Dzisiaj wszystko trzeba zrobić lepiej, mocniej i w 3D. I tak ze starego „Zmierzchu Tytanów” (nie widziałem) zrobiono nowe „Starcie Tytanów”. Obowiązkowo w 3D i z plejadą gwiazd – tutaj, w roli głównej, wschodząca gwiazda, pan Avatar – Sam Worthington. Fabuła trochę podobna do „Percy’ego Jacksona…”.
Perseusz (Sam Worthington) został wychowany jak człowiek, chociaż jest pół-bogiem, synem Zeusa (Liam Neeson). Ludzie buntują się przeciwko Bogom. Mają dość ich humorów, przestają się do nich modlić, składać im ofiary, w końcu tez niszczą świątynie i pomniki. Zeus do końca chce wierzyć w ludzi, jednak Hades (Ralph Fiennes) przekonuje go, że trzeba coś zrobić. Ostatecznie szalę goryczy przechyla zniszczenie pomnika Zeusa. Bóg podziemi w złości zabija wszystkich, którzy to uczynili, a także niewinną rodzinę Perseusza. Później stawia śmiertelnikom ultimatum – albo córka królowej Kasjopei (Polly Walker), Andromeda (Alexa Davalos) zostanie złożona w ofierze Bogom, albo zostanie uwolniony Kraken, wielki, morski potwór, którego boją się nawet Bogowie.

Nie warto patrzeć na „Starcie Tytanów” jak na film o wielkich ambicjach, uczący mitologii lub cokolwiek. Nie patrzcie nawet na scenariusz, grę aktorską czy cokolwiek. Po prostu oglądajcie i podziwiajcie ciekawe historie Perseusza i jego kompanów. Ten film ma być rozrywką, którą świetnie ogląda się w większym gronie, przegryzając popcorn i popijając colą. Bo to nie jest wcale zły film o ile spojrzy się właśnie pod takim kątem, o jakim tu piszę. Może nie dostarcza on tyle rozrywki, co chociażby „Transformers” (póki, co będzie to dla mnie jakieś odniesienie pustego filmu rozrywkowego, który mimo wszystko ogląda się znakomicie), jednak wciąż ogląda się go bardzo dobrze.
I muszę to napisać – zbojkotowałem 3D. I chyba będę robił to coraz częściej, bo już mam tego dość. Specjalnie nie poszedłem do kina, bo nie było zwykłej wersji, poczekałem na… no sami wiecie. :P Szalę goryczy przechyliło „Toy Story 3” na które wydałem 22 zł (seans 3D) a równie dobrze mogłem wydać 18 zł (seans 2D), bo połowę bajki oglądałem bez okularów, zero, dosłownie Z E R O trójwymiaru. Ale dobra, na ten temat wyżalę się przy okazji (fenomenalnego) „Toy Story 3”.

Wracając do „Starcia Tytanów”, to jednak można było pokusić się o więcej mitologii (no ja ją po prostu lubię, serio), a nie skupić się na samej nawalance. A, i sposób unicestwienia Krakena był dla mnie taki jakiś… błahy. A i wiecie, co jeszcze? Będzie druga część, bo pierwsza zarobiła mnóstwo pieniędzy. Nie wiem, co w niej będzie to jedynka była taka skończona, że nie wiem, co oni chcą jeszcze dopisać. No chyba, że wezmą się za całą mitologię, to w ten sposób można i zrobić z 10 filmów. Tylko czy wszędzie był Perseusz? Nie wydaje mi się. Aaaaaalbo! Napiszą własną historię z bohaterami mitologicznymi – byłoby ciekawie gdyby scenariusz pisał ktoś inteligentny (np. Jonathan Nolan), ale niestety to nie ta półka… Podsumowując – obejrzeć warto jeśli naprawdę macie ochotę na prosty i wciągający film rozrywkowy.

