Ekranizacji gier ostatnimi czasy było kilka. Dobrych? Jedna – ubiegłoroczny „Hitman” może ideałem nie był, jednak oglądało go się znośnie. Przed nami kolejna ekranizacja, tym razem na tablicę poszła świetna gra z 2001 roku – „Max Payne”.
Bohaterem filmu (i gry) jest tytułowy Max Payne (Mark Wahlberg), jest gliniarzem nowojorskiej policji. Przed laty jego żona i syn zostali brutalnie zamordowani. Od tamtego czasu Max myśli tylko o jednym – o zemście. I mimo, że śledztwo w tej sprawie już dawno zostało umorzone, on działa na własną rękę. Gdy pewna dziewczyna, Natasha (Olga Kurylenko) zostaje zamordowana, Max wpada na trop, który może mu pomóc w odnalezieniu mordercy jego rodziny. Wraz z siostrą dziewczyny, Moną (Mila Kunis) stawiają czoło organizacji rozprowadzającej narkotyk Valkyria, zamieszanej w obie zbrodnie.
„Max Payne” wyróżnia się bardzo ciekawym klimatem. Jest mrocznie, ciemnie i groźnie. Szczególnie podobał mi się motyw narkotyku Valkyria oraz jego działanie. Sceny ukazujące ludzi pod jego wpływem było bardzo efektowne i zachwycające. Wizualna perełka.
Aktorsko Mark Wahlberg wychodzi obronną ręką. Może i za „Infiltrację” dostał nominację do Oscara, ale już w „Zdarzeniu” był tragiczny, grał tam ‘jedną twarzą’. I właśnie ta ‘jedna twarz’ idealnie pasowała do roli Maksa Payne’a. Taki właśnie miał być bohater – zimny, zrezygnowany, pragnący zemsty. Mila Kunis oprócz urody pokazała również, że potrafi zagrać srogą, bezwzględną sukę. Podobnie jak główny bohater pałała nienawiścią i chęcią zemsty.
Z drugiej strony trochę za bardzo zaniedbano tak zwany ‘bullet time’, czyli element gry, który mi się strasznie podobał. Właściwie to głównie, dlatego czasem sobie włączałem „Max Payne’a”. A, to ja jeszcze nie napisałem tego, tak? Grałem w tę grę nie raz, ale tak jak mówię, głównie żeby sobie postrzelać, pobawić się, a nie konkretnie zagłębiać się w fabułę gry i dążyć do zakończenia.
Film Johna Moore’a, twórcy „Za linią wroga” oraz nowego „Omena”, jest na pewno lepszy od „Hitmana”. Posiada świetny klimat i po prostu ogląda się go dużo milej. Dodam jeszcze, że krótki epizod, w którym zagrała Nelly Furtado był sceną niesamowitą i choćby dla tej jednej, małej sceny trzeba ten film obejrzeć. Kilka minut, ale przeraźliwie emocjonalnych i godnych zapamiętania. No i Nelly wyglądała nieziemsko.
Moja ocena: 7/10
Zobacz również:
- Zdarzenie (2008) - Mark Wahlberg
- Strzelec (2007) - Mark Wahlberg
- Infiltracja (2006) - Mark Wahlberg
- Chłopaki też płaczą (2008) - Mila Kunis
- Batman i Robin (1997) - Chris O'Donnell

