Nie kłam, kochanieMarcin (Piotr Adamczyk), kobieciarz, został właśnie wyrzucony z pracy i ma poważne kłopoty finansowe. Postanawia zdobyć fortunę swojej ciotki z Anglii. Tu jednak pojawia się dosyć drastyczny argument (jak dla Marcina) – majątek ciotki będzie należał do bohatera i jego żony. A dopóki żony nie ma, to i z pieniędzy nici. A małżeństwo to ostatnia rzecz, o której teraz myśli Marcin. I co teraz? Przyjaciel bohatera podpowiada mu, aby zwrócił uwagę na piękną dziewczynę, która przychodzi podlewać kwiaty w jego mieszkaniu, Anię (Marta Żmuda-Trzebiatowska). Ania od dawna zakochana jest w swoim pracodawcy.

Polskie komedie romantyczne cechuje zawsze to samo. Ci sami aktorzy, podobna historia miłosna (najczęściej kompleks brzydkiego kaczątka) oraz nierealny, wyidealizowany, piękny i zamerykanizowany świat. O co mi chodzi. O to, że wszyscy zawsze są bogaci, zawsze urodziwi i przebywają w najpiękniejszych zakątkach Polski. Ostatnio wyjątkiem były „Rozmowy nocą” i może, dlatego przypadły mi do gustu.

Nie kłam, kochanie” to film znośny, na pewno jest mnóstwo gorszych, ale i tyle samo lepszych. Typowy, polski, średniak, który oglądało się dobrze, jednak rewelacji nie ma. Prawdziwą perełką i ostatnim odkryciem polskiego showbiznesu jest Marta Żmuda-Trzebiatowska. Pasuje do komedii romantycznych, ale ma także talent do grania ról dramatycznych, podoba mi się jej kreacja w serialu „Teraz albo nigdy!”, gdzie gra nie tylko słodką, piękną dziewczynkę, ale także kobietę, która musi uporać się z problemami w swoim małżeństwie. Życzyłbym jej wkrótce roli w filmie podobnym do „Placu Zbawiciela” czy „Dnia Świra”.

Podsumowując, „Nie kłam, kochanie” obejrzeć można, niekoniecznie w kinie, na pewno jeszcze niejednokrotnie zobaczymy go w telewizji, w piątkowym Superkinie na TVN czy też na Jedynce w sobotę czy niedzielę. Bo taki właśnie ten film jest – weekendowy, familijny i romantyczny banał dla wszystkich. Ale ja nie żałuję seansu.

Moja ocena: 5/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 06 lis 2008 o 16:49

Skomentuj


*