Różne aspekty decydują o tym, że obejrzę dany film. A to znana bądź ulubiona aktorka czy aktor, a to reżyser, zwiastun czy też opis fabuły. W przypadku „Ocalonych” zaciekawiła mnie fabuła oraz chwalona tam i tu Anne Hathaway.
Claire (Anne Hathaway) jest psychologiem. Zostaje przydzielona do grupy ludzi, którzy przeżyli katastrofę samolotu. Większość z nich przychodzi na umówiona spotkania, jednak tajemniczy Erik (Patrick Wilson) wydaje się być oderwany od rzeczywistości. Okazuje się, że katastrofa zmieniła go na lepsze – jest teraz pogodnym i szczęśliwym człowiekiem. Bohaterka stara się dowiedzieć, dlaczego.
Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że jakiekolwiek opisy fabuły tego potworka (czy to Filmweb czy Stopklatka) nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. W ogóle ten pierwszy to kompletnie zaszalał, gdyż użyto tam stwierdzenia ‘emocjonujący thriller psychologiczny’. Emocji nie było, koło thrillera to nawet nie leżało, a z psychologią miało to tyle wspólnego, że był to zawód głównej bohaterki. I tyle. Naprawdę miałem dobre intencje, bo i plakat ciekawie się zapowiadał, i fabuła zabrzmiała ciekawie, a na deser Anne. Tym razem nie wyszło.
„Ocaleni” to film koszmarny – w bardzo złym znaczeniu tego słowa. Rozkręca się jakieś 80% filmu, a potem jest jeszcze gorzej. Następuje jakże mętna i patetyczna końcówka, która miała prawdopodobnie zaskoczyć; coś jak w „Szóstym zmyśle” bądź „Podziemnym kręgu”. Nie tym razem, może pomysł był udany i wyszłoby z tego coś interesującego, ale musiałby się za to wziąć ktoś inny, ktoś lepszy. Obraz ten jest nudny, nieciekawy i co najważniejsze – nie trzyma się sensu i logiki. Przedstawione nam zakończenie odwraca wszystkie wcześniejsze wydarzenia do góry nogami i niestety, to, co wcześniej – mimo, że nudne i żmudne – wydawało się mieć jakiś sens po zakończeniu staje się śmieszne i niedorzeczne. Jeszcze inna sprawa, że w pewnym momencie mamy flasha z owej katastrofy, a jeden z bohaterów siedzi sobie na siedzeniu pasażera obok odrywającego się krzesła… Trochę mu wieje, ale to nic, nieważne, że są bardzo wysoko nad ziemią, ale generalnie wiatr to tam na górze raczej jest za słaby, żeby go wyciągnąć z samolotu.
Podsumowując, tego filmu nie da się przełknąć, a jego oglądanie to strata czasu, no chyba, że ktoś chce sobie włączyć coś ‘do snu’ – pasuje jak ulał. Biedna Anne Hathaway, w ciągu jednego roku zagrała rolę Oscarową i rolę dokładnie przeciwstawną tej pierwszej.

