Gotham City to miasto pełne mroku, niebezpieczeństw i skorumpowanej policji. Rządzi w nim mafiozo Carl, jednak szybko zostaje pogromiony przez nowego złoczyńcę, Jokera (Jack Nicholson). Zwariowany osobnik, który traktuje wszystko i wszystkich, jako dobrą zabawę. Dla niego nie ma granic, potrafi zabić zarówno kogoś obcego jak i kogoś ze swoich kompanów. Jednak Joker na swojej drodze spotka potężnego przeciwnika, postać, która stanie w obronie całego miasta Gotham. Jest nim Batman, Człowiek Nietoperz, pod którego maską kryje się multimilioner Bruce Wayne (Michael Keaton). Bohater ma u swojego boku wiernego lokaja Alfreda (Michael Gough) oraz zafascynowaną Batmanem dziennikarkę, Vicki Vale (Kim Basinger).
Pierwsza część przygód Batmana. A te były burzliwe, bo nakręcono aż 6 filmów o jego przygodach, poczynając właśnie od tego filmu w reżyserii Tima Burtona kończąc na „Mrocznym rycerzu” wg Christophera Nolana (nie biorę pod uwagę filmu z 1966 roku, bo to był raczej jakiś pastisz). W rolę Batmana wcieliło się aż 4 aktorów. I tylko cztery z sześciu filmów godne są uwagi. Ale to słowem wstępu, przejdźmy do dzieła Burtona.
Jako iż jest to film Burtona jest to właśnie bardzo widoczne. Przede wszystkim plastyczność, świetna scenografia, dużo groteski i mroku. Wielu nawet uważa, że film był zbyt groteskowy, jednak mi właśnie taka konwencja bardzo się podobała. Nie była to zwykła ekranizacja komiksu, ale coś więcej, balans na granicy dramatu, thrillera oraz komedii. Tak, tak – komedii. I nie chodzi już tylko o Jokera, ale nawet sam Batman potrafił czasem zrobić czy powiedzieć coś zabawnego.
U Burtona na uwagę również zasługują postacie. Przede wszystkim Joker w wykonaniu Jacka Nicholsona. Nie jest mi jeszcze dane porównać tej kreacji do Jokera, jakiego stworzył Heath Ledger, jednak Joker Nicholsona to po prostu niesamowicie zabawny, nieobliczalny i śmieszny psychopata. Jak już napisałem na samym początku, nie obchodzi go nic – potrafi zabić przypadkową osobę, ale także swojego kompana. Oczywiście jego głównym celem jest Człowiek Nietoperz.
Batman zagrany przez Michaela Keatona jest dobry. Prawdopodobnie powiedziałbym więcej, jednak na chwilę obecną najlepszym Batmanem jest oczywiście Christian Bale („Batman Początek” i „Mroczny rycerz”). Niemniej jednak Keaton jest tuż za nim. Na Killmera („Batman Forever”) i Clooney’a („Batman i Robin”) będę narzekać przy okazji filmów, w których wystąpili.
Jak zwykle u Burtona, jednym z najpotężniejszych i najważniejszych środków przekazu jest muzyka. Tak też i w „Batmanie” była ona niesamowita, cudowna i naprawdę klimatyczna. Idealnie wpasowała się w całą konwencję mroku i grozy filmu. Stworzył ją oczywiście nadworny kompozytor Tima, Danny Elfman.
Podsumowując, „Batman” Burtona to doskonała ekranizacja komiksów o Batmanie, świetny i wciągający film przepełniony tak charakterystycznym dla reżysera klimatem. I właśnie głównie dla wielbicieli twórczość Burtona film będzie się podobał, jednak fani Batmana również powinni być zadowoleni. Ja jestem pod wrażeniem i zaliczam ten film do moich ulubionych – mimo, że jest już dosyć stary, to wciąż znakomity. A Wam polecam zdecydowanie, jeśli jeszcze nie widzieliście.
Moja ocena: 8+/10
| Cykl recenzji filmów o Batmanie | |||||
![]() Batman (1989) |
![]() Powrót Batmana (1992) |
![]() Batman Forever (1995) |
![]() Batman i Robin (1997) |
![]() Batman - Początek (2005) |
![]() Mroczny rycerz (2008) |







