Skromny dramat w gwiazdorskiej obsadzie musiał odnieść sukces. Skoro scenariusz powstał na podstawie książki nagrodzonej Pulitzerem to raczej coś w nim jest. Jednak…
Rzecz dzieje się w katolickiej szkole na Bronxie w 1964 roku. Co prawda rządzi nią siostra Alojzyna (Meryl Streep) jednak mimo wszystko czuje, że duży wpływ na jej władzę ma Ojciec Flynn (Philip Seymour Hoffman). Młoda zakonnica, Siostra James (Amy Adams) zauważa coś niepokojącego między
Ojcem Flynnem oraz jednym z uczniów. O wszystkim mówi swojej zwierzchniczce, Alojzynie. Ta nie ma żadnych wątpliwości, że doszło do molestowania małoletniego, a winny ksiądz musi ponieść konsekwencje swoich czynów. Wybucha walka dwóch, silnych osobowości.
Zacznę trochę od końca – znakomite zakończenie! Poruszające oraz lekko szokujące. Dzięki niemu tytuł filmu nabiera zupełnie nowego wydźwięku, a całość punktuje o jedno oczko wyżej. Ale po kolei. „Wątpliwość” to obraz bardzo dobry, chociaż czuć, że czegoś tu brak. Może takiego drobnego klimatu tajemniczości. Podobało mi się bardzo, jednak główny wpływ na moją ocenę miała absolutnie rewelacyjna obsada.
Po pierwsze zjawiskowa (jak zawsze!) Meryl Streep. Aktorka otrzymała za tę rolę piętnastą nominację do Oscara oraz zdobyła kilka prestiżowych nagród i nominacji. Mówiło się, że finałowa walka o statuetkę Amerykańskiej Akademii Filmowej rozegra się między Meryl a Kate Winslet (za rolę w „Lektorze”). I mimo, że Oscara dostała Kate, to jednak obie role są niesamowite i zostaną zapamiętane. Meryl Streep zagrała wspaniale – pokazała bohaterkę pewną, twardą i konsekwentną. Siostra Alojzyna budziła strach i respekt. To już kolejna rola Streep, gdzie wciela się w czarny charakter. Co prawda czarny charakter tylko z wierzchu, ponieważ zarówno ta postać, jak i zła szefowa z „Diabeł ubiera się u Prady” posiadają pewną głębię, o której jednak pisał nie będę, gdyż zdradziłoby to za dużo odnośnie tych dwóch filmów.

Po drugie Philip Seymour Hoffman. Aktor również zasłużony i przeżywający prawdziwy przełom w swojej karierze (Oscar w 2005 za „Capote”, nominacje w 2007 za „Wojnę Charliego Wilsona” orz w 2008 właśnie za „Wątpliwość”). Również tutaj pokazał klasę. Ojciec Flynn to człowiek, który stara się bronić, mimo, iż wydaje się, że z góry został przekreślony. Jest to postać tajemnicza i tak naprawdę do końca taka pozostaje.
Podziw wzbudzają również role drugoplanowe. Mowa tutaj oczywiście o Amy Adams – zagrała dobrze, chociaż dużo lepsza i bardziej przekonywująca była jej czarująca rola w „Zaczarowanej” z 2007 roku. W „Wątpliwości” grana przez nią postać jest dosyć zagubiona, sama nie wie, czy dobrze postąpiła mówiąc Alojzynie o tym, co widziała. Ma wątpliwości, czy postąpiła słusznie i czy jej oskarżenia nie są przypadkiem bezpodstawne. Czuje się winna, ponieważ to przez nią Ojciec Flynn zostaje oskarżony. Kolejna, ważna rola to Viola Davis i jej około 10 minutowa scena, w które ponoć przyćmiła samą Meryl Streep. Nie zgadzam się z tym osądem, ponieważ Streep nie da się przytłumić, jednak mimo to jest to kreacja godna uwagi.
W filmie Johna Patricka Shanleya ważny jest tytuł. Każda z postaci ma wątpliwości. Czy tego czy chce, ale w coś wątpi. Na pierwszy rzut oka zdaje się, że jedynie Siostra James może mieć podstawy do tego, aby wątpić, jednak patrząc głębiej, to każdy nie czuje się tak do końca pewny. To właśnie wątpliwość odgrywa kluczowe role w ich życiu.

Podsumowując, „Wątpliwość” to film godny uwagi, który zachwyca obsadą, ale posiada również pewną głębię i pozwala nam się chwilę zastanowić po genialnym zakończeniu. Jest to historia poruszająca, i mimo iż w pewnym momencie reżyser odrobinę się zagubił, a widz czuje się odrobinę znużony, to jednak szybko wraca na właściwy tor, aby w końcu w finale grzmotnąć w nas z całej siły. Podobało mi się i dlatego polecam Wam bardzo.
Moja ocena: 8++/10
P.S.: Swoją drogą jak zwykle wyszło, że najdłuższy akapit poświęciłem Meryl Streep -_-'

