Batman ForeverGotham City znów terroryzowane jest przez kolejnego psychopatę. Tym razem jest nim Dwie Twarze (Tommy Lee Jones), człowiek, który kiedyś został oblany kwasem, przez co postradał zmysły i popadł w rozdwojenie jaźni. Teraz chce się zemścić na Batmanie (Val Kilmer), który niejako jest odpowiedzialny za jego wypadek. Jednak pojawia się również drugi złoczyńca, Edward Nygma (Jim Carrey) zafascynowany Brucem Waynem, jednak jednocześnie przez niego odrzucony postanawia zostać Panem Zagadką. Jakby tego było mało, w mieście pojawiła się pani psycholog, Dr Chase Meridian (Nicole Kidman), która oficjalnie ma zbadać chorobę Dwóch Twarz, jednak tak naprawdę bardziej zainteresowana jest Batmanem.

Na przykładzie tego filmu można by napisać pracę pod tytułem „Jak ginie legenda”. Tim Burton został wymieniony na Joela Schumachera, ponieważ poprzednie dwie części były zbyt mroczne i poważne, toteż najważniejszy target Warner Bros. – dzieci i młodzież – nie do końca były zadowolone z tych filmów, aczkolwiek powiedziałbym, że to bardziej rodzice bali się o swoje pociechy i nie pozwolili im oglądać takich filmów. To też WB zatrudniło innego reżysera i kazało nakręcić ‘lżejsze’ filmy. Po co? Wszystkiemu, jak zwykle, winne są pieniądze.

Po pierwsze z odtworzenia głównej roli zrezygnował Michael Keaton. Zastąpił go Val Killmer. Co można powiedzieć o jego Batmanie? Nie jest źle, aczkolwiek nie jest też idealnie. Po prostu wpasował się w konwencję całego filmu. I takie też są pozostałe postacie. Tommy Lee Jones, jako Dwie Twarze chyba jest najbardziej wyrazistą i najlepiej zagraną postacią tego filmu. Momentami przypominał mi nawet Jacka Nicholsona z pierwszego „Batmana”, ale podkreślam tylko momentami. Najsłabiej wypadł Jim Carrey. Jest to tylko i wyłącznie aktor komediowy i taką też rolę stworzył w tym filmie, co dla mnie jest nie do przyjęcia. Batman nie może być komedią! I na koniec moja ukochana Nicole… Zagrała dobrze, była taka, jaka powinna być kobieta Batmana – pozostawała w cieniu Nietoperza…

I jeszcze dwa zdania – Robin był głupi, zbyt luzakowaty i miał kolczyk w uchu. I najmocniejsze: stroje Batmana i Robina miały sutki, a podczas ich nakładania połowa ujęć pokazywała nam właśnie owe sutki oraz idealnie dopasowany kostium na pupie obu bohaterów. Co to miało być?!?!

Zatem postaje pytanie – kto jest winny temu, że tak spieprzono niesamowitą legendę Batmana? Osobiście, jako winne upatruje studio Warner Bros.. W końcu to oni wyrzucili Burtona, to przez nich zrezygnował Keaton i przez nich Schumacher musiał nakręcić to, co nakręcił. Konkluzją niech będzie, że „Batman Forever” zarobił 184 milionów dolarów – więcej niż „Powrót Batmana” (162, 8 mln $), ale dużo mniej niż pierwszy „Batman” (251, 1 mln $).

Podsumowując, „Batman Forever” jest filmem złym, jako całokształt. Posiada ciekawą postać Dwóch Twarzy, nienajgorszego Batmana i piękną Nicole. Niemniej jednak, daleko mu do filmów Burtona czy Nolana.

Moja ocena: 4/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 21 lis 2008 o 17:02

Skomentuj


*