Australia, ze stolicą w Canberrze (a nie Sydney, jak wszyscy mylą, tak dla przypomnienia), to kraj trudny, ale i piękny. Baz Luhrmann, reżyser rewelacyjnego „Moulin Rouge!” postanowił zrealizować wielką epopeję na miarę „Przeminęło z wiatrem”. Czy mu się udało?
Historia opowiada o angielskiej arystokratce Sary Ashley (Nicole Kidman), która dziedziczy farmę po swoim mężu. Sama nie jest w stanie nad nią zapanować to też z pomocą przychodzi jej doświadczony Poganiacz (Hugh Jackman). Okazuje się, że jej mąż został zabity, a miejscowy potentat bydła chce przejąć atrakcyjną farmę wraz z całym bydłem, które się na niej znajduje. Sara postanawia za wszelką cenę uratować to, czym zajmował się jej mąż.
Film Luhrmanna podobał mi się bardzo, mimo iż nie ustrzegł się od kilku bledów, ale o tym potem. Przede wszystkim zachwyca strona wizualna „Australii”. Przepiękne krajobrazy tego malowniczego państwa/kontynentu, piękne zdjęcia, scenografia i kostiumy. Dodatkowo czar tworzy cudowna muzyka.
„Australia” to również wciągająca fabuła. Owszem, trwało to prawie trzy godziny i kończyło się kilka razy, to jednak nie nudziłem się, a wręcz przeciwnie – oglądałem z wielkim zainteresowaniem. Wielu zarzucało reżyserowi i scenarzyście, że nie potrzebnie przeciągnęli film w nieskończoność. Nie zgadzam się z tym poglądem, rzeczywiście, kilka razy myślałem, że ‘tak to właśnie teraz się skończy’, ale gdy się tak nie działo to pojawiał się uśmiech na twarzy i oglądałem dalej. A gdy już padło właściwe zakończenie i pojawiły się napisy byłem w pełni usatysfakcjonowany.

Role główne powierzono Hugh Jackmanowi oraz muzie reżysera, Nicole Kidman (podobno zgodziła się na udział w filmie w ogóle nie czytając scenariusza!). Oboje spisali się doskonale. Oczywiście mnie dużo bardziej zachwyciła Nicole, nie od dziś wiadomo, że jest to moja ulubiona aktorka. Świetnie pokazała zderzenie damy z Londynu z brutalnym i ciężkim światem Australii. Warto też nadmienić, że zarówno Hugh jak i Nicole są rodowitymi Australijczykami.
Podsumowując, „Australia” to film wielki i ważny. Mimo, że wywołał mieszane uczucia wśród krytyki i publiczności to wg mnie jest wśród moich siedmiu najważniejszych filmów roku 2008. Polecam go wszystko, bo warto obejrzeć, ja nie żałuję seansu (w kinie!)i jestem bardzo zadowolony. Z niecierpliwością czekam na kolejny film Luhrmanna.
Moja ocena: 9/10
Siedem najlepszych filmów roku 2008 wg mnie:
- Slumdog. Milioner z ulicy (2008) reż. Danny Boyle
- Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood
- Mroczny rycerz (2008) reż. Christopher Nolan
- Australia (2008) reż. Baz Luhrmann
- Droga do szczęścia (2008) reż. Sam Mendes
- Wall.E (2008) reż. Andrew Stanton
- Lektor (2008) reż. Stephen Daldry

