Kategorie: Fantasy, Melodramat | Cze 26 2009, 17:04:46
Oryginalny tytuł: The Curious Case of Benjamin Button | Reżyseria: David Fincher Nie taki ciekawy...
Każda recenzja tego filmu zaczyna się tak samo, mówi, że bohater urodził się w niezwykłych okolicznościach. To chyba pierwsze i nie jedyne zakłamanie „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”. Tytułowy bohater (Brad Pitt) urodził się normalnie tj. wyciągnięto go z brzucha kobiety, która wcześniej nosiła tę ciążę dziewięć miesięcy. Jedyna anomalia, to taka, iż Benjamin Button był bardzo brzydki i bardzo stary. Rodzice go porzucili, a pod swoje skrzydła przygarnęła go Queenie (Taraji P. Henson), opiekunka w Domu Starców. Benjamin z dnia na dzień, zamiast się dorastać, a potem się starzeć – młodnieje. Wygląda coraz młodziej, i młodziej… najpierw przeżywa starość, dorosłość, młodość aż w końcu dzieciństwo… Poznaje piękną Daisy (Cate Blanchett), która niestety jest już normalna.
Obiecywałem sobie po tym filmie bardzo wiele. Fabuła zapowiadała się znakomicie. Niestety, zawiodłem się i to bardzo. Właściwie jest to jedyne rozczarowanie wśród Oscarowej piątki Najlepszych filmów, które ogłosiła Amerykańska Akademia Filmowa. Spodziewałem się, że skoro Benjamin ‘idzie w dół’ to będzie to miało duży wpływ nie tylko na jego życie, ale także innych ludzi. Nic bardziej mylnego. Jedyne, w czym mu przeszkodził ten odwrotny proces to miłość. No może aż miłość, nie jest to byle co, jednak równie dobrze bohater mógłby dorastać normalnie i film wyglądałby tak samo. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – chodzi mi o to, że nikt, nawet sam Button nie zainteresował się tym, dlaczego jest tak, a nie inaczej, dlaczego młodnieje, a nie starzeje się, dlaczego to właśnie on, a nie ktoś inny. Nic, zupełnie nic, i on i ludzie mieli to w nosie. A przecież to chyba miała być główna oś zawieszenia dla tego filmu.

„Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” ma bardzo dużo plusów. Przepiękna oprawa wizualna począwszy od świetnie odwzorowanej scenografii lat dwudziestych i trzydziestych, poprzez charakteryzację, kostiumy czy spokojną i nastrojową muzykę Alexandre Desplata. Zachwycają również zdjęcia. Bardzo dobrze zagrał również Brad Pitt, chociaż większe oklaski należą się Taraji. P. Henson. Obydwie role nominowane do Oscara, chociaż Pitt niekoniecznie zasłużenie, w końcu dużo za niego wykonały komputery i charakteryzacja, a nie on sam. Skoro jestem już przy Oscarach – 13 nominacji (najwięcej podczas tego rozdania) zamieniło się tylko w 3 statuetki: za charakteryzację, scenografię i… Efekty specjalne. Wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem, że Akademia woli dać Oscara dla pięknie animującej się twarzy Pitta niż dla niesamowitych efektów w „Mrocznym rycerzu”. No, ale cóż, jej członkowie chyba nie mają pojęcia odnośnie tych technologii, skoro rok temu woleli dać Oscara za ładnie wykreowane zwierzątka w „Złotym kompasie” niż dla zjawiskowych robotów w „Transformers”. Cóż, ale to temat na inne opowiadanie.

Ktoś mógłby stwierdzić, że skoro taki film, takie nazwiska, tyle plusów – to musi być rewelacja. Nie dla mnie. To, co napisałem w drugim akapicie (minus) przewyższa to, co napisałem w trzecim (plusy), co w ogólny rozrachunku kwalifikuje się, jako film nieudany i wielkie rozczarowanie. Można jeszcze dorzucić długość filmu – dłużył się niemiłosiernie – oraz to, że po takim reżyserze jak Fincher naprawdę spodziewałem się więcej. Podsumowując, nie podobało mi się, mimo kilku wartości i pięknej oprawy wizualnej, jest to film słaby i po prostu nudny.
Moja ocena: 4/10
Cze 26 2009, 17:16:31,
link
1. jacek
imho, gdyby "sam Button nie zainteresował się tym, dlaczego jest tak, a nie inaczej, dlaczego młodnieje, a nie starzeje się, dlaczego to właśnie on, a nie ktoś inny" to mielibyśmy kolejny science fiction z wyżej wymienionymi nazwiskami ... a jak wiemy z historii takie film są zwyczajnie strasznie durne ...
Cze 26 2009, 17:28:44,
link
2. jacek
jeszcze słowo ... ocena filmu rzecz subiektywna ... lub mówiąc inaczej: gust jak dupa każdy ma swoją ... ale ocena 4 i ocena 4 dla filmu jak "Jestem na tak" jest chyba nieporozumieniem ... ale ciągle rozumiem, że to tylko "dupa" :D
I kolejne faux pas. Piękno tego filmu polegało właśnie na tym, że nie próbowano wyjaśnić "dlaczego". I co z tego, że ktoś byłby to w stanie wytłumaczyć? Czy to by coś zmieniło? To nie było ważne i dla nas widzów i dla bohatera filmu Benjamina. Dużo ważniejsze było takie zaplanowanie swego życia, by, przy niesprzyjających bądź co bądź warunkach, nie skrzywdzić nikogo w około i by żyć w pełni.
To, że się zawiodłeś na tym filmie jest tylko twoim indywidualnym odczuciem i nic mi do tego. Ale ten film jest jednym z najlepszych filmów ubiegłego roku i Oskary które otrzymał są jak najbardziej na miejscu.
Cze 26 2009, 18:21:09,
link
4. tranc
Ufffff. Przywracasz mi wiarę w swoje recenzje tym!
4/10 to sroga ocena, ale w sumie odzwierciedla multum zarzutów w kierunku tego filmu.
Nudny może nie był, ale cholernie pretensjonalny i łopatologiczny (koliber - nieskończoność mnie rozwaliło na łopatki).
Cze 26 2009, 18:24:37,
link
5. tranc
Jeszcze jedno. Brak chemii pomiędzy bohaterami, wyimaginowane problemy, nieprzekładające się na prawdziwe życiowe sytuacje sprawiają, że mamy wrażenie że oglądamy film o kosmicie, a jego problemy wcale nas nie dotyczą.
Szkoda niewykorzystanego potencjału.. Bardzo się zawiodłem na Fincherze.. Ma 3 świetne filmy (Seven, Fight Club, Zodiac) i byłoby cholerną niesprawiedliwością gdyby dostał statuetkę za tak pretensjonalne kino, jakim jest Button.
Najsłabszy z Oskarowej półki.
Cze 26 2009, 18:29:23,
link
6. bartekfm
"Wiedziałem, że tak będzie, wiedziałem, że Akademia woli dać Oscara dla pięknie animującej się twarzy Pitta niż dla niesamowitych efektów w „Mrocznym rycerzu”. No, ale cóż, jej członkowie chyba nie mają pojęcia odnośnie tych technologii, skoro rok temu woleli dać Oscara za ładnie wykreowane zwierzątka w „Złotym kompasie” niż dla zjawiskowych robotów w „Transformers”. Cóż, ale to temat na inne opowiadanie."
No nie przesadałbym. Oskary to jednak nagroda branżowa i za efekty specjalne przyznają ją spece od efektów. Oni znają tę branże od podszewki i podejrzewam że potrafią doskonale uzasadanić, dlaczego Złoty Kompas (maaaaaaaaarny film) dostał tego Oskara, a nie Transformersi.
Cze 26 2009, 18:44:07,
link
7. szymalan
O żesz, mocno skarciłes ten film, nawet bardziej niż cześć polskich krytyków. Cóż, dla mnie ten film ociera się o arcydzieło, a dziełem sztuki to dla mnie jest na pewno.Mógłbym po kolei, krok po kroku, odpowiadac na wszystkie zarzuty z powyższej recenzji , ale nie wiem czy kogokolwiek by to zainteresowało. Powiem tylko, że to najlepszy film Oscarowy tego roku (hmm.. najlepszy, oprócz Wall.ego) a także najlepszy film Davida Finchera w karierze (albo na równi ze Zodiakiem). Nareszcie facet zaczął kręcic poważne, świetne kino z wysokiej półki. Ciekawe co zmajstruje następnym razem..
pozdrawiam
A dla mnie to jeden z najpiękniejszych filmów tego roku. Przecudna, nastrojowa baśń, z niesamowitym klimatem i wieloma mądrymi myślami do zapamiętania. I nie za bardzo rozumiem czemu oczekiwałeś, że główną osią tego filmu będzie wyjaśnianie przypadłośc Benjamina...
Aha i ponownie powiem, że wg mnie Oscar za efekty jak najbardziej zasłużony. Wg mnie w cgi właśnie o to chodzi by nie było ich zupełnie w filmie widać i to twórcom udało się idealnie. A jeśli widziałeś filmik na youtubie to wiesz, że ingerencji w obraz w tym filmie było co nie miara.
Miałeś złe nastawienie, ja bylem przekonany że to przede wszystkim będzie romansidło a tutaj nawet sporo się działo, szczególnie na holowniku :)
Dlatego dla mnie to było jak najbardziej mile zaskoczenie :)
W dużej mierze się zgadzam. Na pewno rewelacyjna była Taraja P. Henson, na pewno Oscar za efekty specjalne był dość dziwną sprawą. Zgadzam się też, że trochę zakłamań i niedociągnięć było.
Ale nie zgadzam się, że nie miało to większego wpływu na jego życie. Miało na miłość, a jego życie kręciło się w sumie wokół miłości. Nie mniej jednak też się zawiodłem. Dla mnie to tylko porządny film. Daję 7/10 trochę naciągnięte. Ale Lektor i tak sprawił mi jeszcze większy zawód ;) Tylko Frost/Nixon i Milk z oscarowej piątki byli tacy, jakich oczekiwałem.
Pozdrawiam,
pawcio
@up: a co "Milk" poza dupczeniem się pedzia z pedziem miał udanego, bo nie bardzo wiem...
a recenzja, jak recenzja - Button nie był ani gorszy, ani lepszy od całej tej reszty hollywoodzkiego gówna. Tylko ta symbolika dla typowego amerykańskiego idioty mnie śmieszyła.
a dla mnie jednym z najważniejszych kryteriów jest jednak mój odbiór i to, czy film wbija mnie w fotel, czy na nim zasypiam albo też czy się wiercę zniecierpliwiona... "Button" był długi - nie zauważyłam, kiedy upłynął czas projekcji i że było go aż tyle...
Cze 27 2009, 07:34:33,
link
13. John Cooper
A mi się film bardzo podobał.
W ogóle się przy nim nie nudziłem, choć zakładałem, że będę.
Gdybym to ja decydował, Slumdog czy też Beniamin. Kto z nich ma dostać Oskara. To postawiłbym jednak na Beniamina, bo ten pierwszy to bardziej kino familijne, a drugi ambitne. I mimo długiego czasu trwania, wcale mi się nie nudził.
Mi się również nie podobało. Nudny, rozwlekły film, którego niewątpliwymi atutami są: strona wizualna oraz piękna Cate Blanchett. Nie pojęte jest dla mnie jak można tak przedłużyć prostą historię i to w dodatku nie mając nic ciekawego w niej do powiedzenia. Gdzieś uleciała cała magia...
Lip 01 2009, 21:12:20,
link
16. radek1274
sporo niezrozumiałych dla mnie, bo nigdy nie sądzłbym że można tak inaczej niż ja odebrać ten film, zostało przytoczonych argumentów w tej recenzji. Benjamin jak i złoty kompas to wspaniałe powieści które przenosiły mnie w tak różnorodne , inne niż ten ( bo piękniejsze) światy, że do tej pory z uśmiechem wspominam książki mimo iż lata mijają a pamięć o nich się zaciera. Filmy są dość dobrym odzwierciedleniem tych powieści, chodź wiadomo nie oddadzą wiernie całości. a jeśli ktoś przytacza dla przykładu film transformers jako coś lepszego ,film który można uznać za sztandarowy symbol kiczu amerykańskiego to nie ukrywam śmieszy mnie to
Z tym że nie porównuje Transformers do Benjamina pod względem fabuły, a jedynie pod względem efektów specjalnych, uważne czytanie przydałoby się.
Widziałam w kinie i byłam oczarowana. Nie zgodzę się z Twoją oceną. Mnie tam się to wszystko bardzo podobało. Muzyka, fabuła, co prawda było trochę przydługo, ale mnie to nie przeszkadzało. A jeżeli i mojemu facetowi się podobało (a jemu rzadko co się podoba oprócz filmów akcji) to jest to już coś :)
Film przejmujący. Szkoda, że zgrały w nim takie gwiazdy, bo przez to wielu ludzi patrzy na ten film przez pryzmat zdobywania nagród i całego tego holiłudzkiego splendoru. Tymczasem mnie oglądało się świetnie. Z każdą kolejną końcową minutą robiło mi się coraz bardziej smutno.
Generalnie podeszłam do tej produkcji jak do baśni, którą ogląda się dla przyjemności oglądania. W baśniach nikt nie zastanawia się dlaczego jest mały, duży, brzydki... W baśniach po prostu każdy dostaje jakiś prezent od losu, który wynagradza mu, chociaż w małej części, wszystkie krzywdy. Nie zawiodłam się.
Film źle się skończył! Rzadko się to zdarza - doceńmy ;)