Woody Allen to reżyser nad wyraz płodny. Począwszy od lat 70. rok w rok robi kolejny film. I co ciekawe – każdy z nich trzyma poziom. Owszem, zdarzają się te lepsze i te gorsze, jednak zawsze jest w nich coś takiego specjalnego, coś allenowskiego. Na koncie mam już obejrzane jego cztery filmy, a teraz piszę recenzję piątego, póki, co najlepszego. Oto „Vicky Cristina Barcelona”.
Bohaterki filmu – Vicky (Rebecca Hall) oraz Christina (Scarlett Johansson) – wyruszają na wakacje do słonecznej Barcelony w Hiszpanii. Tam w galerii poznają malarza, Juana Antonio (Javier Bardem). Mężczyzna zaprasza kobiety na krótka podróż po malowniczym mieście nieopodal Barcelony, Oviedo. Tam bliżej poznają zarówno jego samego, jak i jego zwariowaną byłą żonę Marię Elenę (Penelope Cruz).
Najnowszy film Allena to cztery, bardzo mocne role aktorskie – w tym jedna nagrodzona Oscarem. Rebecca Hall, Scarlett Johansson, Penelope Cruz oraz Javier Bardem to aktorzy doskonali, którzy po raz kolejny stworzyli wspaniałe kreacje.

Penelope Cruz już trzy lata temu (w 2006) w obrazie Pedro Almodovara „Volver” stworzyła doskonałą kreację. Jednak teraz przeszła samą siebie. Maria Elena to piękna i namiętna kobieta, która balansuje na granicy obłędu, zabójczej zazdrości oraz swojej własnej seksualności. Bohaterka jest szalona, a Cruz świetnie to pokazuje, jest bardzo prawdziwa i naturalna. A w dodatku niesamowicie seksowna. Scena pocałunku ze Scarlett Johansson była niesamowita i powinna przejść do klasyki takich scen. Oczywiście to nie wszystko. Bardzo ciekawy jest również kontrast między spokojną, ułożoną Vicky graną przez Hall, a także szukającą i zagubioną Christiną, w którą świetnie wcieliła się Johansson. Obie panie doskonale wcieliły się w swoje role. No i na koniec nie sposób nie wspomnieć o świetnym Bardemie, który rok temu tryumfował na rozdaniu Oscarów dzięki swojej udanej roli w „To nie jest kraj dla starych ludzi” Coenów. W filmie Allena pokazał swoje zupełnie inne oblicze – aktora, który potrafi pokazać uczucia oraz zakręcić w głowie nie jednej kobiecie. Myślę, że za równo płeć męska jak i żeńska będzie bardzo usatysfakcjonowana oglądając „Vicky Cristina Barcelona”.
O czym właściwie jest nowy film Allena? Nie powiem, że o wszystkim, bo jak o wszystkim, to o niczym. Allen ukazuje nam dwie kobiety – jedna z nich ustatkowana, druga wręcz przeciwnie, chcąca się zabawić i poznać życie. Tak wydaje się na pierwszy rzut oka, jednak tak naprawdę obie tak naprawdę nie wiedzą czego chcą. Przypadkowo poznany mężczyzna namiesza w ich życiu, a jakby tego było mało – sam również ma nie do końca poukładane życie, a dwie Amerykanki na pewno w jakimś stopniu wpłyną na niego. „Vicky Cristina Barcelona” to film o poszukiwaniu samego siebie, o wyborach – oczywiście brzmi to bardzo poważnie, ale obraz ten to opowieść o tematach ważnych okraszona bardzo barwną, optymistyczną oprawą. Dodatkowo zachwyca przepiękna Hiszpania oraz urokliwa i miła muzyka.

Zważywszy na te wszystkie plusy, nowy film Allena to zapewne jeden z lepszych obrazów tego twórcy w ostatniej dekadzie, a jak dla mnie jego najlepszy film ze wszystkich, które widziałem („Sen Kasandry”, „Scoop”, „Wszystko gra”, „Życia i cała reszta”). Polecam gorąco, bardzo ciepła opowieść na wiosenne wieczory.

