Zombie nadchodzą. Shaun (Simon Pegg) i Ed (Nick Frost) żyją sobie w Londynie jak normalnie ludzie, leniwi i niczym się nieprzejmujący. Jednak pewnego dnia w ich otoczeniu zaczyna dziać się cos dziwnego. Ludzie staja się krwiożerczymi, ale niezdarnymi zombie. Poruszają się bardzo wolno i nie grzeszą inteligencja. Shaun i Ed zabierają przyjaciół i chcą skryć się w ich ulubionej restauracji. Problem w tym, że jeden zombie nie jest groźny, gorzej, gdy są ich dziesiątki… setki… tysiące… Wtedy zaczyna się prawdziwa jazda.
Od lat 70. do dziś powstało kilkanaście horrorów o zombie, były świty trupów, noce trupów i tak dalej. Remaki, sequele, prequele i tak dalej. W 2004 pojawiała się luźna parodia tych filmów z Simonem Peggiem i Nickiem Frostem w rolach głównych, wyreżyserowana przez Edgara Wrighta.
„Wysyp żywych trupów” to świetna komedia, pełna absurdów, banałów oraz angielskiego humoru. To wspaniałe 99 minut, spędzone na doskonałej i wyborowej rozrywce, która niestety, mija bardzo szybko, a chciałoby się to oglądać trochę dłużej. Role głownie to świetny duet Pegg-Frost, który sprawdził się również w komedii o podobnej konwencji – „Hot Fuzz”. Widać, że panowie świetnie bawili się na planie filmowy, dzięki czemu wyszedł bardzo udany film. Zdecydowanie polecam obejrzeć, bo warto.

