Vicky Cristina Barcelona (2008)

Vicky Cristina BarcelonaWoody Allen to reżyser nad wyraz płodny. Począwszy od lat 70. rok w rok robi kolejny film. I co ciekawe – każdy z nich trzyma poziom. Owszem, zdarzają się te lepsze i te gorsze, jednak zawsze jest w nich coś takiego specjalnego, coś allenowskiego. Na koncie mam już obejrzane jego cztery filmy, a teraz piszę recenzję piątego, póki, co najlepszego. Oto „Vicky Cristina Barcelona”.

Bohaterki filmu – Vicky (Rebecca Hall) oraz Christina (Scarlett Johansson) – wyruszają na wakacje do słonecznej Barcelony w Hiszpanii. Tam w galerii poznają malarza, Juana Antonio (Javier Bardem). Mężczyzna zaprasza kobiety na krótka podróż po malowniczym mieście nieopodal Barcelony, Oviedo. Tam bliżej poznają zarówno jego samego, jak i jego zwariowaną byłą żonę Marię Elenę (Penelope Cruz).

Najnowszy film Allena to cztery, bardzo mocne role aktorskie – w tym jedna nagrodzona Oscarem. Rebecca Hall, Scarlett Johansson, Penelope Cruz oraz Javier Bardem to aktorzy doskonali, którzy po raz kolejny stworzyli wspaniałe kreacje.

Vicky Cristina Barcelona

Penelope Cruz już trzy lata temu (w 2006) w obrazie Pedro Almodovara „Volver” stworzyła doskonałą kreację. Jednak teraz przeszła samą siebie. Maria Elena to piękna i namiętna kobieta, która balansuje na granicy obłędu, zabójczej zazdrości oraz swojej własnej seksualności. Bohaterka jest szalona, a Cruz świetnie to pokazuje, jest bardzo prawdziwa i naturalna. A w dodatku niesamowicie seksowna. Scena pocałunku ze Scarlett Johansson była niesamowita i powinna przejść do klasyki takich scen. Oczywiście to nie wszystko. Bardzo ciekawy jest również kontrast między spokojną, ułożoną Vicky graną przez Hall, a także szukającą i zagubioną Christiną, w którą świetnie wcieliła się Johansson. Obie panie doskonale wcieliły się w swoje role. No i na koniec nie sposób nie wspomnieć o świetnym Bardemie, który rok temu tryumfował na rozdaniu Oscarów dzięki swojej udanej roli w „To nie jest kraj dla starych ludzi” Coenów. W filmie Allena pokazał swoje zupełnie inne oblicze – aktora, który potrafi pokazać uczucia oraz zakręcić w głowie nie jednej kobiecie. Myślę, że za równo płeć męska jak i żeńska będzie bardzo usatysfakcjonowana oglądając „Vicky Cristina Barcelona”.

O czym właściwie jest nowy film Allena? Nie powiem, że o wszystkim, bo jak o wszystkim, to o niczym. Allen ukazuje nam dwie kobiety – jedna z nich ustatkowana, druga wręcz przeciwnie, chcąca się zabawić i poznać życie. Tak wydaje się na pierwszy rzut oka, jednak tak naprawdę obie tak naprawdę nie wiedzą czego chcą. Przypadkowo poznany mężczyzna namiesza w ich życiu, a jakby tego było mało – sam również ma nie do końca poukładane życie, a dwie Amerykanki na pewno w jakimś stopniu wpłyną na niego. „Vicky Cristina Barcelona” to film o poszukiwaniu samego siebie, o wyborach – oczywiście brzmi to bardzo poważnie, ale obraz ten to opowieść o tematach ważnych okraszona bardzo barwną, optymistyczną oprawą. Dodatkowo zachwyca przepiękna Hiszpania oraz urokliwa i miła muzyka.

Vicky Cristina Barcelona

Zważywszy na te wszystkie plusy, nowy film Allena to zapewne jeden z lepszych obrazów tego twórcy w ostatniej dekadzie, a jak dla mnie jego najlepszy film ze wszystkich, które widziałem („Sen Kasandry”, „Scoop”, „Wszystko gra”, „Życia i cała reszta”). Polecam gorąco, bardzo ciepła opowieść na wiosenne wieczory.

Moja ocena: 9/10

  Maj 18 2009, 20:47:33, link 
1. aciddrinker

buahahaha… Najgorszy film Allena, jaki mi było dane zobaczyć. 4/10 – Allen nigdy nie będzie Almodovarem [odwrotnie tak samo]

A z Allena polecam naprawdę świetne komedie starej daty – „Annie Hall”, „Co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać” i parę innych…


  Maj 18 2009, 22:20:36, link 
2. MAXcine

Na mnie aż takiego wrażenia nie zrobił (7/10) ale trzeba przyznać, że jest to jeden z najlżejszych i najsympatyczniejszych filmów jakie widziałem. Doskonałe aktorstwo, ciekawa muzyka, fajne zdjęcia, ale do rewelacji daleko. No i ten lektor… totalne nieporozumienie.


  Maj 18 2009, 22:21:12, link 
3. aciddrinker

no, narrator tragiczny


  Maj 19 2009, 08:33:05, link 
4. Łukasz (lemur)

Może i jest to najlepszy film Allena z lat 2000-2009, ale jako całokształt to taki sobie, sztampa wręcz. A że zrobiony nieco jak Almodovar?... no i co z tego? :P

Allena to docenia się po takich filmach ja „Annie Hall”, „Manhattan”, „Bananas”, „Zelig”, „Celebrity”, „Mężowie i żony” czy też „Tajemnica morderstwa na Manhattanie”. Zobaczysz te filmy to widziałeś najlepszego Allena.

Filmy zrobione przez tego pana (którego bardzo lubię i jest on w moim prywatnym „top 5” reżyserów) po „Drobnych cwaniaczkach” są dość jednakowe, niestety.


  Maj 19 2009, 21:00:47, link 
5. aciddrinker

mam tylko wrażenie, że unnami ucieka od filmów, które są starsze od jego kota ;) – no może trochę przesadziłem, ale coś w tym mimo wszystko jest. dlatego wątpię, żeby kiedyś obejrzał prawdziwe arcydzieła Allena [nie żebym narzekał na „wszystko gra” np.]


  Maj 19 2009, 22:02:04, link 
6. Agniecha

ech. po raz kolejny piszę, na kolejnym blogu, że nie rozumiem skąd zachwyt nad tym filmem. Najbardziej rozbroił mnie Oscar dla Penelope. No, ale cóż poradzę. Podobał mi się, nie powiem, ale wiele rzeczy mi w nich brakowało. Był inny, ale jak dla mnie jest tylko dobry. Widziałam wiele lepszych filmów Allena, ale ten najgorszy też nie był ;P
gorąco zapraszam do mnie na trzy nowe notki, a w tym ekranizacja bestsellerowej powieści Dana Browna „Anioły i Demony”, klasyka Disneya „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” oraz animacja rodem z Japonii „Czarodziejka z księżyca: Obietnica róży”.
pozdrawiam ;***


  Maj 19 2009, 22:02:27, link 
7. Aciddrinker

Brawa za ten komentarz Agniecho.


  Maj 21 2009, 21:33:13, link 
8. Karolina

A ja chyba jestem inna ;) bo nie rozumiem tego całego zamieszania wokół tej produkcji. Uwielbiam Penelope Cruz, ale ten film był po prostu beznadziejny. Włączyłam go z nadzieją na coś naprawdę fajnego, a mocno się rozczarowałam.

Absolutnie cudowna Hiszpania i świetna muzyka. Nie lubię Scarlet Johansson, więc może dlatego przez cały film drażniła mnie bohaterka przez Nią grana. Scena pocałunku dwóch kobiet? Widywałam lepsze, niekoniecznie w tej konfiguracji.

Gdybym poszła na ten film do kina, po wyjściu z pewnością bardzo bym się wkurzyła, że lepiej nie przemyślałam wypadu.


  Cze 04 2009, 15:35:49, link 
9. pawcio

Nic dodać... jedną rzecz ująć – punkcik z oceny ;) Z resztą się zgadzam mniej lub bardziej. Bo osobiście bardziej mi się Scarlett podobała, ale Penelope też w sumie była dobra.
Nie mniej jednak jak do tej pory jeden z lepszych filmów jakie w tym roku widziałem :)

Pozdrawiam :)


  Lip 27 2009, 11:01:25, link 
10. blackberry

małe sprostowanie- Christina poznaje Marię Elenę w Barcelonie, w domu Juana Antonio, a nie w Oviedo.


  Wrz 09 2009, 18:56:52, link 
11. wookie

Film słabiutki. Oprócz dobrej gry Cruz niczego tam się nie dopatrzyłem - historia o niczym bez morału, czyli 2h wyjęte z mojego życia. Nie polecam!
O wiele lepsze filmy Allena - księżniczka Afrodyta, drobne cwaniaczki, jeszcze jeden z christiną ricci(zapomniałem tytułu).


  Wrz 25 2009, 13:48:27, link 
12. Anonim

totalna beznadzieja


Dodaj swój komentarz