2012 (2009)

Oryginalny tytuł: 2012 | Reżyseria: Roland Emmerich Beautiful Disaster

2012 Rok 2012 dla Polaków oznacza jedno – Euro. To czy będzie to katastrofa czy nie, to dopiero się okażę, a każdy ma swoje zdanie na ten temat. W USA rok ten kojarzony jest głównie z przepowiednią Majów, jako iż 21 grudnia 2012 nastąpi koniec świata. Temat podchwycił Roland Emmerich – Master of Disaster.

Scenarzyści (Emmerich & Harald Kloser) obmyślili, że nowym powodem do masowej zagłady będą niejakie neutriny, czyli coś w rodzaju rozbłysków wysłanych przez nasze ukochane słońce. Spowodują one roztopienie warstwy tuż pod skorupą ziemską, która działa trochę jak taki klej – gdy nie będzie, kontynenty będą dryfować jak góry lodowe po oceanach, a w dalszej konsekwencji to spowoduje trzęsienia ziemi, tornada… i sami wiecie co jeszcze.

Jest widowiskowo – temu nie da się zaprzeczyć. Reżyser takich hitów jak „Dzień niepodległości” czy moje ukochane „Pojutrze” po raz kolejny w pełni wykorzystuje możliwości komputerów. I mimo, że w większości wypadków można powiedzieć ‘ale to już było’, nigdzie wcześniej wszystkiego tego ‘co już było’ nie mieliśmy w jednym miejscu. Sceny trzymają w napięciu i zabawa jest przednia. Moja ulubiona scena, to jak ze spokojnego Yellowstone robi się wybuchowy wulkan.

2012

Oczywiście film Emmericha musiał zawierać w sobie wszystkie niepotrzebne rzeczy, które katastroficzne potworki powielają zawsze, takie jak patos, mnóstwo niezwykłych zbiegów okoliczności, nieśmiertelność głównych bohaterów i olbrzymie szczęście u tychże. Co pół godziny ktoś ze śmiertelną miną przemawia, Jackson „Zbawca Świata” z rodziną może odwiedzić walące się Las Vegas czy wybuchające Yellowstone, brak paliwa w samolocie też mu nie straszny. Jest tego jeszcze więcej, ale nie będę wam psuł seansu. Co też niezmienne – aktorstwo nie jest na najwyższym poziomie, za to muzyka jest bardzo dobra.

2012” trzyma ciekawy poziom do pewnego momentu – mniej więcej do czasu, gdy na ekranie widzimy już wielkie Arki, która uratują wybrańców. Gdyby sceny na nich były inne – i nie chodzi mi o samo zakończenie, bo te było dobre – bardziej o to, że wspomniany wcześniej przeze mnie Jackson, nikomu nieznany człowiek nagle zaczyna obchodzić całą ludzkość zgromadzoną na statkach. A gdy zniknie nam z oczy na kilka sekund… płacz i zgrzytanie zębów… potem pojawia się i tadam! Brawa, okrzyki, szampan! I to nie wśród rodziny bohatera, ale wśród głów państw itp. – no dla mnie to normalnie nie jest i gdyby nie to, było by 8. Mocne i zdecydowane 8. A tak? Tu pan Emmerich przegiął maksymalnie i stracił punkcik.

Kolejną wadą, którą tak pod koniec już wymienię – jeszcze przed premierą filmu ogłoszono, że powstanie serial „2013”, który opowie o wydarzeniach po filmie „2012”. Po co taka wiadomość zanim obraz trafił do kin? Ja np. brałem pod uwagę możliwość, że nikt nie przeżyje i nawet byłbym zainteresowany takim zakończeniem. A tak, widziałem, że ktoś na pewno przeżyje. Taki trochę spoiler na siłę.

2012

Podsumowując jednak, „2012” to porządna rozp….ucha, którą zobaczyć warto i to najlepiej w kinie. Pamiętajcie tez, aby nie iść do kina z nastawieniem, ze idziecie na jakiś nowatorski i fantastyczny film. To po prostu udana superprodukcja, do jakich nas Roland Emmerich przyzwyczaił. Jeśli to wiecie, to nie powinniście być zawiedzeni. Ja nie jestem i z czystym sumieniem wystawiam siódemkę.

Moja ocena: 7/10

  Gru 05 2009, 17:24:09, link 
1. ktrya

Dla mnie 2012 to dyplom i matura...
A co do spojlerów, to często mnie dotyczy, kiedy są adaptacje książek kilkutomowych, jak np. Harry Potter, wiadomo, że on nie zginie, bo do 7 cz. musi jakoś dotrwać.


  Gru 06 2009, 00:12:47, link 
2. maxcine

Każdy kto widział poprzednie filmy Rolanda mógł przewidzieć, że końca świata nie będzie... Przeca mamy Amerykę, bez niej świat zginąłby już dawno temu :P Największa wadą obrazu jest brak... jakiegokolwiek dramatu. Świat się wali, ludzie giną ale żebym się jakoś tym przejął czy cuś... Nic, null, zero. Film głupawy, ale dobry i warto go zobaczyć dla kapitalnej demolki.


  Gru 06 2009, 08:10:52, link 
3. lola king

Filmy Emmericha zawsze emanowały zbędnym patosem i uwielbieniem dla wszystkiego co amerykańskie. Czy jakoś mi to przeszkadza? w jego filmach do się to jeszcze przeżyć, nie jest to tak bardzo dotkliwe. A poza tym rozrywka jest i to jest najważniejsze ;] Pozdrawiam ;]


  Gru 06 2009, 15:32:22, link 
4. szymalan

Przyznam się szczerze, że dla mnie ten film tak bardzo przesunął wszelkie granice głupoty i nieprawdopodobieństwa, że przekracza granicę parodii. Świetnie bawiłem , uśmiałem na całego i odprężyłem po pełnym tygodniu, ale fakt- nie jest to koniec świata, jaki powinno pokazać kino. Zabrakło tego, o czym napisał maxcine- dramatyzmu, napięcia, więcej wrażliwości (końcówka zbyt słodka!!). 6/10, za rollecoasterową jazdę, która do popkornu i zimnej coli pasuje jak ulał.
pozdrawiam


  Gru 07 2009, 13:47:39, link 
5. kacyper

jak zawsze się nie znasz:P ja bym dał 10 :D


  Gru 13 2009, 20:26:30, link 
6. Melman

Rozmawiając na temat tego całego zamieszania wokół końca świata, usłyszałam takie zdanie: "gdy skończy się kalendarz Majów, to zacznie Czerwców". Może serial 2013 będzie opowiadał właśnie o "Czerwcach"? ;P


  Gru 16 2009, 23:36:55, link 
7. Ździwiony

A ja nie wiedziałem, że ma być serial 2013. Teraz dopiero wiem.


Dodaj swój komentarz