Horton to uroczy, wrażliwy słoń, który mieszka w dżungli i zajmuje się dziećmi dorosłych zwierząt. Któregoś razu nieopodal Hortona przelatuje pyłek, odrobinka kurzu. Wydaje mu się, że słyszy jakieś głosy, że coś wyraźnie dobiega z tej małej, różowej drobiny. Szybko łapie go i przysłuchuje się bliżej. I rzeczywiście. Na tym małym pyłku żyją Ktosie, pełne, kipiące życiem miasto, które jest zagrożone. Horton postanawia uratować Ktosiów i przetransportować pyłek na najwyższą górę, gdzie będą bezpieczni. Niestety, Kangurzyca, która rządzi w dżungli (w końcu nie lew!) jest pewna, że Horton zmyśla, przez co naraża dzieci. Zamierza odebrać mu pyłek i zniszczyć, aby dowieść, że nikt na nim nie żyje.
Co roku do kin wchodzi kilka, nawet kilkanaście animacji. Jedne są dobre i ciekawe, inne nudne i niejakie, a jeszcze inne plasują się zupełnie pośrodku tej klasyfikacji. „Horton słyszy Ktosia”, jest właśnie mniej więcej pośrodku, jednak bardziej przechyla się ku tym gorszym animacjom. Chociaż straszny zły i nudny nie był, to jednak dla mnie za bardzo infantylny. Zdecydowanie młodszym widzom przypadnie do gustu, jednak ci starsi – tak jak ja – mogą już czuć nudę podczas seansu czy niedosyt po nim.
Po takich animacjach jak niedościgniony „Shrek” czy goniące go „Auta” i „Ratatuj” moje oczekiwania po filmach animowanych są naprawdę spore. W tym roku, kina odwiedziła (moim zdaniem) animacja wszechczasów – „Wall-E” – nad którym zachwycałem się chociażby tutaj, a pełna pochlebnych słów recenzja już wkrótce. Dobre wrażenia wywarła na mnie także animacja „Kung Fu Panda”.
Ani Horton, ani Ktosie nie wzbudzili we mnie jakieś wielkiego zainteresowana czy sympatii. No może prócz śliczną, małą Kasią oraz panią doktor naukowiec z Ktosiowa. Polski dubbing bez zarzutu, zresztą jak zwykle. Tak, więc, „Horton słyszy Ktosia” to pozycja głównie dla dzieci, dla mnie zupełny średniak.
Moja ocena: 5/10
Zobacz również inne animacje, o zwierzętach z dżungli lub podobnych:
