13 Sty 2010
Oryginalny tytuł: Moon | Reżyseria: Duncan Jones Tajemnica Księżyca

Moon Nie da się ukryć, że rok 2009 był bardzo udany dla kina Science Fiction. Nie tylko mieliśmy świetnego „Star Treka” czy „Strażników”, ale mnóstwo mniejszych filmów, po których nie wiadomo było, czego się spodziewać („Dystrykt 9”, „Moon”, „Pandorum”, „Push”). Całość na koniec dopełniła najbardziej oczekiwana wisienka – „Avatar”. Jednak póki, co, skupmy się na brytyjskim „Moon”.

Bohaterem jest Sam Bell (Sam Rockwell), który już od prawie trzech lat przebywa w placówce Sarang na Księżycu. Firma Lunar, dla której pracuje, przeczesuje Księżyc w poszukiwaniu energii. Kontrakt bohatera przewidywał trzy, pełne lata to też jego myśli skupiają się już głównie na powrocie do żony i córki. Jednak na dwa tygodnie przed końcem pracy, dzieje się coś dziwnego, a w Sarang pojawia się ktoś dziwnie znany…

Sam Rockwell Nie powiem, że nie oczekiwałem tego filmu. Gdy tylko się o nim dowiedziałem, zaciekawił mnie. Zapowiedź obiecywała coś skromnego, ale ciekawego i pasjonującego. Czy to dostałem? Pośrednio, ponieważ jest to na pewno film godny uwagi. Wciąga i ogląda się go bardzo szybko. Satysfakcjonuje też zakończenie. Jak więc są moje zarzuty? Właściwie jasnych i klarownych minusów przedstawić nie mogę, jednak czegoś mi brakowało.

Pewne jest, że każdy ten film może odebrać inaczej. Bo oto przed nami obraz o samotności, ale i poświęceniu. O wszechobecnym złym systemie i walce człowieka z nim. O walce z samym sobą (pośrednio i dosłownie). Momentami atmosfera staje się duszna i klaustrofobiczna. Całego, pozytywnego wydźwięku dodaje doskonała muzyka Clinta Mansella. Siłą dzieła Duncuna Jonesa jest tajemniczy i kameralny klimat. To się po prostu czuje, ten świat, uczucia i samotność bohatera.

I w końcu – „Moon” to absolutnie genialna kreacja Sama Rockwella. Bez niego tego filmu by nie było – i nie tylko, dlatego, że przez jakieś 90% widzimy tylko go oraz słyszymy głos Kevina Spacey’a (GERTY). Rockwell tworzy ten film swoją osobowością i charyzmą. Jest to zdecydowanie jedna z ciekawszych ról tego roku, jednak podobnie jak Sharlto Copley w „Dystrykcie 9”, strasznie niedoceniona i niezauważona. Zupełnie tego nie rozumiem…

Podsumowując, „Moon” urzeka i wciąga. Ogląda się go z ogromną przyjemnością i dlatego też jak najbardziej wam go polecam. Kawał porządnego kina science-fiction z domieszką dramat życiowo-obyczajowego.

Moja ocena: 8+/10

Powyższa recenja jest archiwalna. Oznacza to, że została napisana jako jedna z pierwszych, podczas początków Filmloga. Różni się ona znacząco od nowszych recenzji, przede wszystkim jakością, długością i zawartością merytoryczną. Nie usuwam tych recenzji - chociażby z sentymentu. Dlatego też, pisząc komentarz, miej to na uwadze.

Wszystkie oddane komentarze znajdują się w sidebarze po prawej stronie »

Napisz komentarz




Pamiętaj, że moje recenzje, to tylko i wyłącznie moje subiektywne zdanie na temat obejrzanych przeze mnie filmów. Komentuj film, a nie moje zdanie. Staram się nie usuwać żadnych komentarzy, jednak wszelka próba obrazy czy prostackiej krytyki mojej postaci będzie usuwana. Nie boję się krytyki, jednak powinna ona mieć poziom...