Co się zdarzyło w Las Vegas (2008)

Co się zdarzyło w Las Vegas / What Happens In Las VegasJoy McNally (Cameron Diaz) została porzucona przez swojego chłopaka w dniu jego urodzin… Jack Fuller (Ashton Kutcher) został zwolniony z pracy przez własnego ojca… Oboje, aby zatopić smutki w kieliszku wódki wybrali się do Las Vegas. Co prawda osobno, jednak już następnego dnia budzą się z kacem i pierścionkami na dłoniach. Taaak, zabawa była przednia, zakrapiana i zakończyła się pochopnym ślubem. Teraz oboje chcą się jak najszybciej rozwieść i zapomnieć o tym wszystkim. Ale los chce inaczej – Jack wygrywa 3 miliony w kasynie, ale Joy, jako iż nadal jest żoną bohatera domaga się połowy sumy. Sprawa trafia do sądu, a sędzia… A sędzia to niepoprawny optymista i wysyła małżonków na 6 miesięcy wspólnego życia, podczas których mają się pogodzić. A pieniążki zostają zamrożone. Co teraz?

Oglądając film nachodziły mnie skojarzenia z „Wojną państwa Rose” gdzie również dwoje małżonków zawzięcie ze sobą walczyło. Co prawda teraz mamy mocno odświeżoną, lżejszą i bardziej subtelną wersję tamtego filmu, jednak nadal motyw jest podobny – wojna dwóch małżonków, którzy muszą mieszkać w jednym domu. „Co się zdarzyło w Las Vegas” podobało mi się – i to do tego stopnia, że jestem w stanie powiedzieć, że jest to jedna z lepszych komedii romantycznych ostatnich lat.

Piękna Cameron Diaz błyszczy ponownie. Ostatnio dane było mi ją widzieć w równie świetnym „Holiday”, teraz wróciła i mam nadzieję, że będzie częściej pojawiać się w filmach. Oprócz urody i seksapilu, aktorka może też się pochwalić grą aktorską, co prawda niedane było mi zobaczyć jej w rolach dramatycznych, jednak komediowych sprawdza się doskonale – w przeciwieństwie do np. Jessicy Alby, która jest ładna, ale mało przekonywująca. Co prawda pamiętam Cameron z roli femme fatale w „Vanila Sky”, była tam rewelacyjna i chyba od tamtej roli tak ją pokochałem. Diaz w 2009 roku będzie można zobaczyć w thrillerze science-fiction „Box”, od Richarda Kelly, twórcy „Donnie Darko”.

Obok pięknej Diaz, jest też coś dla pań – Ashton Kutcher. Akurat jego dane było mi zobaczyć w innej roli niż komediowa – bardzo dobrze zagrana rola w „Efekcie motyla” to prawdopodobnie jedna z najlepszych w jego karierze. Jednak granie głupka, błazna i nieudacznika tak jak w tym filmie czy też „Stary, gdzie moja bryka?” wychodzi mu najlepiej.

Podsumowując, „Co się zdarzyło w Las Vegas” to wspaniała komedia, właśnie taka, jakiej potrzebowałem i jakiej oczekiwałem. Odniosła również sukces finansowy, ale to nie jest ważne, polecam ją wszystkim, bo czasem naprawdę można się pośmiać, a jest to humor wyważony i sytuacyjny, a już na pewno nie tak sprośny i żenujący jak w bombardujących kina komediach-parodiach.

Moja ocena: 8/10

Zobacz również:

  Lis 01 2008, 20:24:16, link 
1. haiq

Ja bym jednak dał 7/10 bo to jednak nic specjalnie odkrywczego a 7/10 nie oznacza niczego złego. Jak na romantyczną komedię, to trzeba przyznać, że śmiało można parami oglądać – kobieta dostanie romantyzm a mężczyzna komedię i każde dostanie tego tyle ile trzeba, nie za dużo, nie za mało.

Po objerzeniu pozostaje w głowie myśl, że jeszcze kiedyś chętnie się obejrzy :)


Dodaj swój komentarz