Pewien reżyser tworzy film wojenny. Niestety, sławy, które zaprosił do niego – m.in. Tugg Speedman (Ben Stiller), Jeff Portnoy (Jack Black), Kirk Lazarus (Robert Downey Jr.) i Alpa Chino (Brandon T. Jackson) – nie do końca potrafią wczuć się w warunki panujące na wojnie. Wpada na podły pomysł, aby zabrać obsadę w dzikie tereny południowo-wschodniej Azji. Zabiera im telefony komórkowe, daje mapę i każe dostać się do wyznaczonego miejsca, gdzie znajduje się helikopter. Wszystko to zostaje nagrywane w celu następnego zmontowania w film. Panowie początkowo sądzą, że to plan zdjęciowy, jednak Kirk Lazarus od początku wie, że ich życiu zagraża niebezpieczeństwo.
Ben Stiller jeszcze należy do grona komików amerykańskich, którzy nie zrobili z siebie kompletnych idiotów. Filmy, w których gra i które sam tworzy, choć może arcydziełami nie są, to ogląda się je dobrze. Podobnie jest jeszcze z Steve’m Carrelem i po części Jimem Carrey’em. Niestety, tego samego powiedzieć nie mogę już o Eddie’m Murphym (patrz: „Norbit”) i Adamie Sandlerze (patrz: „Nie zadzieraj z fryzjerem”).
Stiller napisał scenariusz do „Jaj w tropikach”, wyreżyserował je, a także zagrał w nich. Aktor wcześniej stworzył m.in. takie filmy jak „Zoolander” (głupi, ale da się oglądać) oraz „Telemaniak” (udany). Tym razem jest dobrze, a to głównie dzięki świetnej obsadzie oraz ciekawemu podejściu do tematu. Historia autentycznie wiele razy bawi i zapewnia udaną rozrywkę na około półtorej godziny.

Jednak obraz ten ma dwa, niepodważalne powody, dla których obejrzeć go trzeba. Pierwszy to Tom Cruise, który wcielił się w Lesa Grossmana, szefa telewizji. Cruise stworzył postać, która bawi za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. Mimo wielu negatywnych opinii na temat aktora, to właśnie ta kreacja być może pomoże mu się wybić z dołka artystycznego – Tom inteligentnie parodiuje szefów wytwórni, a właściwie samego siebie. A już końcowa scena do perełka sama w sobie. Drugim powodem jest Robert Downey Jr.. Powracający do łask aktor już w „Iron Manie” pokazał, że nie jest byle, kim. Teraz po raz kolejny tworzy postać niesamowitą, nietuzinkową i po prostu świetną. Obaj panowie zostali nominowani do Złotego Globa, jednak więcej pochwał i dobrych słów – mimo wszystko – zbiera Cruise. Z drugiej strony Downey Jr. otrzymał nominację do Oscara!
„Jaja w tropikach” to dobra komedia i świetne kreacje aktorskie. Jeśli tylko macie ochotę na zabawę w tym stylu i tego typu, to powinniście być zadowoleni. Podchodziłem do tego bardzo sceptycznie, jednak miło mnie zaskoczono. Bałem się, że powstanie kolejny gniot pokroju „Nie zadzieraj z fryzjerem”, jednak jak wcześniej napisałem – Ben Stiller jeszcze się nie „popsuł”. Polecam.
Moja ocena: 7/10
Zobacz również:
- Noc w muzeum (2006) - Ben Stiller
- Holiday (2006) - Jack Black
- Iron Man (2008) - Robert Downey Jr.
- Nie wszystko złoto co się świeci (2008) - Matthew McConaughey
- Raport mniejszości (2002) - Tom Cruise

