Lemony Snicket - Seria niefortunnych zdarzeń (2004)

Trójka rodzeństwa – Violet (Emily Browning), Klaus (Liam Aiken) oraz Słoneczko (Kara i Shelby Hoffman, bliźniaczki grające jedną postać) zostaje osierocona. Ich rodzice giną w pożarze domu. Dzieci nie mają się gdzie podziać. Trafiają do kolejnych, dalekich członków rodziny. Pierwszy jest wuj Olaf (Jim Carrey). Mężczyzna mieszka w okropnym domu a w dodatku traktuje swoich podopiecznych jak służących. Najważniejszy dla niego jest olbrzymi spadek, który dostanie w zamian za opiekę nad dziećmi. Jednak rodzeństwo zmienia znów miejsce zamieszkania, tym razem jest to miłośnik przyrody, wuj Monty (Billy Connolly). Długo u niego nie pomieszkają, miejsce wuja zajmie strasznie bojaźliwa ciotka Józefina (Meryl Streep). Co by jednak nie mówić, przez cały film małym bohaterom towarzyszy podstępny wuj Olaf, który zrobi wszystko, aby zdobyć pieniądze dzieci.

Ekranizacja pierwszych trzech tomów bestsellerowej i wielotomowej serii Lemony’ego Snicketa (a tak naprawdę Daniela Handlera) pod tytułem „Seria niefortunnych zdarzeń”. Film jest… na pewno inny, wyróżniający się. Ciekawa fabuła, trochę zwariowana, widocznie ukierunkowana pod młodszego widza, jednak nie nudzi. Pod dyskusję można poddać jedynie zakończenie, które zapewne nastawione jest na możliwość zrobienia kolejnych części filmów, jednak słabe wyniki kasowe (118 milionów dolarów w USA, przy budżecie 140 milionów, na całym świecie 209 mln $) raczej zniechęciły do tego twórców.

Inna sprawa – zachwyca strona wizualna obrazu, doceniona przez Akademię Filmową, nominacje do Oscara za scenografię i kostiumy, a sam Oscar za charakteryzację. Czułem się, jakby za film zabrał się uczeń Tima Burtona, mówię uczeń, bo do mistrza mu jeszcze trochę brakuje, aczkolwiek jest bardzo ładnie, czasem przerażająco i mrocznie. Aż strach (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) pomyśleć, co by było jakby za reżyserię wziął się właśnie Burton. Nie miałbym nic przeciwko, tylko wtedy pewnie nie byłby to już film dla dzieci. Pochwalić też mogę, zresztą jak w każdym filmie, kreację Meryl Streep, aktorka jest genialna, urokliwa i bardzo sympatyczna. Za to Jim Carrey w ogóle nie przypadł mi do gustu w tej roli, poza tym to ja chyba raczej nie przepadam za nim.

Wracając do tematu kontynuacji, tomów książki Snicketa jest 14 (wg wikipedii przynajmniej), jednak wspomniane wyżej przeze mnie słabe wyniki kasowe stawiają pod znakiem zapytania możliwość ewentualnego sequela, i jak widać od 4 lat ani widu, ani słychu o czymś takim. A szkoda, mógłby pan Burton wziąć się za ten film.

Podsumowując, „Seria niefortunnych zdarzeń” to film dobry, na pewno w sam raz na familijne, niedzielne popołudnie. Na odprężenie warto obejrzeć, fanom Meryl Streep pozycja obowiązkowa. :)

Moja ocena: 7+/10

Zobacz również:

  Lis 04 2008, 21:27:52, link 
1. Aciddrinker

Przeceniasz tego Burtona, mało to innych dobrych reżyserów?

A tak a propos – jakby Lynch to wziął – to dopiero byłoby ciekawe :D


  Lis 04 2008, 21:28:10, link 
2. unnami

Burton mój ulubiony reżyser :P


  Lis 04 2008, 22:07:59, link 
3. Cici

Lynch nawet z dokumentu o rozmnażaniu rozgwiazd by zrobił fascynujące i pogmatwane kino ;d


  Mar 09 2009, 14:33:03, link 
4. mitchie

Suuuuuuuper film! BosSSSSSSSSSski :) xD


Dodaj swój komentarz