Kung Fu PandaBohaterem filmu jest panda o imieniu Po. Od dawna interesuje się Kung Fu, jest fanem walecznej piątki: Tygrysicy, Żmii, Żurawia, Małpy i Modliszki. Życie Po zmienia się diametralnie, a to za sprawą pewnego wyboru. Stary Żółw przepowiada, że już czas wybrać legendarnego wojownika Kung fu, który obroni wioskę przez zbuntowanym lampartem Tai Lungiem. I jak się domyślacie, Żółw wybiera Po. Jednak przez pulchną pandą długa droga do perfekcji. Czeka go szkolenie pod okiem Mistrza Shifu, który od początku jest negatywnie nastawiony do Po.

Co roku w sezonie letnim pojawiają się dwie hitowe animacje. Jedna pochodzi ze studia DreamWorks, druga z Pixara. Obie toczą pojedynki o widza, a właściwie o jego pieniądze. I tak DreamWorks jak na razie wygrał tylko trzykrotnie a to za sprawą trzech części Shreka. Pozostałe lata należą do Pixara. Nie inaczej jest tego roku. DreamWorks, ze swoją waleczną „Kung Fu Pandą” został pokonany przez małego i uroczego robocika, czyli animację „Wall-E”. Oba filmy mają już na koncie ponad 200 milionów dolarów, jednak przed „Wall-E”, który już prowadzi jeszcze kilka tygodni wyświetlania, a „Kung Fu Panda” niedługo zejdzie z ekranów, pokonana.

Przejdźmy jednak do samej animacji. Jest świetna. Jako prosta rozrywka spisuje się doskonale. Mamy wszystko to, czego dobra bajka (w tych czasach) powinna zawierać: zwartą akcje, uroczego głównego bohatera i jego przyjaciół, świetny polski dubbing oraz pozytywne i optymistyczne zakończenie. Wkradł się też nawet – co nie jest dziwne – mały morał na koniec.

Czasem takie produkcje mają właściwy problem, w którą stronę się wybrać – młodszego czy starszego widza. Ideałem byłby złoty środek, czyli trochę dla tych, trochę dla tych, ale tak, aby starsi się nie nudzili, a młodsi zrozumieli. Pod tym względem „Kung Fu Panda” wychodzi obronną ręką. Opowieść jest prosta i mogłoby się wydawać, że skierowana dla młodszego widza, jednak jest tak dynamiczna, tak ekspresywna i naładowana pozytywną energią, że starszy widz nie będzie się nudził i wraz młodszymi dziećmi (swoimi lub nie;D) będzie bawił się doskonale.

Podsumowując, „Kung Fu Panda” jest animacją świetną, jak wszystkie prezentowane podczas sezonu letniego. Zdecydowanie bije na głowę bajkę „Horton słyszy Ktosia” ze stycznia, jednak do „Wall-E’ego” jeszcze długa droga. Po raz kolejny DreamWorks kilka mil za Pixarem… – zarówno komercyjnie, jak i artystycznie. Jednak nadal warto obejrzeć pandę, bo jest mimo wszystko zabawna.

Moja ocena: 8/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 08 gru 2008 o 17:31

Skomentuj


*