Jared (Freddie Highmore), jego brat bliźniak Simon (Freddie Highmore), siostra Mallory (Sarah Bolger) oraz matka całej trójki, Helen (Mary-Louise Parker) przeprowadzają się do starego domu, który odziedziczyli po wujku, Arthurze Spiderwick (David Strathairn). Jared od samego początku jest niechętny przeprowadzce i wolałby mieszkać z ojcem, których zostawił ich matkę. Jednak już po kilku minutach od przeprowadzki zauważa, że coś nie tak jest z tym domem. I rzeczywiście. Dom jest fortecę książki, zwanej Kroniki Spiderwick. Napisał ją ich wujek, Arthur, a strzeże ją mały skrzat, który uwielbia miód i ciasteczka. A czym tak naprawdę są owe Kroniki? Jest to dokładny zbiór wszystkich magicznych stworzeń, potworów i skrzatów, jakie udało się odkryć Arthurowi. Od wieków na ową księgę czyhają złe ogry z wielkim Mulgarthem na czele. Teraz Jared wraz z rodziną będą musieli bronić książkę, jak i siebie przez ogrami.

Trzy razy podchodziłem do tego filmu. Za każdym razem jakoś mi się nie chciało, bądź mnie coś innego zainteresowało i przerwałem. Gdy w końcu udało mi się go obejrzeć – szczerze nie żałuję. Zaserwowano mi potężną dawkę świetnego i tak lubianego przeze mnie fantasy. Akcja goni akcję, nie ma przystanku na nudę i zaparzenie kawy. Prawie 100 minut mija jak z bicza strzelił.

I nie ma, co się dziwić, za scenariusz odpowiadają spece od świetnych, przygodowych filmów dla całej rodziny – twórcy między innymi „Shreka” czy „Piratów z Karaibów”. Wyreżyserował natomiast Mark Waters, który ma już na koncie takie filmy jak „Wredne dziewczyny” czy „Jak w niebie”. Dodatkowo film stworzony został na podstawie serii bestselerowych książek o takim samym tytule.

Rola główna powierzona Freddie’mu Highmore, ostatnio najpopularniejszej dziecięcej gwieździe, który spisał się bardzo dobrze, chyba rośnie nam kolejny aktor godny uwagi, na pewno będę obserwował jego karierę, oby tylko nie skończył tak jak Macaulay Culkin, znany z „Kevin sam w domu” (narkotyki i tym podobne) czy Haley Joel Osment, który po fenomenalnych rolach w „Szóstym zmyśle”, „Podaj dalej” i „A.I.: Sztuczna Inteligencja” przepadł i tyle żeśmy widzieli. Co prawda nie skończył tak jak Culkin, jednak nie wiadomo, co się z nim dzieje.

Podsumowując, „Kroniki Spiderwick” to kino dla całej rodziny, za równo dzieci, nastolatkowie jak i dorośli znajdą w nim coś dla siebie – przecież w każdym drzemie małe dziecko, a ten właśnie ten film pozwala nam zapomnieć o bożym świecie i odpłynąć w krainę fantasy. Aj, poniosło mnie :D, polecam.

Moja ocena: 7/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 10 wrz 2008 o 17:29

Skomentuj


*