„Alvin i wiewiórki” miało być jednorazową przygodą. Jednak zarobiło kupę kasy, tak, więc powstała część druga. I jej poziom jest dokładnie taki, jak drugie części innych filmów powstających tylko i wyłącznie dla pieniędzy – źle.
W „Alvin i wiewiórki 2” poznajemy trzy siostry-wiewiórki, Britanny, Jeanette i Eleonorę. Ian (David Cross), któremu nie udało się zarobić pieniędzy na Alvinie i jego braciach, bierze pod skrzydła dziewczęta i tak powstaje konkurencja dla Chipmunków – The Chipettes. Dodatkowo Alvin, Teodor i Szymon muszą sobie radzić sami, bo Dave (Jason Lee) po nieszczęśliwym wypadku trafia do szpitala, a braćmi opiekuje się niezdarny Toby (Zachary Levi).
Reżyserka tej kontynuacji, Betty Thomas, ma na swoim koncie takie filmy jak „Dr Dolittle” z Eddie’m Murphy czy „28 dni” z Sandrą Bullock. Zrobiła też całkiem udaną komedię „John Tucker musi odejść”. W związku z tym nie wiem, co poszło nie tak, ale ten film tej pani się nie udał. Jest nieznośny, ciężko dotrwać do końca i nie ma w sobie nic, co cieszyło w poprzedniej części. Bzdetny scenariusz, jakby pisany na kolanie na szybko tylko po to, aby zrobić kolejny obraz a ludzie nie zapomnieli o Alvinie i jego braciach.

A przecież, gdyby odczekać ze dwa lata, popracować nad scenariuszem i zrobić naprawdę dobry film, to na pewno zrobiłby sporo, a może nawet więcej, bo im dłużej się na coś czeka, tym bardziej się tego chce. Ale to jest Hollywood. Tutaj wszystko trzeba szybko, na skróty i ważne, aby zarobiło. To straszne i przerażające. „Alvin i wiewiórki 2” to film zły. Myślę, że nawet dzieciom może się nudzić, już nie mówiąc o starszych, którzy absolutnie nic ciekawego tutaj nie znajdą. Powinien leżeć nisko na jakiejś półce, pomiędzy „Załogą G” a „Sezonem na misia 2”. Odradzam.

