Dystrykt 9 (2009)

Oryginalny tytuł: District 9 | Reżyseria: Neill Blomkamp You Are Not Welcome Here

Jeśli twoja krótkometrażówka odniesie sukces, wkrótce prawdopodobnie nakręcisz film pełnometrażowy. Taki wniosek mi się nasunął jakiś czas temu (patrz „Dystrykt 9”, „9” i „Galerianki”). Ale nie o tym tutaj miałem pisać. Oto powstał film „Dystrykt 9” w reżyserii Neilla Blomkampa, który wcześniej nakręcił „Alive In Joburg”, krótkometrażówkę na ten sam temat.

Dystrykt 9Wszystko tutaj jest inaczej, niż mogłoby się wydawać. Oto 28 lat temu na Ziemię przylecieli kosmici. Jednak nie do Stanów Zjednoczonych, a do Johannesburga w Republice Południowej Afryki. Nie są mądrzejsi od ludzi, a wyglądem przypominają krewetki (tak też są nazywani). Zostali wrzuceni do oddzielonej części miasta nazwanej Dystryktem 9, która przypomina getto. Przez te kilkanaście lat krewetki i ludzie nie żyli w zgodzie, handel bronią kosmitów w zamian za jedzenie dla kotów, ‘mafia’ na terenie getta a nawet międzygatunkowa prostytucja to tylko niektóre z problemów. Korporacja zajmująca się Dystryktem 9 postanawia przetransportować wszystkich obcych z dala od ludzi. Jednak, aby wszystko wyglądało dobrze, trzeba zdobyć podpisy wszystkich Krewetek, co by wiedziały o przenosinach. W tym celu Wikus van de Merwe (Sharlto Copley) odwiedza dom po domu i zdobywa podpisy. Niestety, zostaje zarażony jakimś wirusem, który modyfikuje jego DNA…

W tym filmie można by odnaleźć sporo ciekawych rzeczy. A to np. różnice rasowe na przykładzie traktowania kosmitów mogą być odniesieniem do stosunków czarni – biali, Dystrykt 9 mógłby służyć, jako metafora getta, a Żydów stanowiłyby Krewetki. I jeszcze wiele innych odniesień – gdyby tylko reżyser chciał. Niestety, gdzieś w połowie filmu ucieka cała magia i poziom spada łeb na szyję. Bo „Dystrykt 9” to nie jest zły film, baa, jest bardzo ciekawy. Po prostu twórca chyba nie miał za bardzo pomysłu jak doprowadzić go do końca. Cała ta strzelanina pod koniec na nic się nie przydaje i psuje dobre wrażenie.

Bardzo jasny punktem filmu – chyba można rzec, że nawet najlepszym jest Sharlto Copley, nikomu nieznany aktor z RPA. Świetny debiut i dziwi mnie, że kolejne koła krytyków z Ameryki nie zauważają tej roli, podobnie dziennikarze od Złotych Globów i jak się domyślam tak też będzie i z Akademią (doceniana jest tylko reżyseria i scenariusz). A szkoda, bo warto by, chociaż nominacją nagrodzić aktora, bo świetnie odegrał swoją rolę. Ale prawdopodobnie jeszcze nie raz będzie miał okazję się wykazać, bo już został zauważony w Hollywood – w ekranizacji „Drużyny A” zagra Murdocka (w 2010).

Plusem filmu jest też ogólna nieszablonowość. Pomijam końcówkę, patrzę na ogół – w końcu kosmici nie lądują w Ameryce. Nie są inteligentni. Nie są zieloni. Nie chcą nas zniszczyć. Są zagubieni, bezradni. Ale i obrzydliwi, nie współczujemy im. Są jak obcy, którzy wtargnęli na nasz teren, ale zrobili to raczej nieświadomie i nie wiedzą jak teraz opuścić nie swój teren.

To dobry film ze świetną rolą główną. Dobry do połowy, bo potem już się rozjeżdża… Chyba reżyser (dla którego to również debiut w pełnym metrażu) lepiej radzi sobie w krótszych formach. Szkoda, szkoda, bo naprawdę mogłoby z tego wyjść coś świetnego, zamysł był genialny. Podobało mi się, jak na kino science fiction to jest to bardzo dobry film. Polecam.

Moja ocena: 6+/10

  Sty 04 2010, 20:54:35, link 
1. Damian

Jeśli chodzi o całokształt to film podobał mi się w połowie 5/10


  Sty 04 2010, 22:46:01, link 
2. BTM

A ja zacytuję tylko mojego ostatniego bohatera "Crap, on top of crap, on top of crap, on top of crap". Jeżeli hilightem filmu jest dla mnie scena zastrzelenia kogoś kombinacją gravity gun + świnia, to nie jest to dobry film ;-)


  Sty 04 2010, 23:08:00, link 
3. maxcine

Ogólne wrażenie "w końcu coś nowego/innego/świeżego w SF" mam do dzisiaj. Fakt, gdzieś tak w połowie filmu jego oryginalna konwencja trochę się rozjeżdża, ale da się to spokojnie przeżyć. Warto zobaczyć.


  Sty 05 2010, 14:37:43, link 
4. lola king

Zgadzam się w 100%. Miałam dokładnie takie same odczucia. Na film trafiłam całkowicie przypadkiem, ktoś bliski mi go po prostu polecił, a sam film zaciekawił mnie na maksa, świetny wręcz Copley, i zgadzam się z tą końcówką, chociaż ja właśnie za nieszablonowość i oryginalnością, której to brakuje mi w dzisiejszym kinie, dałam 7;] Pozdrawiam ;]


  Sty 07 2010, 10:47:00, link 
5. pafffcio

Nie do końca się z Tobą zgadzam. Pierwsza połowa jest faktycznie dobra, natomiast druga moim zdaniem jeszcze lepsza. Owszem, zdażają się fragmenty nieudane, pomysły które można byłoby sobie darować. Ale...
No właśnie, jest kilka rzeczy, które odróżniają ten <i>Dystrykt</i> od innych dzieł mu podobnych. Po pierwsze obraz ludzkości w nim ukazany nie jest zbyt kolorowy. Jesteśmy rządnymi krwi jednostkami dążącymi do swoich sukcesów po trupach. Niewiele pod tym względem różnimy się od zwierząt. Wiele natomiast od kosmitów z <i>Dystryktu</i>, którzy jednak pod tym względem okazują się być lepiej rozwinięci. Co jednak było jeszcze większym plusem jak dla mnie - na początku moja sympatia była z ludźmi. Wszelkiej maści wywiady, obrazki w których kosmici zachowują się jak dzikusy itp. z czasem jednak, niezauważenie przeszła ona na stronę obcych. Bardzo ładnie reżyser to zrobił, bo to całe przejście sympatii było jak najbardziej zaplanowane.
Dla mnie jeden z lepszych filmów minionego roku, szkoda że obejrzałem po zrobieniu TOP 10 u siebie na blogu.
Pozdrawiam,
Pawcioq


  Sty 12 2010, 22:16:56, link 
6. Agniecha

A mnie osobiście film zaczarował. Nie wiem co w nim takiego było, ale po prostu straszliwie mi się spodobał. Rzadko mi się o zdarza przy takich filmach, ale prawda jest też taka że wystarcza jedna wspaniała obca istotka, żeby zmieniła moje zdanie na temat tego filmu, bo inaczej zaczynam taką produkcję postrzegać. ja dałam wyżej, ale u mnie jeszcze się nie pojawiła recenzja ;-D
Pozdrawiam ;**


  Lut 08 2010, 20:12:38, link 
7. marakesh

Nie do końca się zgadzam. O ile całość jest bardzo oryginalna pod względem formy, to widz trzymany jest w napięciu do ostatniej minuty, nie wiedząc co tak naprawdę się wydarzy. Być może przedstawienie antagonistów pokazano bardzo łopatologicznie, ale tworzy to spójny obraz naszej świadomości.
Jak już Pafffcio napisał obcy to metafora mniejszości w naszym społeczeństwie. Wręcz zdziwiło mnie, że obcy ani nie przybyli nas poskromić ani też z misją pokojową. Po prostu zostali uchodźcami.
Dla mnie druga połowa filmu absolutnie nic nie traci. Owszem pierwsza część może wydawać się bardziej zróżnicowana, bo fabuła przyjmuje formę reportażu, natomiast dalej to już gibka akcja. Cieszy mnie, że w film SF pchnięto dużo świeżości. Bardzo mi się podobał. A recenzja na moim blogu ;).
Pozdrawiam,
marakesh


Dodaj swój komentarz