Jestem na tak (2008)

Jestem na tak / Yes ManCzy zdajemy sobie z tego sprawę, że najczęściej wypowiadanym przez nas słowem jest ‘nie’? Praktycznie na prawie każde pytanie główna odpowiedź jaka nam się nasuwa to właśnie ‘nie’. Bohater filmu, Carl (Jim Carrey) za namową swojego przyjaciela idzie na spotkanie ludzi, którzy wyznają ideologią ‘zawsze-mówienia-tak’. Krócej mówiąc, tacy ludzie zawsze odpowiadają na każde pytanie ‘tak’, a w ich słowniku nie istnieje słowo ‘nie’. Wkrótce Carl przystąpi do nich i sam stanie się człowiekiem na tak.

Jima Carrey’a cenię za kilka naprawdę dobrych, komediowych ról – głównie za „Truman Show”, „Kłamca, kłamca”, „Maskę” oraz „Bruce’a wszechmogącego”. W 2007 roku postanowił sprawdzić się w repertuarze odrobinę ambitniejszym – wystąpił w thrillerze „Liczba 23”, jednak śmiało można stwierdzić, że nie był to udany film. Inaczej spawa miała się z „Zakochanym bez pamięci” – tamta rola, mimo że połowicznie komediowa, połowicznie dramatyczna wyszła mu doskonale. Teraz powraca do komedii. Rola w „Jestem na tak” to powrót do korzeni, świetna i zwariowana kreacja bohatera do jakich przyzwyczaił nas Carrey. Szkoda jednak, że film pozostawia pewien niesmak.

Bo i owszem, Carrey jak zwykle pokazuje, że jest dobrym komikiem i to dzięki niemu w ogóle dało oglądać się ten film. Niestety, oprócz samego aktora „Jestem na tak” nie posiada nic, co byłoby godne uwagi. Wręcz przeciwnie, na myśl przychodzi film „Kłamca, kłamca” gdzie bohater (również grany przez Carreya) nie mógł kłamać. Lekko oklepany motyw i genialny aktor niestety w tym przypadku nie wywróżyły sukcesu. Po obejrzeniu tej produkcji czułem się zawiedziony, bo oczekiwałem czegoś lepszego. Oglądałem już lepsze komedie.

Jestem na tak / Yes man

Jeśli ktoś zastanawia się nad obejrzeniem „Jestem na tak” powinien głęboko to przemyśleć, ponieważ nie jest to strasznie inteligentna i zabawna komedia. Słaby przeciętniak z dobrą rolę Carreya nie gwarantuje obiecanej rozrywki, spodobać się może głównie zawziętym fanom aktora. A tym, którzy oczekiwali rozrywki może sprawić przykrość, że stracili swój cenny czas. Głęboko się zastanówcie, bo ja np. trochę żałuję, mogło być dużo lepiej.

Moja ocena: 4-/10

  Maj 28 2009, 15:36:38, link 
1. countersv

U mnie dokładnie tak samo. Zmarnowana szansa. Zastanawiam się, dlaczego Carrey w ogóle przyjął tę propozycję, wiedząc że z tego będzie musiało wyjść coś podobnego do Kłamca Kłamca. Naprawdę nie ma już innych propozycji?


  Maj 28 2009, 16:45:47, link 
2. Arek

Ocena filmu dobra, ale recenzja tym razem niestety beznadziejna. Ktoś kto nie obejrzy filmu nie będzie wiedział dlaczego film jest zły. Dowie się tylko o zmarnowanej szansie.


  Maj 28 2009, 16:51:38, link 
3. torero

> Czy zdajemy sobie z tego sprawę, że najczęściej wypowiadanym przez nas słowem jest ‘nie’?

Nie.

:)


  Maj 28 2009, 19:18:54, link 
4. aciddrinker

>>W 2007 roku postanowił sprawdzić się w repertuarze odrobinę ambitniejszym – wystąpił w thrillerze „Liczba 23”,

Nie żartuj sobie. Ten „thriller” to szmira roku była.


  Maj 29 2009, 01:43:23, link 
5. MAXcine

Mam na DVD i jutro obejrzę. Nie spodziewam się żadnej rewelacji, więc jeśli film jest w stylu „Kłamca, kłamca” to good, więcej do szczęścia póki co mi nie potrzeba. A „Numer 23” nie był aż taki zły, dałbym w okolicach 6/10


  Cze 01 2009, 00:23:14, link 
6. MAXcine

Obejrzałem i 4- to dość mocno krzywdząca ocena. Film może nie powala, albo jest bardzo sympatyczny i przyjemny – u mnie ocena będzie na pewno wyższa (wkrótce.. :) Ze swojej strony polecam.


  Cze 01 2009, 05:38:36, link 
7. Ockham

Nie pamiętam gdzie to czytałem, ale to dobra myśl: w „Kłamca, kłamca” Jim Carrey (znaczy: jego postać) musiał robić to czego nie chciał. W tym filmie, jednak, mówił „tak”, co tak naprawdę chciał mówić. Więc… nie było to specjalnie ciekawe.

Zgadzam się z twoją oceną.


  Cze 01 2009, 18:09:26, link 
8. Menetheris

Ja tam od komedii niczego więcej nie oczekuję, niż tego,żeby bawiła, no i ta jako tako spełniała swą funkcję. Inna sprawa, że zaciekawiło mnie tutaj kilka innych kwestii, odnośnie całych tych ruchów „Yes menów”, przyciągających ludzi. Pomoc czy ułuda? Niezmiernie mnie to zastanawia, film po mimo więc,że nie opiera się na wysublimowanych dowcipach to ogląda się bez zgrzytów zębów, przy czym stanowi on interesujący, choć nieco naiwny komentarz do współczesnej rzeczywistości. No i uwiodła mnie zdecydowanie Deschanel.


  Cze 02 2009, 16:57:40, link 
9. Agniecha

mnie się w sumie film podobał, bo był lekko strawny. Carrey jednakże zaczyna mnie już trochę denerwować swoimi minami, bo przecież właściwie w każdym filmie komediowym z jego udziałem jest ich pełno. Tutaj jednakże są ograniczone do minimum. Historia może i faktycznie niezbyt skomplikowana, ale to przecież nie o to chodzi w takim filmie, ale o przesłanie :)
zapraszam do mnie na bloga, gdzie czerwiec upływa pod znakiem filmów oscarowych. Pierwsze dwie notki to „Ojciec chrzestny” i „Mroczny rycerz”.
Pozdrawiam ;**


Dodaj swój komentarz