Kino 3D przeżywa prawdziwy rozkwit. W 2009 takich filmów będzie jeszcze więcej (dwa już nawet były – „Krwawe Walentynki 3D” i „Koralina i tajemnicze drzwi”). Ale jak wypada któryś z filmów w tej technice, gdy obejrzymy go w domowym zaciszu, bez tej całej otoczki, na komputerze czy odtwarzaczu DVD? Niemrawo.
Trevor Anderson (Brendan Fraser) przez kilka dni musi zająć się swoim bratankiem, Seanem (Josh Hutcherson). Bohater trudzi się obserwowaniem kuli ziemskiej i poszukiwaniem dziur w skorupie Ziemi, które mogą być przejściem do jej wnętrza – a co jest w środku nie wie nikt. Pech trafia, że właśnie podczas pobytu Seana zostaje odnaleziona nowa dziura gdzieś na Islandii, a bohater bez żadnego zastanowienia rusza w owe miejsce zabierając ze sobą bratanka.
„Podróż do wnętrza Ziemi” to luźna ekranizacja książki Juliusza Verne’a o tym samym tytule. Niestety, dziury w scenariuszu i brak logiki znacząco wpłynęło na mój odbiór tego filmu. Bo gdy bohaterowie spadają kilka minut w przepaść, a potem lądują w wodzie to i tak nic im nie jest. Upadki z różnych, innych wysokości na ziemię czy piasek również są dla mnie prawie nieodczuwalne. Nie wspomnę już o niespodziankach znalezionych pod ziemią i tych, napotkanych podczas podróż do jej wnętrza. Nieprawdopodobne i bardzo absurdalne. Zapewne w 3D wyglądało to niesamowicie i zjawiskowo, nie mniej jednak mimo to, jestem pewien, że moja ogólna ocena filmu wciąż pozostawałaby taka sama – prosta, głupia bajka dla dzieci.

Nie spodobało mi się to po prostu, widocznie nie jest odpowiednim targetem dla takiego filmu. Przedstawiona mi opowieść była zbyt infantylna i nielogiczna. Typowy familijny film, który pewnie za kilka lat ujrzymy na którymś kanale – najpierw, jako hit w sobotnim paśmie wieczornym, po czym po kilku razach albo przepadnie w ogóle, ale wpadnie w niedziele pasmo popołudniowe do oglądania po obiedzie (drzemka i te sprawy). Nie polecam.

