„Jedz, módl się, kochaj” zapowiadało się dobrze. Świetna obsada, dobra historia… Co poszło nie tak? Kto aż tak bardzo rozmył ten film? Czy magia Julii Roberts już nie działa?
Bohaterką filmu jest Elizabeth Gilbert (Julia Roberts), kobieta zamężna, która ma świetną pracę, idealny dom… wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Liz jednak dochodzi do wniosku, że owszem, jej życie jest piękne, ale puste. Brak jej celu w życiu… Postanawia zostawić męża i wyruszyć w podróż do Włoch, Indii i na Bali.
I owszem, Elizabeth zwiedzała te kraje, jadła we Włoszech, poznawała kulturę Indii, modliła się i tym podobne. Jednak brakowało mi w tym ikry, bardziej przypominało to film dokumentalny na temat tych trzech krajów, a przewodniczką była piękna Julia Roberts. Brakowało mi jakiegoś wstępu, rozwinięcia, punktu kulminacyjnego i zakończenia. Wszystko szło jednym rytmem, powoli i bez pośpiechu. Ciężko było wytrzymać te ponad dwie godziny.
Jedynym godnym uwagi elementem i chyba jedynym, który pozwolił mi obejrzeć to wszystko do końca była właśnie Julia Roberts. Starała się i robiła, co mogła, nie mniej jednak za dużo do pokazania tutaj nie miała. Była po prostu sobą, wspomnianą już przeze mnie przewodniczką.

I dziwi mnie właśnie ten fakt, że reżyser Ryan Murphy nie potrafił wykrzesać z tej historii czegoś ciekawego. W końcu jest producentem, reżyserem i scenarzystą rewelacyjnego serialu „Glee”. Widocznie lepiej mu idzie utrzymanie tempa w 40-minutowym odcinku niż w ponad dwugodzinnym filmie. A może po prosto historia i scenariusz nie nadawały się do czegoś lepszego.
Kontrowersyjne bądź, co najmniej dziwaczne są też te wszystkie monologi głównej bohaterki. Jeśli ta książka (jak powiadają…) jest biblią dla wyzwolonych kobiet to ja podziękuję. Wywody na temat posiadania dziecka (które jest jak tatuaż, trzeba się mocno zastanowić) czy fakt, że kolejne związki, rozstania i powroty wcale nie robią na niej jakiegoś większego wrażenia również jest godny zastanowienia. Na szczęście frekwencja tego filmu nie była zbyt duża, ale książka jest bestsellerem – i co, teraz wszystkie kobiety będą nas tak rzucać i jeździć po krajach itp.? Oczywiście wiadomo, nie każdego stać na takie podróże, ale… Czasami bzdur, które opowiadała bohaterka nie dało się słuchać.
Podsumowując, spodziewałem się czegoś lepszego, myślałem, że Julia odpowiednio wybiera sobie filmy, w jakich gra. Tym razem trafił się jej straszny średniak, którego nie dałoby się obejrzeć, gdyby nie ona. O Oscarach i innych nagrodach nawet niech nie myśli (a były takie mrzonki, że może jakaś nominacja i w ogóle…), nie wyszło.
Moja ocena: 4/10
Tak, ten film też obejrzałem na telewizorze Philipsa 46PFL9705H. Korzystam póki mogę, za tydzień go zabierają.

no nie… wszyscy tak jadą po tym filmie a ja naprawdę chciałam go obejrzeć i liczyłam na coś lepszego. i tak obejrzę, ale z takim nastawieniem przynajmniej nie zawiodę się aż tak.
zapraszam do siebie na pierwszą w mojej karierze recenzję serialu – „The walking dead”.
buziak ;*