Ślubne wojny (2009)

Ślubne WojnyJak zwykle w pierwszym kwartale roku mamy w kinach trochę komedii romantycznych, trochę horrorów (głównie remaków azjatyckich dzieł) i jakąś animację. Pierwszy typ filmów w tym roku reprezentują „Ślubne wojny” z Kate Hudson oraz Anne Hathaway i jak zwykle, poziom nie jest zbyt wygórowany, ale i nie najgorszy.

Dwie bohaterki, Liv (Kate Hudson) i Emma (Anne Hathaway) to przyjaciółki praktycznie od zawsze. Mimo że ich kariery różnią się znacznie – Liv to zimna i twarda kobieta sukcesu, natomiast Emma stoi raczej w jej cieniu. Obie panie bez przerwy marzą o bajecznie wielkim i wystawnym ślubie. I gdy ich mężczyźni w końcu im się oświadczają, wielka machina ślubna rusza. Pech sprawia, że za błędem jakiejś sekretarki, przyjaciółki dostały tę samą datę ślubu w wymarzonym hotelu Plaza. Przyjaźń się zatraca, rozpoczyna się wojna o to, kto będzie miał lepszy ślub.

Jak już na początku napisałem, „Ślubne wojny” nie jest jakąś nowością w gatunku komedii romantycznych, ale nie jest też strasznie złym filmem. Ogląda to się tak jak większości tego typu filmów – na luzie, czasem z uśmiechem, najlepiej w większym gronie lub z ukochaną osobą. Pozycja idealna na randki.

W filmie główne role powierzono Kate Hudson oraz Anne Hathaway. Pani Hudson od lat gra głównie właśnie w tego typu filmach – pewną odskocznią będzie musical „Nine”, który premierę będzie miał pod koniec bieżącego roku. Odnośnie pani Hathaway to można stwierdzić, że jest to aktorka, która cały czas próbuje różnych gatunków i szuka czegoś najbardziej odpowiedniego dla siebie. Bo w jej filmografii mamy zarówno świetne komedie „Diabeł ubiera się u Prady” i „Dorwać Smarta”, dramaty „Rachel wychodzi za mąż” i „Tajemnica Brockeback Mountain”, pseudo thriller psychologiczny „Ocaleni” oraz dwie części „Pamiętnika dla księżniczki” familijnego obrazu dla najmłodszych. Ja jednak najbardziej czekam na „Alicję w Krainie Czarów” gdzie Hathaway wcieli się w Białą Królową. Reżyserią zajmie się sam Tim Burton – premiera w 2010.

Co ważne – film się nie dłuży. Całość jest tak poprowadzona, że oczywiście wiemy jak się to skończy, jednak sprawna reżyseria (Gary Winick) spowodowała, że ogląda się miło, zgranie i powabnie. Nie powiem wam, czy macie iść i to obejrzeć, bo to już wasza decyzja, jednak ja bawiłem się dobrze. No i na Hudson to mógłbym patrzeć i patrzeć, a w tym filmie prezentowała się wyjątkowo dobrze.

Moja ocena: 4/10

  Sie 22 2009, 21:39:10, link 
1. ktrya

chciałam obejrzeć, ale coś mi napisy nie grały no i zrezygnowałam


  Sie 24 2009, 11:58:53, link 
2. lola king

Sam pomysł na realizacją tego filmu był całkiem dobry, ale z wykonaniem już gorzej. Ja bardzo lubię Anne Hathaway i też z niecierpliwością czekam na Alicję w Krainie Czarów, a co do Hudson, to nie mam jeszcze wyrobionego o niej zdania. Ale tak jak ty, filmu nie oceniam najgorzej, też się całkiem dobrze przy nim bawiłam. Pozdrawiam ;*


  Sie 24 2009, 14:00:05, link 
3. tranc

Hudson trafiła się dobra rola w Almost Famous, a potem lawinowo w dół. Te komedie romantyczne z jej udziałem sypią się jedna po drugiej, jedna gorsza od drugiej.


Dodaj swój komentarz