Kate (Eva Longoria Parker) i Henry (Paul Rudd) biorą ślub. Kobieta jest niesamowicie zaangażowana w przygotowania do uroczystości. Jednak spotyka ją i jej wybranka wielkie nieszczęście. Wielka, lodowa figura spada prosto na Kate i niestety zabija ją. Mija rok. Henry wciąż nie może się pogodzić ze stroną ukochanej, zamknął się w sobie i żyje we własnym świecie. Jak się okazuje, Kate również nie opuściła jeszcze Ziemi, została na niej, ponieważ ma jakąś sprawę do załatwienia, lecz sama nie wie, jaką. Całymi dniami obserwuje swojego ukochanego nie mogąc z nim porozumieć się ani mu pomóc. W końcu całą sprawę w ręce bierze siostra Henry’ego, które zabiera go do jasnowidzki, która ma nawiązać kontakt z Kate i sprawić, aby dziewczyna doprowadziła do porządku Henry’ego. Sprawy jednak – jak zwykle – trochę się pokomplikują…

Eva Longoria!!! Eva Longoria!!! W końcu w jakimś filmie pełnometrażowym, a nie tylko w moich ukochanych „Gotowych na wszystko”. To dla niej obejrzałem tę komedię i wcale się nie zawiodłem – głównie właśnie dzięki Evie. „Nawiedzona narzeczona” to zabawna, urocza i słodka komedia romantyczna dla wszystkich. Nie odstrasza sprośnym humorem, a także po cichu i nie dosłownie śmieje się ze śmierci.

Raczej nie będę porównywał jej do takich klasyków jak „Nothing Hill” czy „Masz wiadomość”, jednak poziom jest bardzo podobny. Film ten ma cos w sobie, jego prostota i przewidywalność urzekają, nie rażą w oczy, dostajemy to, czego się właśnie spodziewamy – zwyczajną, zabawną komedię. A już urok Evy tylko dodaje rumieńców filmowi i zachęca do obejrzenia. Jej rola trochę różni się od tego, co znamy z „Gotowych na wszystko”, jednak mimo wszystko jej talent komediowy można dojrzeć i to dzięki niej jest tak komicznie. Polecam wszystkim, naprawdę warto.

Moja ocena: 6/10

Zobacz również:

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 27 paź 2008 o 17:49

Skomentuj


*