Max Payne (2008)

Max PayneEkranizacji gier ostatnimi czasy było kilka. Dobrych? Jedna – ubiegłoroczny „Hitman” może ideałem nie był, jednak oglądało go się znośnie. Przed nami kolejna ekranizacja, tym razem na tablicę poszła świetna gra z 2001 roku – „Max Payne”.

Bohaterem filmu (i gry) jest tytułowy Max Payne (Mark Wahlberg), jest gliniarzem nowojorskiej policji. Przed laty jego żona i syn zostali brutalnie zamordowani. Od tamtego czasu Max myśli tylko o jednym – o zemście. I mimo, że śledztwo w tej sprawie już dawno zostało umorzone, on działa na własną rękę. Gdy pewna dziewczyna, Natasha (Olga Kurylenko) zostaje zamordowana, Max wpada na trop, który może mu pomóc w odnalezieniu mordercy jego rodziny. Wraz z siostrą dziewczyny, Moną (Mila Kunis) stawiają czoło organizacji rozprowadzającej narkotyk Valkyria, zamieszanej w obie zbrodnie.

Max Payne” wyróżnia się bardzo ciekawym klimatem. Jest mrocznie, ciemnie i groźnie. Szczególnie podobał mi się motyw narkotyku Valkyria oraz jego działanie. Sceny ukazujące ludzi pod jego wpływem było bardzo efektowne i zachwycające. Wizualna perełka.

Aktorsko Mark Wahlberg wychodzi obronną ręką. Może i za „Infiltrację” dostał nominację do Oscara, ale już w „Zdarzeniu” był tragiczny, grał tam ‘jedną twarzą’. I właśnie ta ‘jedna twarz’ idealnie pasowała do roli Maksa Payne’a. Taki właśnie miał być bohater – zimny, zrezygnowany, pragnący zemsty. Mila Kunis oprócz urody pokazała również, że potrafi zagrać srogą, bezwzględną sukę. Podobnie jak główny bohater pałała nienawiścią i chęcią zemsty.

Z drugiej strony trochę za bardzo zaniedbano tak zwany ‘bullet time’, czyli element gry, który mi się strasznie podobał. Właściwie to głównie, dlatego czasem sobie włączałem „Max Payne’a”. A, to ja jeszcze nie napisałem tego, tak? Grałem w tę grę nie raz, ale tak jak mówię, głównie żeby sobie postrzelać, pobawić się, a nie konkretnie zagłębiać się w fabułę gry i dążyć do zakończenia.

Film Johna Moore’a, twórcy „Za linią wroga” oraz nowego „Omena”, jest na pewno lepszy od „Hitmana”. Posiada świetny klimat i po prostu ogląda się go dużo milej. Dodam jeszcze, że krótki epizod, w którym zagrała Nelly Furtado był sceną niesamowitą i choćby dla tej jednej, małej sceny trzeba ten film obejrzeć. Kilka minut, ale przeraźliwie emocjonalnych i godnych zapamiętania. No i Nelly wyglądała nieziemsko.

Moja ocena: 7/10

Zobacz również:

  Mar 20 2009, 04:40:02, link 
1. MAXcine

W tym tygodniu obejrzę. Liczę przede wszystkim na klimat no i na ten nieszczęsny bullet time. Może nie będzie tak źle.. Poza tym od Nelly wole Olge Kurylenko i na jej epizod też liczę:P


  Mar 20 2009, 08:05:57, link 
2. John Cooper

Ja tam nigdzie Nelly nie widziałem ;(


  Mar 20 2009, 15:43:27, link 
3. unnami

Na Youtube nie mogłem znaleźć tej sceny, może kiedyś pokuszę się o jej wycięcie z filmu i wrzucenie gdzieś. Ale znalazłem zdjęcie, o tutaj


  Mar 20 2009, 16:59:19, link 
4. Agniecha

zaskoczyła mnie Twoja ocena i to dość poważnie. Max Payne lepszy od Hitmana? mam nadzieję, że porównujesz w tym momencie gry a nie filmy. Bo jeżeli filmy to nie mogę się z Tobą zgodzić w tej kwestii. Oczywiście Max Payne miał unikatowy klimat. Wszystko było dopracowane- no prawie wszystko, ale głównie było tam potwornie nudno. Nie wspominając o Wahlbergu, który według mnie był po prostu tragiczny chociaż i tak nic nie przebije jego wystąpienia w „Zdarzeniu” po względem beznadziejności. Ostatnio widziałam wspomnianą przez Ciebie Infiltrację i tam podobał mi się o wiele bardziej.
Raczej marny film jak dla mnie, ale widywałam gorsze, np. BloodRayne.
zapraszam na ostatnią (jak na razie) odsłonę historii o najbardziej znanym mordercy dzieci.
filmy-wedlug-agniechy
buziaki ;***


  Mar 22 2009, 00:39:02, link 
5. robot

Jak dla mnie lipa, nie umywa się do gry


  Mar 29 2009, 12:55:34, link 
6. szymalan

miło, że odwiedziłeś „Filmowe- konkret słowo” ^^ zapraszam częściej w miarę wolnego czasu :) też się tutaj postaram zaglądać, zwłaszcza że jak jest w nagłówku „piszesz z pasją o filmie”.
co do Max Payne’a : zgadzam się co do Wahlberga – pasuje do swojej roli. To, co mnie osobiście przeszkadzało w tym filmie, to zanik tego co w grze było esencją zabawy- zręcznie łączenie scen akcji z scenami niemal statycznymi, kiedy bohater błąka się po korytarzach- jego marzenia senne itd. film jest jak jednostajny ciąg słabych scen akcji. bullet time oczywiście racja-w filmie jest do chrzanu. w sumie można obejrzeć, ale we mnie film nie wywołał jakichś szczególnych emocji. Hitmana nie oglądałem, ale skoro jest lepszy od „maxa” to chyba nie warto.Z ekranizacji gier dla mnie nr 1 to wciąż „Silent Hill”.
pozdrawiam


  Kwi 04 2009, 14:10:16, link 
7. pawcio

U mnie film ma marne 2/6 (tudzież 3/10). I to raczej wszystkie punkty za walory estetyczne otoczenia. Mark Whalberg, grał jedną twarzą, fakt, ale dla mnie było to strasznie irytujące. Tak drętwego aktorstwa dawno nie widziałem. Co więcej fabuła była z tego co pamiętam ciut zmieniona w stosunku do gry i to też idzie do koszyka z wadami. I na koniec jeszcze te wizje po-walikriowe. W grze nie było tego ukazanego, jednie mała wzmianka i na mnie to żadnego wrażenia nie zrobiło. Jednym słowem zawód na całej linii:/


  Kwi 13 2009, 23:49:43, link 
8. Amas

Ja jako maniak gry o tym samym tytule jestem niezadowolony z produkcji. Szkoda mi słów na opisanie swojej frustracji po seansie… Ode mnie 1/10


Dodaj swój komentarz