Szczyt komedii romantycznej w Polsce – głupota, żenada i wszystko, co złe. Nie mam już siły, sam nie wiem, dlaczego wciąż to oglądam. Może łudzę się, że jednak będzie lepiej? Nie w tym przypadku, a „To nie tak jak myślisz, kotku” obejrzałem, bo chciałem zobaczyć, co do powiedzenia (pokazania?) ma jeszcze pani Katarzyna Figura.
Bohaterami filmu jest małżeństwo Morawskich (Jan Frycz i Katarzyna Figura). Pan Morawski chcąc spędzić trochę czasu ze swoją kochanką (Małgorzata Buczkowska-Szlenkier) postanawia okłamać żonę i wyrusza na zmyśloną delegację do Warszawy. W rzeczywistości jedzie nad morze. Pani Morawska korzystając z okazji również wyjeżdża ze swoim kochankiem (Tomasz Kot) … również nad morze. Pech sprawia, że obie pary trafiają do tego samego hotelu.
Im dalej, tym gorzej. Film Sławomira Kryńskiego miał być prawdopodobnie inteligentną komedią omyłek. Niestety, sam jest jedną wielką pomyłką. Każdy udaje, kogo innego, tak, że pod koniec trudno się połapać, kto jest, kim aktualnie. I żeby to jeszcze było zabawne, ale ten cały bałagan jest po prostu żałosny i nijaki. Śmiać się naprawdę nie ma, z czego, czasem niektóre rzeczy mogą być tak głupie, że aż śmieszne, ale nie w tym przypadku.
Figura była fajna, tylko jej postać mi się podobała, chociaż warto też wspomnieć o Jacku Borusińskim, znanym z kabaretu Mumio. Tylko ta dwójka nadawała się do oglądania. Zupełnie zawiódł Frycz (zresztą podobnie jak w „Jeszcze raz”) oraz Kot. W sumie jednak trudno tu mówić o czymkolwiek, ponieważ był to bardzo niedobry i nieudany film. Nie warto po niego sięgać tylko dla Figury i Borusińskiego. Tego drugiego możemy przecież oglądać w dużo lepszych kabaretach, a Figurę we wcześniejszych filmach. I to na tyle, nie oglądajcie tego.

