Zohan (Adam Sandler) jest perfekcyjnie wyszkolonym izraelskim komandosem. Jednak nie do końca czuje się szczęśliwy w tej roli, więc pozoruje swoją śmieć i ucieka do Nowego Jorku. Tam podejmie profesję, która naprawdę go interesuje – fryzjerstwo. Początkowo bohater ma problemy ze znalezieniem zatrudnienia… Do tego pewien taksówkarz odkrywa prawdziwą tożsamość Zohana i chce go zdemaskować.
Proszę mi wybaczyć, jeśli ta recenzja będzie nieskładna i nietrzymająca się kupy. Ale po prostu nie chce mi się nic o tym filmie mówić, bo naprawdę nie ma, o czym. Tak głupiego, tak żenującego, tak niesmacznego i tak debilnego filmu nie widziałem naprawdę dawno. W tym roku już „Poznaj moich Spartan” pretendowało do najgorszego filmu 2008, jednak to, co zobaczyłem w filmie z Sandlerem przeszło wszelkie granice. Smaku i rozsądku.
I już nie chodzi wcale o konwencję i wszechmocnego – nie wiadomo skąd – Zohana i jego nagłe zamiłowanie do fryzjerstwa. Po prostu tak duża ilość głupoty i żenady to po prostu szok. Generalnie sam sobie się dziwię, że dobrnąłem do końca. Właściwie to ja modliłem się o to, aby w końcu to się skończyło – jakiś czas temu zaprzysiągłem sobie, że jak już zacznę jakiś film, to obejrzę go do końca, choćby to były największe męczarnie – potem wyżyję się na takim obrazie w recenzji. I właściwie to chciałbym to teraz i tu zrobić, ale brak mi słów. Przecież nie zacznę tu kląć i sypać niestosownymi wiązankami… a niestety takie cisną się na usta po obejrzeniu filmu „Nie zadzieraj z fryzjerem”.
Adam Sandler się kończy. Jakiś czas temu popełniłem wpis, w którym narzekałem odnośnie Eddiego Murphy’ego. Ten już dawno przestał grać dobre role. Teraz widzę, że podobna rzecz spotyka Sandlera. Ostatni film, w którym był naprawdę zabawny i uroczy to „Klik: I robisz, co chcesz”. Potem było już tylko gorzej, najpierw „Państwo młodzi: Chuck i Larry”, a teraz „Nie zadzieraj z fryzjerem”. Aż strach patrzeć czekać na jego kolejne filmy, a przed ich obejrzeniem będę musiał mocno się zastanowić, a może nawet zrobię drzewko decyzyjne.
Podsumowując – dzisiaj do kin wchodzi prawdopodobnie najgorszy film tego roku. Zdecydowanie odradzam Wam ten seans, salę kinową z nim omijajcie szerokim łukiem i idźcie na coś innego, na przykład „Hellboya II”, który premierę miał tydzień temu.
Moja ocena: 1/10
Zobacz również
- Państwo młodzi: Chuck i Larry (2007) - Adam Sandler
- Klik: i robisz, co chcesz (2006) - Adam Sandler
- 50 pierwszy randek (2004) - Adam Sandler
- Transformers (2007) - John Turturro
- Babcisynek (2006) - Nick Swardson

