Miasto cienia (2008)

City of Ember / Miasto cieniaZagłada świata. Temat rzeka. Ile już widzieliśmy filmów o tym, że nadchodzi koniec? I ileż to razy się z niego ratowaliśmy… Tymczasem nadszedł czas na film o końcu świata po końcu świata. Zagmatwane? Oto „Miasto cienia”.

Powietrze na Ziemi stało się tak zanieczyszczone, że dalsza ludzka egzystencja na nim groziła wyginięciem, to też naukowcy wymyślili taki trik, że wybudowali miasto pod kopułą planety, a całość zasilana jest ogromnym generatorem. Problem jednak w tym, że owi ludzie ustawili żywotność tej maszyny na dwieście lat – nie przewidzieli jednak, że ludzkość przetrwa ten czas. Praca urządzenia staje się coraz mniej efektowna, nikt nie podejrzewa, że owe 200 lat zaczyna mijać i w końcu zapadnie ciemność. Dwójka bohaterów postanawia znaleźć wyjście z miasta Ember i zobaczyć, czy na zewnątrz rzeczywiście jest tak źle, jak się mówi.

Pomysł na film jest ciekawy i można by z tego zrobić naprawdę udany obraz science-fiction. Niestety, zabrał się za to reżyser (Gil Kenan, twórca animacji „Straszny dom”), który stwierdził, że będzie to kino familijne. Tak, więc mamy wszystko, co dla owego gatunku jest typowe – młodych, zbuntowanych bohaterów, cel, podróż i szczęśliwy finał. Po drodze oczywiście przeszkody, które wydają się do niepokonania i dorośli, którzy są źli i okrutni (udana kreacja Billa Murray’a).

Oprócz wspomnianego Murray’a w obsadzie mamy jeszcze Saoirse Ronan, póki co znana z roli w „Pokucie” za którą otrzymała nominację do Oscara oraz Harrego Treadaway’a. Oboje sprawdzili się w swoich rolach, ja jednak jestem trochę zaniepokojony tym, że młoda i utalentowana Ronan poszła w stronę filmów familijnych, zamiast wybrać coś ciekawszego, w czym mogła by się wykazać i być może znów powalczyć o jakieś nagrody. Być może była rola w „Miasto cienia” była jednorazowa, a może nikt nie zaproponował nic ciekawszego? Nie wiem, nie mniej jednak mam nadzieję, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy (druga Dakota Fanning?).

Podsumowując, „Miasto cienia” to produkcja wpisująca się w gatunek filmów bliski „Kronikom Spiderwick” oraz „Mostu do Terabithii”, niestety, dużo słabsza od nich. Obejrzeć można, ale zachwytu nie ma. Młodszym na pewno się spodoba.

Moja ocena: 5/10

  Mar 13 2009, 19:02:12, link 
1. Agniecha

ten film to była jakaś beznadzieja totalna. Nic się praktycznie tam nie działo. Normalnie wielka akcja, bo światło gaśnie. A jedyna akcja jaka się pojawiła to było 10 minut przed końcem jak uciekali na powierzchnię. Echhh… zapraszam do siebie na kolejną, czwartą już odsłonę „Koszmaru z ulicy Wiązów”.
filmy-wedlug-agniechy
buziaki ;*


  Maj 27 2009, 21:24:13, link 
2. ola

ten film był bardzo fajny:)
mi odrazu sie spodobał ale zależy jaki kto ma gust.
polecam


Dodaj swój komentarz