Amerykanie kochają sprowadzać do Hollywood europejskich reżyserów. Ci, którzy robili świetne filmy na swoim podwórku czują się lekko zagubieni w tzw. Wielkim Świecie. Oczywiście istnieją wyjątki, jednak francuz Alexandre Aja do nich nie należy. Po zrealizowaniu śmiesznego horroru, jakim były „Wzgórza mają oczy” wziął się za zremakowanie koreańskiego filmu grozy – „Lustro”.
Bohaterem „Luster” (bo Amerykanie muszą mieć wszystkiego więcej, więc jedno lustro to za mało) jest były policjant Ben (Kiefer Sutherland), który po spowodowaniu śmierci kilku osób odchodzi ze służby, popada w alkoholizm, rujnuje życie swoje i swoich bliskich (żona i syn). Teraz próbuje na nowo stanąć na nogi, a ma mu w tym pomóc nowa praca – zostaje ochroniarzem wielkiego, starego budynku, w którym kiedyś było piękne centrum handlowe dla wyższych sfer. Niestety, wybuchł tam pożar i wszystko spłonęło. Zostały tylko lustra, jak się okazuje nie takie zwyczajne lustra…
Ci, co mnie czytają mają świadomość, że horrorów oglądam mało. Dlaczego więc sięgnąłem po ten film? Sam nie wiem, wydawał mi się on raczej lajtowym horrorem, który mnie przestraszy tym czymś z luster. Nie miałem pojęcia, że będą tu sceny rodem z „Piły 3” czy innych, okropnych i niesmacznych banałów. „Lustra” mnie zachwyciły, nie przeraziły i nie wciągnęły. Z drugiej strony, miały plus. Przede wszystkim sam pomysł na film, nie nowy, ale mógł zostać lepiej wykorzystany. Po drugie zakończenie – począwszy od niesamowitej i efektownej sceny prawie-końcowej, aż do właściwego finału, który podobał mi się najbardziej. Wiecie już, dlaczego? Nie? To nie powiem, ale nie było tego, co jest prawie w każdym filmie. :P
Ciekawa, chociaż nie nadzwyczajna, była gra aktorska Kiefera Sutherlanda. Aktor znany głównie z serialu „24 godziny” niejednokrotnie był za niego doceniany (6 nominacji do Złotego Globu, w tym jedna wygrana). Teraz w końcu miał okazję pokazać się w czymś innym. Udana kreacja, chociaż może lepiej byłoby zagrać w jakimś filmie akcji.
Podsumowując, „Lustra” to horror, który nie straszy, zniesmacza i nie wciąga. Czy warto czekać 110 minut, aby zobaczyć to ciekawe i efektowne zakończenie? Wydaje mi się, że nie, ja częściej się śmiałem, niż bałem podczas oglądania. I seansu trochę żałuję.
Moja ocena: 3+/10
Zobacz również:
- Deja Vu (2006) - Paula Patton
- Scoop - Gorący temat (2006) - Julian Glover
- Zostańmy przyjaciółmi (2005) - Amy Smart
- Gwiezdny pył (2007) - Jason Flemyng
- Żony ze Stepford (2004) - Mary Beth Peil

