Pierwszy „Sezon na misia” nie był rewelacyjny. Po co więc powstał drugi?
Głównym bohaterem tej bajki jest jamnik Kabanos, który uciekł od ludzi. Podczas spaceru zostaje odnaleziony przez swoją wcześniejszą właścicielkę. Niedźwiedź Boguś, renifer Eliot oraz reszta zwierząt z pierwszego filmu wyruszają na pomoc Kabanosowi, gdyż myślą, że został porwany. Tymczasem piękna Gazela nie jest do końca zadowolona z tego pomysłu, ponieważ właśnie miała wyjść za mąż za Eliota.
Jak już wcześniej napisałem, „Sezon na misia” z roku 2006 sukcesem nie był – ani kasowym, ani artystycznym. Nie spodobał się również i mi. Sequel poniósł jeszcze większą porażkę, i słusznie, gdyż słaba i daremna bajka to jest.
Bohaterowie nie wzbudzali sympatii, nie bawili a całość była zbyt nudna dla starszego widza. Wręcz przeciwnie może być z młodszymi kinomaniakami. Jest to wręcz idealna, wzorowa i nienaganna bajka dla dzieci. Kolorowa, wesoła i ze szczęśliwym zakończeniem. Nawet polski dubbing jest normalny i nie został nafaszerowany niepotrzebnymi żarcikami, których dzieci by nie zrozumiały. Zważywszy na te dwie kwestie racja jest jedna – do kina nie, na DVD tak. Rodzice mogą kupić swoim pociechom „Sezon na misia 2”, włączyć w odtwarzaczu DVD czy komputerze a w tym czasie zająć się czymś innym. Dlaczego nie kino? Ano, bo wtedy rodzice też musieliby obejrzeć tę bajkę, a to już nie byłoby tak miłe.
Podsumowując, ja się wynudziłem. Żałuję seansu. Czasem naprawdę powinny być oznaczenia „Tylko dla dzieci”, skoro już mamy oznaczenia typu „Tylko dla dorosłych” czy „Za zgodą rodziców”. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że nikt z twórców części pierwszej nie wziął udziału przy produkcji części drugiej, a w Stanach Zjednoczonych „Sezon na misia 2” nie pojawił się w kinach tylko trafił prosto na rynek DVD. W Polsce powinno być tak samo…

