Bohater filmu, Ben Campbell (Jim Sturgess), kończy właśnie jedną szkołę i chciałby studiować na Harvardzie. Niestety, aby tak się stało potrzebne jest mu stypendium – ewentualnie pieniądze. A i jedno i drugie jest trudne do zdobycia. Niemniej jednak, bohater próbuje. Za namową profesora, Micky’ego Rosa (Kevin Spacey) dołącza do kółka genialnych matematyków. I bynajmniej nie jest to kółko, w którym uczniowie wymieniają się poglądami czy rozwiązują zadania. Wspólnie z profesorem zajmują się ‘oszukiwaniem’ w grę, w Polsce popularnie nazwaną 21. W zwykłe dni, Ben jest normalnym uczniem, natomiast w weekend staje się demonem gry, wkracza do Las Vegas i co tydzień jest, kim innym. Jednak los nie do końca będzie taki łaskawy…

Ileś to już było filmów o Las Vegas, dziejących się w Las Vegas, dotyczących gier, oszukiwania i dużych pieniędzy. Mnóstwo. „21” to kolejna mutacja o tym samym. Nie jest to na pewno wada, bo nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało. Dwie godziny mijają bardzo szybko, a po seansie pozostaje uśmiech na twarzy i wrażenie dobrze spędzonego czasu.

Filmowi nie można zarzucić nudy, jednak nie grzeszy on też nowatorstwem. Mamy tu wiele sprawdzonych schematów, a pod koniec zaserwowano nam nawet elementy kryminału. To można by już sobie darować, jednak aż tak bardzo nie przeszkadzało. Podobała mi się klamra kompozycyjna, która otwiera i zamyka film (jak to klamra) – bardzo udane i ciekawe to było.

Podsumowując, „21” to kawał dobrze zrobionego i ciekawie skomponowanego kina, które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, a już na pewno świetnie się sprawdzi na seansach towarzyskich w kilka osób.

Moja ocena: 7/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 04 paź 2008 o 17:40

Skomentuj


*