Dragonball - Ewolucja (2009)

Oryginalny tytuł: Dragonball Evolution | Reżyseria: James Wong Profanacja mojego dzieciństwa

Dragonball - EwolucjaDragonball” to obok Pokemonów i Rycerzy Zodiaku jedna z bajek z mojego dzieciństwa. Siedziałem, oglądałem, chłonąłem. Jak na małego dzieciaka to byłem pod wrażeniem. Teraz w sumie, gdybym miał okazję obejrzeć owe kilkaset odcinków to prawdopodobnie nadal by mi się podobało. Gdy jakiś rok czy dwa temu wyszła pierwsza informacja, że planowana jest filmowa wersja serialu podszedłem do tego z rezerwą. Jednak, gdy po jakimś czasie podano nazwiska twórców – zamarłem.

Filmowa fabuła łączy w sobie kilka wątków z każdego sezonu serialu – mamy tutaj Songo (Justin Chatwin), który wraz z Bulmą (Emmy Rossum) szukają siedmiu smoczych kul. Co w serialu zajęło kilkadziesiąt odcinków, w filmie daje nam kilka minut. Głównym przeciwnikiem bohaterów jest Lord Piccolo (James Marsters), który wraz z niejaką Mai (Eriko Tamura) również poszukuje kul. Wkrótce dojdzie do nieuniknionej konfrontacji.

OK. – żeby wszystko było jasne, będę nazywał rzeczy po imieniu – po obejrzeniu tej szmiry cisnęło mi się na usta tysiące niecenzuralnych słów, których tu jednak nie przytoczę. Na samym początku jednak napiszę, że ten film powinien mieć tytuł „Dragonball – Desecration” (Dragonball - Profanacja); niestety, to nie mi dane było nadać tytuł… Ewolucja… Ekhm.

Dragonball

Reżyserem filmu jest James Wong, twórca „Oszukać przeznaczenie” oraz „Oszukać przeznaczenie 3”, scenarzysta jest jeszcze bardziej no-name. O aktorach nie wspomnę, bo i debiutanci czasem potrafią dobrze zagrać, potrzeba tylko kogoś, kto im wskaże dobrą drogę – czego powiedzieć na pewno nie można o reżyserze tego filmu.

Zawiodło wszystko, co zawieść mogło. Scenariusz, który powinien być ukierunkowany na jedną z serii (dzięki czemu w razie sukcesu można by ekranizować kolejne części) czerpie z każdej po trochu. Spektakularne walki, które oglądaliśmy przez kilka odcinków w serialu tutaj trwają ułamki sekund. Nie ma krwi, choćby nie wiem jak kogoś mocny by bili. Efekty specjalne aż gryzą w oczy swoją sztucznością. Z każdą kolejną minutą tego filmu narastało moje zażenowanie i zdenerwowanie.

Dragonball

Bo to nie jest tak, że saga „Dragonball” nie jest do zekranizowania. Na pewno jest – gdy wziął się za to taki Steven Spielberg, Peter Jackson czy James Cameron – do tego trzeba kogoś z doświadczeniem, kogoś kto by miał pomysł, wizję, możliwości, talent i potencjał. Wszystko to, czego zabrakło twórcom tego filmu.

Z przerażeniem spoglądam na stronę Filmweba, gdzie w powiązanych widnieje film „Dragonball 2: Reborn” z datą 2011. Czy takie coś powstanie? W chwili obecnej ciężko powiedzieć, wyniki finansowe „Dragonball – Ewolucja” były fatalne i tak naprawdę nie wiadomo, co dalej. Z niektórych źródeł dobiegają informacje (link), że Fox (producent) może chcieć zresetować serię i nadać jej prawidłowy bieg. Cóż, zaangażujecie kogoś odpowiedniego to i prawdopodobnie film się uda. Jednak obraz Wonga, to kicz w czystej esencji, profanacja legendy i zbezczeszczenie bajki mojego dzieciństwa. Nie polecam, odradzam, przestrzegam.

Moja ocena: 1/10

  Paź 10 2009, 14:47:07, link 
1. D4rky

Teraz w sumie, gdybym miał okazję obejrzeć owe kilkaset odcinków to prawdopodobnie nadal by mi się podobało.

No nie wiem ;) Kiedyś sobie ściągnąłem na próbę losowy odcinek ripowany jeszcze z RTL i musiałem go przewijać, bo Goku umierał przez cały odcinek :P


  Paź 10 2009, 15:12:41, link 
2. Refresh

Teraz, to DB Kai jest wyświetlany na x-lecie DB Z: wzięli to drugie, wycięli wszystkie fillery, 5-minutowe kłębowiska dymu itp. i robią z serii 2xx odcinków serię 50-epkową, która wreszcie daje radę i nie nudzi :)


  Paź 10 2009, 18:10:40, link 
3. maxcine

E tam, ja dałem 3, bo ubaw z tej "mega produkcji" miałem całkiem niezły. Jesteś zwyczajnie za stary na takie klimaty, dzieciakom na pewno się podobało :P


  Paź 10 2009, 21:33:11, link 
4. lola king

No tak tylko, że taki Jackson, czy też Spielberg raczej nie brał by się za coś takiego. Ta nazwa, Dragonball - Desecration bardzo mi się spodobała i popieram. Cóż tu więcej dodać, szmira to szmira. Szkoda tylko, że tak łatwo jest komuś zepsuć, ulubioną bajkę z dzieciństwa ;]


  Paź 11 2009, 18:32:54, link 
5. szymalan

Zgadzam sie z maxcinem , ten film to całkiem niezła zabawa , jeśli się nie bierze się tego widowiska w ogóle na serio. Jako swoisty głupkowaty żart- 3/10


  Paź 15 2009, 19:18:31, link 
6. Lamper

Tak, film osiągnął dno. Nie zaciekawił mnie ani na sekundę, wytrzymałem do końca tylko ze względu na szacunek do bajki. A właśnie co do tego Kai, coś o tym słyszałem i miałem tego poszukać, może być ciekawe.


  Paź 15 2009, 23:42:06, link 
7. aciddrinker z google chrome

ten film nawet mialem obejrzeć ze względu na Stephena Chowa, który jest producentem tego tytułu. ale skoro TY dajesz jedynkę to coś naprawdę jest na rzeczy


  Lis 10 2009, 00:27:13, link 
8. snajper

Szkoda swój - jestem wielkim fanem anime Dragon Ball posiadam wszystkie dpinki i oglądałem wszystkie ponownie jakis rok temu. Poszliśmy na ten kin (ja i 4 moich kumpli) z małą nadzieja, a wszlśmy z kina ze złością. Dobre 2 godziny trwała dyskusja jak mozna spieprzy8 ta dobre anime... szkoda gadać... pozdrawiam i zapraszam do mnie http://sandra-bullock2.blog.onet.pl / Maciej


Dodaj swój komentarz