Znowu przylecieli, można by stwierdzić. Bo Ziemia się wcale nie zatrzymała, tylko Ziemię nawiedzili kosmici. Przybyli w cudowanie zielono-niebiesko-czarnych kulach, które rozrzucone zostały po całej planecie. Największa z nich wylądowała oczywiście na Manhattanie w nowojorskim Central Parku. Z kuli wychodzi Klaatu, który przybrał ludzką formę (Keanu Reeves). Klaatu i jego ekipa przybyli z pewną misją.
A i jeszcze z kuli wyszedł wielki humanoidalny robot (system obronny) przypominający Oscara tylko, że w kolorze czarnym. Co zrobią Amerykanie przy pierwszym kontakcie z obcą cywilizacją? Oczywiście wyślą wojsko. Z drugiej strony zbierają najbardziej utalentowanych naukowców z całego świata, aby podjęli dialog.
Jakiż zabawny film to był. Prawdopodobnie w zamierzeniu twórców miał trzymać w napięciu i poruszać. No ok, starałem się oglądać z powagą, ale jak wyskoczył Oscar to wybuchłem śmiechem. Dalej było już tylko zabawniej, ewentualnie gorzej.

„Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia” to remake filmu z 1951 roku o tym samym tytule. Obrazu z 1951 nie widziałem, jednak ten nowszy posiada dwie zalety. Po pierwsze podobały mi się efekty specjalne. Nie było nadzwyczajne, ale wrażenie robiły. Po drugie morał był ciekawy, znośny i nie nachalnie patetyczny. Podobało mi się takie zakończenie i dzięki temu ogólne wrażenie po filmie było pozytywne. Nie jest to arcydzieło sztuki i światowej filmografii, jednak mimo wszystko warto obejrzeć.
Moja ocena: 4+/10
Zobacz również:
- Dom nad jeziorem (2006) - Keanu Reeves
- Constantine (2005) - Keanu Reeves
- Piękny umysł (2001) - Jennifer Connelly
- Requiem dla snu (2000) - Jennifer Connelly
- W pogoni za szczęściem (2006) - Jaden Smith
P.S.: Nie mogłem sobie odmówić opublikowania recenzji w urodziny ^^

