HellboyAkcja filmu rozpoczyna się pod koniec II wojny światowej. Wtedy to naziście przeczuwając swoją klęskę otwierają tajemniczy portal, przez który mają sprowadzić demona, który ma im pomóc w walce. Jednak wszystko przerywają Amerykanie i w końcu nie udaje im się sprowadzić piekielnej pomocy. Jednak w czasie, gdy portal był otwarty na Ziemię został sprowadzony mała, czerwona postać z kamienną ręką. Przygarnął go profesor Bloom (John Hurt), nadał imię Hellboy i wychował jak syna. Po 40 latach, dorosły Hellboy (Ron Perlman) wraz z swoim przybranym ojcem oraz Abe Sapienem (Doug Jones) należą do Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Teraz przyjdzie im się zmierzyć z piekielnymi przeciwnikami, którzy chcą zawładnąć światem. Do tego potrzebna im będzie miłość Hellboya – ognista (dosłownie) Liz Sherman (Selma Blair).

Obraz w reżyserii i scenariuszu Guillermo Del Toro na podstawie komiksu Mike’a Mignoli. Właściwie to zachwycił mnie. Od jakiegoś czasu już planowałem sobie ten seans, ciągnęło mnie do niego nazwisko reżysera oraz fakt, iż jest on na podstawie komiksu (mam słabość do takich filmów). I nie przeliczyłem się. „Hellboy” to film ciekawy i mroczny, z całą paletą ciekawych postaci i kreatur.

Przede wszystkim trzeba pochwalić Rona Perlmana jako Hellboya. I nie chodzi tu już tylko o świetną charakteryzację, jednak jego grę. Mnie osobiście powalił swoim wyluzowanym charakterem i pełną gamą przeróżnych żartów w najmniej odpowiednich momentach. Tym samym „Hellboy” stał się filmem na granicy grozy, mroku oraz czarnego humoru. Drugą, świetną postacią był Abe. Właściwie to on był nawet bardziej sympatyczniejszy niż sam Hellboy i to on jest moim ulubionym bohaterem tego filmu. Całkowicie nietrafiony był wątek pseudoromansu czy czegoś takiego między Liz a Hellboyem. Generalnie jej postać również mi się nie podobała. Była strasznie nijaka, niewyraźna i mało wyeksponowana – w przeciwieństwie do dwóch pozostałych postaci. Chciałbym również pochwalić Ruperta Evansa, jako Johna Myersa. Kolejna sympatyczna postać, ale również dobrze odtworzona.

Fabuła prowadzona jest sprawnie, wciąga i mimo ponad dwóch godzin seansu, czas leci bardzo szybko. Guillermo żongluje między statycznymi dialogami oraz szybką, wartką akcją, którą głownie są pojedynki Hellboya z kolejnymi wrogami. Podobało mi się również to, że Hellboy nie jest kolejnym wyidealizowanym i wzorowym bohaterem. Wręcz przeciwnie, co prawda pomaga ludziom, ale bardzo często chodzi własnymi drogami i nie zważa nie to, co myślą sobie o nim inni. Podsumowując, jest to świetny film akcji, udana ekranizacja komiksu i po prostu wspaniały film, który Wam polecam. :)

Moja ocena: 8/10

Zobacz również:

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 17 wrz 2008 o 16:14

Skomentuj


*