Z wielkim, zielonym Hulkiem już raz mieliśmy do czynienia. W 2003 roku wielki reżyser Ang Lee zwrócił uwagę na psychiczną stronę bohatera. Teraz, producenci niezadowoleni wynikami kasowymi tamtego filmu postanowili zrobić jeszcze jeden film o Hulku – bardziej wybuchowy, bardziej rozrywkowy, bardziej… Hollywoodzki.
Główny bohater, profesor Bruce Banner (Edward Norton) żyje gdzieś w Brazylii. Przed laty został napromieniowany podczas nieudanego eksperymentu, czego efektem podczas przekroczenia określonego pulsu swojego serca zmienia się w wielkiego, zielonego potwora, którego nie potrafi kontrolować. Bruce uciekł ze Stanów, ponieważ niegdyś jego przyjaciele, teraz wrogowie poszukują go w celu przeprowadzenia eksperymentów na nim. Wkrótce jednak będzie musiał zmierzyć się z potworem w nim drzemiącym, aby uratować kraj przez kolejnym, nieudanym wynikiem eksperymentu.
Szczerze mówiąc, to drugie podejście do tego bohatera ponownie jest nie do końca udane. Reżyser Louis Leterrier stworzył typową, pustą i prostą hollywódzką superprodukcję. „Incredible Hulk” być może zachwyca efektami specjalnymi i rozmachem jednak wciąż jest to opowieść bezbarwna i nijaka. Niestety, świetny aktor, jakim jest Edward Norton nie za bardzo mógł się wykazać – podjął złą decyzję i postanowił zagrać w tym „potworku”. Chciał jakoś pomóc tej produkcji, jednak słaby scenariusz po prostu mu to uniemożliwił. Podobnie Liv Tyler.
W czym doszukiwać się braku popularności historii o Hulku? Wydaje mi się, że jest to bohater, który po prostu nie wzbudza naszego zaufania, nie wywołuje w nas żadnych emocji. Pozostając jedynie w galerii bohaterów z tego roku – Iron Man bawił i był bardzo pozytywną postacią, podobnie Hancock, który i bawił, i irytował. Odczucia odnośnie Batmana były przeróżne, bohater ten porażał swoim heroizmem i realizmem, no i w końcu Indiana Jones był taki jak zwykle – bohaterski i kochany. A Hulk? Nie wiem, nie potrafię znaleźć jakiegokolwiek uczucia, które towarzyszyłoby tej postaci – obojętność?
Podsumowując, film ten obejrzałem, ale nie tego oczekiwałem. Zawiodłem się nijakością i pustką, którą otrzymałem. Szkoda Nortona, że swoją nienaganną filmografię oszpecił takim obrazem – ale bywa i tak. Generalnie nie polecam, odradzam i żałuję, że oglądałem – dobrze, że zrezygnowałem z seansu kinowego.
Moja ocena: 4/10
Zobacz inne, tegoroczne filmy oparte o komiks:

