filmu, a potem jest jeszcze gorzej. Następuje jakże mętna i patetyczna końcówka, która miała prawdopodobnie zaskoczyć; coś jak w „Szóstym zmyśle” bądź „Podziemnym kręgu”. Nie tym razem, może pomysł był udany i wyszłoby z tego coś interesującego, ale musiałby się za to wziąć ktoś inny, ktoś lepszy. Obraz ten jest nudny, nieciekawy i co najważniejsze – nie trzyma się sensu i logiki. Przedstawione nam zakończenie odwraca wszystkie wcześniejsze wydarzenia do góry nogami i niestety, to, co wcześniej – mimo, że nudne i żmudne – wydawało się mieć jakiś sens po zakończeniu staje się śmieszne i niedorzeczne. Jeszcze inna sprawa, że w pewnym momencie mamy flasha z owej katastrofy, a jeden z bohaterów siedzi sobie na siedzeniu pasażera obok odrywającego się krzesła… Trochę mu wieje, ale to nic, nieważne, że są bardzo wysoko nad ziemią, ale generalnie wiatr to tam na górze raczej jest za słaby, żeby go wyciągnąć z samolotu.

Podsumowując, tego filmu nie da się przełknąć, a jego oglądanie to strata czasu, no chyba, że ktoś chce sobie włączyć coś ‘do snu’ – pasuje jak ulał. Biedna Anne Hathaway, w ciągu jednego roku zagrała rolę Oscarową i rolę dokładnie przeciwstawną tej pierwszej.

Moja ocena: 1/10