Dawno, dawno temu Królestwo Elfów zawarło przymierze z ludźmi. Utworzono Złotą Armię niezniszczalnych wojowników, która zaprowadziła porządek na Ziemi, a następnie została uśpiona. Władzę nad nią może mieć jedynie osoba pochodzenia królewskiego, która zbierze trzy elementy korony króla Balora (Roy Dotrice). Owe elementy posiadają członkowie królewskiej rodziny: król Balor, książę Nuada (Luke Goss) oraz księżniczka Nuala (Anna Walton). Przez tysiące lat królestwo żyło w cieniu ludzi. Jednak teraz, w czasach obecnych książę Nuada postanawia zmienić to, zebrać wszystkie części korony i zemścić się na ludziach. Zabija ojca, dzięki czemu ma już dwie części korony. Księżniczka Nuala, posiadająca ostatnie ogniowo ucieka i ku jej szczęściu spotyka dobrze nam znanych bohaterów – Hellboya (Ron Perlman), Abe Sapiena (Doug Jones) oraz Liz Sherman (Selma Blair). Dołącza do nich Johann Krauss (Seth MacFarlane - głos), postać, która nie ma głowy, jest jedynie duszą umieszczoną w specjalnym kombinezonie. Krauss został wysłany przez rząd USA w celu pewnego uspokojenia Hellboya i doprowadzenia go do porządku.
Od czasu pierwszego „Hellboya” w życiu jego reżysera – Guillermo del Toro zmieniło się wiele. Przede wszystkim został laureatem Oscara i zyskał światową sławę. To też kontynuacja przygód piekielnego chłopca jest filmem dużo bardziej rozbudowanym, wyeksponowanym i bogatszym w przeciekawe postacie niż jego poprzednik. Tym razem Del Toro prócz – jak wcześniej – świetnych dialogów i wartkiej akcji daje nam jeszcze większą, bardziej różnorodną i robiącą wrażenie galerię postaci.
Zacznę od dobrze znanych osób – jak zwykle doskonale spisali się Ron Perlman i Doug Jones w rolach Hellboya i Abe’a. O dziwo, tym razem również postać Liz dostała powera i nie była tak smętna jak poprzednio – nie podobał mi się tylko wątek z dzieckiem, jednak tego wymagała fabuła. Z drugiej strony – nowy bohater, Johann Krauss, ciekawy – mimo nazbyt przesadnej dokładności i regulaminowości.
Teraz przejdę do kreatur, którymi uraczył nas pan Del Toro. Mniej więcej w połowie filmu, dosłownie na kilka minut pojawia się postać, która nie dość, że była dla mnie najciekawszą to i jeszcze ją najbardziej zapamiętałem po seansie. Anioł Śmierci czy też Śmierć Hellboya. Niesamowita, wstrząsające i w dodatku to, co mówi daje nam niejako jasność, kim może być Hellboy. Jest też duże prawdopodobieństwo, że była to niejako zapowiedź czy też wstęp do trzeciego filmu o Piekielnym Chłopcu. Tak czy owak – Anioł Śmierci rządzi, dla mnie jest to najlepsza postać tego obrazu oraz jedna z najciekawszych, jakie kiedykolwiek dane było mi zobaczyć na ekranie.
Zachwycił mnie również wielki Roślin, jak ja go nazwałem, aczkolwiek w filmie to stworzenie nie miało imienia. Są też przeróżne kreatury na Targowisku Troli, czy też w Królestwie Elfów, gdzie poznajemy po raz pierwszy króla Balora, księżniczkę Nualę i księcia Nuadę. Oprócz tego zachwyciła mnie Złota Armia, świetnie zanimowana – wyglądała jak żywa! Jednak żeby nie było tak pięknie – mam też pewne zastrzeżenie. Guillermo nie uniknął pewnej wtórności. Np. Odźwierny do królestwa Elfów był łudząco podobny do potwora, który chciał zjeść Ofelię w „Labiryncie Fauna”. Również Wróżka-Zębuszka z „Hellboya” przypominała małe Elfy, które pomagały bohaterce „Labiryntu...”. Szczerze, to gdyby ktoś włączył mi ten film, a ja nie znałbym reżysera (i nie widział części pierwszej) to bym powiedział, że albo wyreżyserował to ktoś inspirował się twórczością Del Toro, albo właśnie sam Del Toro.
Nie mniej jednak, podsumowując, „Hellboy – Złota Armia” to obraz świetny, pełen akcji, wciągający i zachwycający. Niczym nie ustępuje części pierwszej, a zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jest odrobinę lepszy. Tak czy owak, jest to film, na który z pewnością warto wybrać się do kina!
Moja ocena: 8/10
Zobacz również:
- Hellboy (2004) - część pierwsza filmu
- Labirynt Fauna (2006) - Guillermo del Toro, reżyser i scenarzysta
- Fantastyczna Czwórka 2: Narodziny Srebrnego Surfera (2007) - Doug Jones
- Szkoła uwodzenia (1999) - Selma Blair
- V jak Vendetta (2005) - John Hurt

