Jakkolwiek nie zacząłbym tej recenzji, nie będzie to odpowiednie. Bo większość została już powiedziana, a resztę trzeba po prostu zobaczyć. Z filmami, a właściwie animacjami Pixara jest tak, że trudno je oceniać. Bo czegokolwiek by się nie napisało, wciąż czuje się nie dosyt, że to za mało. I mimo, że „Odlot” jest odrobinę słabszy od „Wall-E’ego”, to nadal mamy do czynienia z wielkim dziełem.
Już sam bohater filmu jest bardzo nietypowy. Oto podstarzały, samotny dziadek, Carl Fredricksen na starość wybiera się w podróż marzeń. Domek w samym centrum wielkiego miasta nagle wznosi się ku górze, a pomaga mu w tym mnóstwo małych baloników. Przypadkiem jednak na „pokładzie” znalazł się młody skaut Russell. Razem dotrą do dżungli, gdzie czeka ich mnóstwo niesamowitych przygód.
Najodpowiedniejsze w tym momencie byłoby napisanie zdania: musicie to obejrzeć, i zakończenie tej recenzji. Bo moje słowa i tak nie oddadzą całej magii „Odlotu”. Już przy „Wall-E’im” brakło mi słów, teraz jest podobnie. Dzieło Pixara urzeka pod każdym względem. Przede wszystkim przepiękna animacja, która współgra z fabułą – mam tu na myśli fakt, że gdy oglądaliśmy życie Carla po śmierci żony, wszystko było szare, wyblakłe, dopiero po wyruszeniu w podróż nabrało kolorów. Pod koniec również na moment jest zauważalny ten trend, ale nie będę zdradzał, z jakiego powodu.
„Odlot” porusza mnóstwo tematów, które wydawałoby się nie są odpowiednie dla bajek. Bo i śmierć żony, i kłopot z posiadaniem dziecka. Starość, konflikt pokoleń, zmierzenie się dorosłości z dzieciństwem – w tym archetyp bohatera z dzieciństwa. Ale co ważne, nie jest to jakoś mocno zaznaczone tak, aby przytłaczało czy było głównym motywem. To tylko tło, jednak zauważalne. Najważniejsza jest tutaj przygoda bohaterów oraz przyjaźń. Twórcom udało się w idealny sposób połączyć świetny i wciągający film z przesłaniem i morałem. Często zdarza się, że gdy dobiegamy do końca jakiejś produkcji filmowej, sam morał albo nas śmieszny albo w ogóle jest niezauważalny. Nic takiego nie zdarzyło się w „Odlocie”. Tu wszystko jest na miejscu i tak jak powinno być.
I po raz kolejny Pixar stworzył najlepszą animację roku. Tym razem jednak inaczej. „Odlotowi” po piętach deptał „Fantastyczny Pan Lis” oraz „Koralina”. Tego pierwszego nie widziałem, a ta druga świetna, choć słabsza od opisywanego tu filmu. I na koniec, to, co miałem napisać wcześniej: musicie to obejrzeć!

