Bohaterem filmu jest Amerykanin Ian Everson (Joshua Leonard). Któregoś raz podczas randki z kolejną dziewczyną dzwoni do niego Joanna (Agnieszka Grochowska), polka, która oświadcza mu, że jest z nim w ciąży a w dodatku jest nieletnia. Do aktu miłosnego, a dosadniej mówiąc seksualnego, doszło podczas wycieczki Joanny do Stanów jakiś czas temu. Teraz Ian wyrusza do Polski żeby wyjaśnić całą sprawę. I co prawda Joanna nie jest nieletnia, ale spodziewa się dziecka. Jak zachowa się Ian? Jak dupek.
Z racji tego, iż jest to produkcja amerykańsko-polska z obsadą pół na pół spodziewałem się czegoś naprawdę ciekawego. Może nie wybitnego, ale może jakieś wydarzenie w Polskim kinie. Niestety, jak na razie w tym roku tylko o „Rozmowach nocą” i „Lejdis” mogę powiedzieć dobre słowa. „Mała wielka miłość” to kolejny nudny, banalny i nie śmieszny film z Polski. Idealnie wpasowuje się w negatywne określenie ‘polska komedia romantyczna’.
Zacznę od tego, że film reklamowano, jako wielki z gwiazdami z Hollywood. I gdzie te gwiazdy? Główna rola męska powierzona panu Joshui Leonardowi, spoglądając na jego filmografię mamy kilkanaście filmów, ale wszystkie nijakie i mało znane. Jedynie przy „Blair Witch Project” można coś powiedzieć. A tak? Zupełny nikt zza oceanu. Podobnie jest z innymi aktorami amerykańskimi, niektórzy to w ogóle zupełne incognito. A z Polski mamy skład, który przewijał się już przez poprzednie komedie oraz aktualne telenowele – Agnieszka Grochowska, Anna Guzik, Marcin Bosak czy Agnieszka Pilaszewska.
Denerwował mnie angielski tego kolesia, mimo iż kocham ten język. Chodzi mi o to, że oglądając film chcę albo angielski z napisami, albo film polski, ewentualnie inny język. Chodzi mi o jednojęzyczność, nie lubię takiego pomieszania, a tutaj to już mnie szczególnie denerwowało. Po tym jak bohater grany przez Joshuę przyjechał do Polski podobało mi się realistyczne odtworzenie naszego kraju – tzn., brak kogoś, kto umie angielski na policji, taksówkarz-złodziej i inne, nawet (ale słabo) zabawne. Bardziej trzeba z tego powodu płakać i coś zrobić, a nie się śmiać (chociaż to już oznaka pewnego dystansu, ale…).
Podsumowując, Polak (Łukasz Karwowski) zrobił film amerykańsko-polski, dziejący się w Polsce, ale po amerykańsku, czyli jak to zwykle w ‘polskich komediach romantycznych’. Nie polecam tego filmu, kolejny nic nieznaczący obraz. Naprawdę są ciekawsze (nawet polskie!) komedie romantyczne.
Moja ocena: 2/10
Zobacz również:
- Tylko mnie kochaj (2006) – Agnieszka Grochowska
- S@motność w sieci (2006) – Agnieszka Grochowska
- Ja wam pokażę! (2006) – Agnieszka Pilaszewska
- Testosteron (2007) – Krzysztof Stelmaszyk
- Statyści (2006) – Krzysztof Stelmaszyk
