Film ten miał prawdopodobnie najbardziej klimatyczny trailer tego roku, a może i dekady (tak moi kochani, dekada kończy się dopiero teraz, jest to przedział czasu 2001-2010, a nie jak rok temu wszyscy stwierdzili 2000-2009). Właściwie to za dużo na nim widać nie było, więcej słuchać.
Bo o to nasz bohater (Ryan Reynolds) został pojmany i zakopany żywcem w drewnianej trumnie. Ma zapalniczkę i telefon komórkowy. Jest zasięg. Okazuje się, że wcale nie tak łatwo jest powiadomić kogokolwiek, że jest się w trumnie, mało, kto wierzył mu w to. A rodzina jak na złość nie odpiera. Co robić, jak się uratować?
Naprawdę miałem wielką ochotę na film i gdy w końcu go obejrzałem – jestem lekko rozczarowany. Po kolei. Na początku jest klimatycznie i daje nadzieję na całkiem udany seans – niestety, z biegiem czasu oraz ujawnieniem motywu, przez który bohater znalazł się w trumnie przestało mi się już podobać. Ale to tylko, dlatego że nie lubię już tego tematu i mam dość czegokolwiek na ten temat (kto mnie czyta, powinien skojarzyć o czym mówię, a kto nie, to będzie miał niespodziankę podczas oglądania filmu). Również były pewne problemy z utrzymaniem tempa… w pewnym momencie powiało nudą. I to tak całkiem mocno. Dopiero pod koniec udało się przywrócić odpowiednie tempo – a zakończenie – zapunktowało u mnie. Było bardzo fajne i przewrotne.

Zaskoczył mnie również sam Ryan Reynolds. Miałem wątpliwości czy podoła – w końcu przez cały film widzimy tylko i wyłącznie go w trumnie. Wszystkie emocje i cała ciężkości filmu została zrzucona na niego. I udało mu się. Niestety, ten rok dla aktorów jest bardzo mocno i nie liczyłbym na jakiekolwiek wyróżnienia, nie mniej jednak od tej roli może się zacząć i mam nadzieję, że lepsi reżyserzy w końcu zaczną go traktować jak dobrego aktora, a nie tylko gagatka do komedii romantycznych. Zagrać to on też potrafi, co udowodnił w tym filmie.
Podsumowując, myślę, że obejrzeć warto. Chociażby żeby się przekonać, co potrafi Reynolds, a także dać się zaskoczyć ciekawym zakończeniem. Ciekawy eksperyment, zabrakło reżyserowi wytrwałości do utrzymania odpowiedniego tempa i przykucia uwagi widza.
Moja ocena: 6/10
Film obejrzałem na niesamowitym telewizorze Philips przy pomocy Blu-Raya również Philipsa – więcej o tym przeczytacie tutaj.

Nie widziałem, ale z pewnością obejrzę. Nikt nad tym filmem nie pieje z zachwytu, ale każdy poleca więc zobaczyć trzeba. Poza tym lubie tego „gagatka” :).
Mnie trailer nie przekonał – kto chciałby oglądać film o facecie w trumnie?
Ten motyw kojarzy mi się z WTC, w którym Cage leży przez prawie cały film pod gruzami. A to nie był dobry film.
filmu jeszcze nie widziałam, ale na dniach mam zamiar go nadrobić. widziałam, że opinie są podzielone więc… intryguje mnie!
Po nowym roku przeniosłam się na bloggera http://filmy-wedlug-agniechy.blogspot.com
Wszystkiego dobrego w nowym roku ;*